Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Zakazana, nudna miłość

wdm.dg

       Po przeczytaniu "Igrzysk śmierci" oraz "Niezgodnej" nabrałam ochoty na przeczytanie kolejnej antyutopii. Zachęcona wieloma pochlebnymi opiniami wybrałam "Delirium" Lauren Oliver.

       Książka opowiada o świecie, w którym miłość została uznana za chorobę. Każdy obywatel w okolicach swoich osiemnastych urodzin zostaje poddany zabiegowi, po którym nigdy więcej nie będzie mógł się zakochać. Główna bohaterka, Lena nie może doczekać się swojego zabiegu. Po tych wszystkich opowieściach o tym jak niebezpieczny dla człowieka jest stan zakochania z niecierpliwością wyczekuje momentu kiedy będzie bezpieczna. Pewnego dnia spotyka Aleksa i jej sposób patrzenia na "chorobę" zmienia się.

      W komentarzach dotyczących książki spotkałam się z wieloma pochlebnymi słowami: "rewelacyjna", "niezwykła", "śliczna" itp. Właśnie dlatego czuję się taka rozczarowana - nie wiedziałam, że miłość może być taka nudna! W większości powieść opiera się na przemyśleniach Leny - o tym, że boi się miłości, co w sumie myśli o miłości, analizowaniu swoich uczuć do Aleksa i wyliczaniu zalet Aleksa.

      Może to dlatego, że bycie nastolatką dawno mam już za sobą, ale "Delirium" w ogóle mnie nie porwało. Owszem miło było przypomnieć sobie swoje pierwsze zakochanie, początkowo poczytać o tym jak rodzi się uczucie., ale co za dużo to niezdrowo. W porównaniu do innych "antyutopijnych" książek, ta wypada bardzo słabo. Nie wykorzystany pomysł, bardzo mało akcji, a jak się coś zaczynało już dziać to zastało to niepotrzebnie rozwleczone. Niektóre sytuacje były tak sztuczne (nawet jak na fantastykę), że miałam ochotę prychać.

       Nie, zdecydowanie nie jest to "książka mojego życia". Rozumiem jednak, że może się podobąć (kto wie - może to ja miałam akurat jakiś dziwny nastrój), dlatego myślę, że spokojnie mogę ją polecić nastoletnim czytelnikom.

delirium lauren oliver

 

Babska fantastyka

wdm.dg

     Kobiety w świecie czarów - ostatnio coraz bardziej popularne. Poznajcie Olgierdę Lachę, Wolhę Redną i inne fajne babki, które wprowadzają zamęt w magicznym świecie :)

1. Ruda Aleksandra:

Odnaleźć swą drogę Wybór

2. Pankiejewa Roksana

Przekraczając granice

3. Izmajłowa Kira

Mag Niezależny Flossia Naren

Wyższa magia

4. Białołęcka Ewa

Wiedźma.com.pl

5. Gromyko Olga

Zawód: Wiedźma.

Wiedźma Opiekunka.

Wiedźma Naczelna

6. Wojtowicz Milena

Podatek

Załatwiaczka

7. Reystone A.R. 

Dziewiąty mag

Romans dla dzieci

wdm.dg

     Jak opowiadać dzieciom o miłości? Nie miłości rodzicielskiej, czy do ukochanego pieska, ale o tej pierwszej, która na zawsze zostaje w pamięci. Ktoś mógłby się oburzyć, że dzieci nie wiedzą co to miłość, ba - nastolatki nie wiedzą co to miłość. Oj, jak się mylicie moi drodzy, zaślepieni swą dorosłością, dorośli. Dzieci, i to coraz młodsze, zakochują się. Można w tym miejscu napisać o zgubnej telewizji, komputerach, o tym wszystkim co sprawia, ze dzieciaki wyobrażają sobie, ze w wieku 10 lat są dorosłe, a 14 to już w ogóle dojrzałe, wszechwiedzące i doświadczone. Może kiedyś o tym napiszę, lecz jeszcze nie dziś.

    Dzieci zakochują się i nie da się od tego uciec. Można za to spróbować sprawić, żeby uwierzyły, że miłość jest śliczna, że zawsze należy nad nią pracować oraz że czasem, trzeba się rozstać. I to właśnie chciała przekazać małym czytelnikom Annika Thor.

 

     "Czerwone serce, niebieski motyl" opowiada historię pierwszej miłości Alvy i Love:

"Tu siedzi Alva. Tam siedzi Love. Żadne z nich nie wie, że wkrótce będą w sobie zakochani".

      Któregoś dnia Love odkrył, że dobrze się czuje w towarzystwie Alvy, a dziewczynka ze zdziwieniem stwierdziła, że kiedy pokona swoja nieśmiałość to naprawdę fajnie jest bawić się z chłopcem. I faktycznie - nagle nadchodzi - słodkie, pierwsze zakochanie. I jest pięknie. Przez chwilę.

      Jak zareagują koledzy kiedy się dowiedzą, że nasi bohaterowie są parą? Skąd wziąć prezent dla niej kiedy nie ma się pieniędzy? Czy ta nowa, ładna dziewczynka może mu się podobać? Dlaczego najlepsza koleżanka zaczęła się dziwnie zachowywać? Jak zareagują rodzice na to, że chcemy razem przebywać?

     Ta książka ma w sobie coś niesamowitego - niby taki błahy, oklepany temat, niby wszystko zostało powiedziane. I z drugiej strony taki trudny temat - jak opisać te wspaniałe uczucia dzieciom, żeby w nie uwierzyły i żeby nie poczuły się traktowane, no cóż, jak dzieci. Myślę, że autorce się to udało. Stworzyła naprawdę śliczną i jakże uroczą historię o tym jak łatwo i jednocześnie jak trudno być z kimś. Zakochanie Alvy i Love jest dla nich czymś nowym i właściwie muszą nauczyć się jak być "chłopakiem i dziewczyną". Jak sobie poradzą musicie dowiedzieć już sami.

     Kiedy czytałam "Czerwone serce, niebieski motyl" było mi tak ... sentymentalnie. Warto przeczytać tę książkę, bo dzieciakom pokaże to całe straszne "zakochanie", a dorosłym przypomni ich "pierwszą miłość" i będzie tak przyjemnie :)

czerwone serce niebieski motyl annika thor

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- DOOKOŁA ŚWIATA



Los w rękach kobiety

wdm.dg

Gdyby nie wyzwania czytelnicze nigdy bym nie trafiła na tą książkę...

Gdyby nie wyzwania czytelnicze nigdy bym nie pomyślała o tej książce...

Gdyby nie wyzwania czytelnicze nigdy bym nie zaczęła jej czytać.

Na szczęście podjęłam wyzwania czytelnicze :)

 

    "Przeznaczenie ma na imię Klotylda"  jest pierwszą książką, którą przeczytałam w ramach wyzwań. Uświadomiłam sobie dzięki niej, że tego typu akcje są niesamowicie ważne, ponieważ potrafią wyrwać czytelnika ze swoich przyzwyczajeń. A ja nawet nie wiedziałam, że je miałam!

   Połączyłam ze sobą "hasło" oraz "dookoła świata", w związku z tym książka, której poszukiwałam musiała nie być literaturą polską lub amerykańską oraz zawierać w swoim tytule słowo "imię" lub dosłownie jakieś imię. W ten o to przedziwny sposób trafiłam na włoską powieść Giovannino Guereschiego.

    Powtórzę to jeszcze raz - szczerze wątpię, żebym w innych sposób trafiła na historię Filimaria Duble - niezwykle upartego mężczyzny, który na skutek swej dumy został pozbawiony rodzinnych pieniędzy. Nasz bohater jest bardzo intrygującą postacią - już na samym początku czytelnik może poznać jego niezwykłe poczucie humoru, które połączone z naprawdę dużą inteligencją daje zupełnie nieprzeciętnego człowieka. Od początku wiadome jest, że kogoś tak nietypowego nie mogą spotkać przyziemne przygody. Wystarczy poczekać.

    No i faktycznie w losy Fila zostaje wplątana kobieta. Chociaż, jeżeli mam być szczera to właściwie Klotylda wplątuje go w swoje losy. Przedziwny żart, który szykuje ona bohaterowi rozpoczyna cały ten "romans przygodowy". Przy okazji zostaną wplątane w to jeszcze kolejne postaci, które - tak jak Filimario i Klotylda - mają zupełnie wyjątkowe charaktery.

    Ciekawe też są "autobiograficzne" wtrącenia autora. Napisałam to w cudzysłowie, ponieważ pierwsze co zrobiłam po zakończeniu lektury to przeszukałam internet w poszukiwaniu informacji o nim. Nie wydaje mi się, żeby opowieści o tym jak ze swoim wujem Filippo robił przekręty i szukał sposobu na ominięcie dziesięciu przykazań (no skoro w biblii nic nie jest napisane o porywaniu chilijskich generałów to można to robić) były prawdziwe. Są za to zabawne i ciekawe.

   Ciężko w książce Guareschiego szukać Wielkiej Literatury - to po prostu powieść "rozrywkowa". Mam też niemiłe wrażenie, że "Przeznaczenie ma na imię Klotylda" przechodzi powoli na stos książek zapomnianych. Nie mam zamiaru rzucać się za nią z okrzykiem "moja Ci ona" i chronić ją przed zniknięciem, ale od dzisiaj czytelnikom spragnionym historii lekkich, zabawnych i trochę fajniejszych niż zwykłe romasidło na pewno ją polecę, ponieważ zarówno kobieta jak i mężczyzna znajda w niej coś ciekawego i odprężającego.

 

przeznaczenie ma imię klotylda

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- DOOKOŁA ŚWIATA

- POD HASŁEM

Death Note

wdm.dg

          Kolejny dowód na to, co kompleks Boga może zrobić z człowiekiem. Tak podsumowałabym tę mangę jednym zdaniem.

          Dzięki Tsugumi Oba poznajemy młodego, inteligentnego i znudzonego życiem Lighta Yagamiego, którego egzystencja jest okraszona pasmem sukcesów, którejkolwiek dziedziny się nie podejmie. Chłopak jest również przystojny, co przysparza mu wiecznej adoracji ze strony płci przeciwnej.

          Czegóż można chcieć więcej?

          Jak się okazuje, marzeniem Lighta, syna szanowanego policjanta, jest wyplenić zło, które trawi otaczający go świat.

          Pewnego dnia otrzymuje od losu (czy też złośliwego, niezbyt urokliwego boga śmierci) szansę, by przy pomocy zaledwie pióra, usunąć z tego świata wszelkie szumowiny i uczynić go prawym i szczęśliwym.

          Co może pójść nie tak, gdy w grę wchodzi tak szlachetny cel? Paradoksalnie prawo, które niechętnie pozwala na mordowanie nawet największych kanalii.

          Jednak problematyka poruszona przez autora nie ogranicza się wyłącznie do dywagacji na temat problemów moralnych głównego bohatera.

          Tak - paradoksu ciąg dalszy - chcąc oczyścić matkę Ziemię, główny bohater staje się przestępcą, poszukiwanym, m.in. przez swojego ojca... i drugą, najważniejszą zaraz po nim postać, tajemniczego L - nieco (z naciskiem na bardzo) ekscentrycznego geniusza, którego pociąg do produktów zawierających duże ilości C12 H22 O11, notorycznych drzemek, lakonicznych odpowiedzi i specyficznego stylu siedzenia, stały się legendarne.

          Jak to zwykle z japońskimi tworami bywa, występuje tu też coś, co można by było zgoła nazwać przyjaźnią (gdyby nie chęć wyeliminowania siebie nawzajem) pomiędzy L i Lightem.

          W późniejszych tomach historia traci na wartości( to czysto subiektywna opinia), choć ciągle jest interesująca i miewa przebłyski dawnej świetności. Jedynym minusem jest zakończenie, które mogłoby być nieco bardziej twórcze. Zamiast tego rozwiązanie jest do bólu przewidywalne, choć pozwala na refleksje nad życiem ludzkim i jego znaczeniem.

          Telegraficznym skrótem : są tu moralne dylematy, samotność, poświęcenie, symbole, świetne zwroty akcji oraz odwieczny motyw walki z samym sobą, jak i resztą świata.

          Zdecydowanie wysoko na liście moich ulubionych mang! "Death note" mogę polecić zarówno pietnastolatkom, jak i dwudziestoparolatkom - każdy znajdzie coś dla siebie, bez względu na to, czego szuka.

death note

Recenzja czytelnika biorąca udział w grudniowej edycji konkursu.

Przyznano wyróżnienie.

Przychodzi zwierzątko do lekarza...

wdm.dg

     Parę lat temu w każdą niedzielę o godzinie 16.00 siadałam z moją mamą przed telewizorem i oglądałyśmy serial "Na dobre i na złe". Z tego co jest mi wiadomo wiele moich znajomych robiło w tym czasie dokładnie to samo. W poniedziałek w szkole czy też w pracy wymieniałyśmy wrażenia na temat ostatniego odcinka - co się wydarzyło, jaki doktor Pawica jest przystojny (Ach! Ach!), itp... Serial leci dalej, teraz chyba o innej godzinie, ale już go nie oglądam, bo zwyczajnie mi się znudził. Pamiętam jednak, że niedzielne popołudnia spędzałam w Leśnej Górze i nadal mam jakiś sentyment do tego programu (ten doktor Pawica :))

     Może właśnie przez ten sentyment, a może z ciekawości sięgnęłam po książkę dla dzieci "Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce". Ze względu na tytuł od razu skojarzyła mi się z "Na dobre i na złe". Nie mogłam przejść obojętnie.

     Całe szczęście, że nie ominęła mnie ta książka. Ta piękna, mądra, ślicznie ilustrowana, z bardzo ważnym przekazem książka.

     Autor, Tomasz Szwed, napisał zbiór opowiadań dla dzieci o tym jak profesor Borsuk, doktor Łasica i jeszcze kilka innych zwierząt z personelu leczniczego ratuje i leczy chore zwierzątka. Czytelnik ma okazję obserwować ich pracę i przy okazji samemu czegoś się nauczyć - już pierwsze opowiadanie o małym Susełku, który za długo biegał po dworze i od tego się rozchorował jest dobrym wstępem do rozmowy z dzieckiem na temat dbania o siebie i tego skąd się biorą choroby. A to dopiero pierwsze opowiadanie.

    Wiele opowiadań skupia się na wypadkach zwierząt lub ich nieszczęściach spowodowanych przez człowieka. Są takie, które pouczają, że nawet małe, nieistotne dla nas sprawy są groźne dla wszelkich otaczających nas żyjątek (np. o gumach do żucia, którą wypluwają dzieci, a którymi dławią się ptaki), i takie, które pokazują wprost ludzkie okrucieństwo:

"Na stole operacyjnym leżał mały Pies. Miał porozrywaną skórę na szyi, zwichniętą łapę, był wygłodzony i odwodniony (...). Czyżby to znowu stało się przez Człowieka? Słyszał, że Ludzie czasami przywiązywali swoje Psy, chcąc się ich w ten sposób pozbyć."

    Warto się zastanowić czy "Klinika Małych Zwierząt" nie powinna być książką obowiązkową - nie tylko dla dzieci, ale także, a czasem zwłaszcza, dla dorosłych. To oni powinni uczyć swoje pociechy tego czego uczy ten zbiór opowiadań. Polecam każdemu kochającemu przyrodę i zwierzęta.

klinika małych zwierząt w leśnej górce

Bajka dla dużych dziewczynek

wdm.dg

     W życiu zdarza się tak czasem, że trzeba się zatrzymać i zbliżające się święta to doskonała okazja. I jednocześnie pretekst, żeby szalone tempo jeszcze bardziej podkręcić. Owszem - czeka nas kolacja wigilijna, dwa dni świąt spędzone w ciszy, z rodziną... Zanim to jednak nastąpi nasze życie wygląda tak:

"Łomójbożeniemamjeszczeciastaaniprezentudlaciotki!

WujekMarianprzyjeżdżatrzebazamówićwięcejchleba!

Jakietowszystkodrogietrzebakupićnowebombki!

[oddech]

WRealujestpromocjanaszynkęjedźmynatychmiast!

Jakteosłyprowadząznowukorkiprzysupermarketach!

 

    Naprawdę czasami mam ochotę iść do supermarketu, kupić paczkę chipsów, siąść na ławce i przyglądać się ludziom - lepsze niż reality show. Ten obłęd w oczach, poszukiwanie promocji, przebijanie łokciami i szukanie czegoś dobrego i taniego na prezenty. Znacie to?

  

  Na szczęście:

 

Drogie Panie!

     Znalazłam dla was lekarstwo- książkę lekką, zabawną i na tyle fajną, że naprawdę szybko się ją czyta - "Kobiety z odzysku". Izabela Frączyk opowiada historia trzech przyjaciółek, z których każda ma trochę zwichrowany życiorys jest naprawdę doskonałą odskocznią od codziennej bieganiny.

     W przypadku tego typu książek nie trzeba streszczać fabuły - trzy kobiety - przyjaźnią się, wspierają, mają pokręcone życie. Czym więc ta konkretna powieść różni się od innych? Odpowiedź jest prosta - śmiechem i zaskoczeniem. Wiele razy podczas lektury zdarzyło mi się roześmiać na głos, a niektóre sytuacje - jak ta, w której Zośka poznaje egipską rodzinę swojego adoratora - były tak zaskakujące, że czytelnik nie daje rady - po prostu musi zrobić wielkie oczy, a potem wybuchnąć śmiechem (nie polecam czytania w autobusie :) )

    Jest tylko jedna zasada - kilometrowy dystans! Wszystko - od historii naszych bohaterek, przez ich reakcje na wydarzenia, aż do zakończenia - jest tak absolutnie nierealne, niemożliwe i niesamowite, że parę razy zastanowiłam się czy nie czytam jakiejś fantastyki. Jeżeli utrzymamy tę zasadę i popatrzymy na "Kobiety z odzysku" jak na bajkę dla dorosłych kobiet to poprawę humoru i odprężenie mamy gwarantowane.

      Zabiegana kobieto - zrób sobie prezent i przeczytaj "Kobiety z odzysku". Niewiele jest rzeczy, które zatrzymają Cie tak dobrze jak ta książka.

kobiety z odzysku frączyk izabela

Życie piłkarza

wdm.dg

     Ostatnio miałem sposobność przeczytać autobiografię Andrzeja Iwana pt. "Spalony". Wybrałem tę książkę, ponieważ jestem fanem piłki nożnej i chciałem zobaczyć jak wygląda świat piłkarski w oczach byłego zawodnika.

     Powieść przedstawia znane i mniej znane kulisy życia piłkarza Andrzeja Iwana, jego dzieciństwo, karierę oraz życie po zakończeniu kariery.

     Podobało mi się, że książka ukazuje prawdziwe życie piłkarzy w Polsce oraz za granicą - ich nawyki, styl życia, skłonności do nałogów czy korupcję.

      Ostatnio biografie piłkarzy są bardzo popularne - można przeczytać o życiu takich sław jak m.in. Christiano Ronaldo, Wayne Rooney czy Kazimierz Deyna.  Jednak "Spalony" jest jedną z lepszych pozycji, ponieważ ukazuje całą prawdę o tym świecie i ludziach z nim związanych. Czytając nie miałem wrażenia, że coś jest koloryzowane czy ukrywane.

    Ta pozycja jest wręcz obowiązkową lekturą dla wszystkich interesujących się piłką i sportem. Warto polecić też osobom "niewtajemniczonym", gdyż jest to bardzo dobrze napisana książka, która z każdym rozdziałem wciąga coraz bardziej.

Mateusz

 

spalony andrzej iwan

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w grudniowej edycji konkursu.

Dar losu

wdm.dg

     Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Przekona się o tym Majka, bohaterka książki Magdaleny Kordel pod tytułem „ Uroczysko” .
     Tytuł ten „ zjadaczowi” współczesnej polskiej beletrystki, który nie tak dawno przecież gościł nad Rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej wyda się znajomy.
Przypadek czy skuteczny zabieg marketingowy autorki? Sięgając w głąb powieści, pisanej lekkim, nieskomplikowanym językiem, o przypadek będzie coraz trudniej.  Z drugiej jednak strony może wypadałoby postawić tezę, że tęsknota za wolnością natury, dla której tylko wschody i zachody słońca są wyznacznikiem czasu, pór roku dotyka coraz liczniejszych.
      A najbardziej tych uwikłanych w sidła cywilizacji, dla których kopniak od losu w przysłowiowe cztery litery, okazuje się jednak jego darem.
      Majka w podarunku otrzyma jeszcze nowe przyjaźnie, znachorkę Walerię i uroczego weterynarza. Bez obaw więc, z mazurskich klimatów Rozlewiska, można „udać się” w Sudety do Uroczyska, gdzie górski klimat w towarzystwie dobrego humoru, nietuzinkowych postaci tworzą uroczą scenerię, pochłaniającą czytelnika. Daje to możliwość oderwania się na chwilę od realizmu codzienności, bywa, że pisanego jedynie suchą prozą. 

K.  

uroczysko kordel

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w listopadowej edycji konkursu.

Przyznano wyróżnienie.



W drodze...

wdm.dg
     (...)Przez całe życie snuję się za fascynującymi mnie ludźmi, bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, szałem pożądania, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą głupstw, ale płoną, płoną, płoną, jak sztuczne ognie eksplodujące na tle gwiazd.”

     To właśnie ten cytat zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę „W drodze” Jacka Kerouac’a.  Po dodaniu do tego informacji, że pozycja ta jest najsłynniejszą amerykańską powieścią XX wieku, nie pozostało nic innego jak tylko wygospodarować trochę czasu, aby zagłębić się w to szalone życie, które mieli więść główni bohaterowie, aby poznać pokolenie beatników.

    Jack Kerouac był postacią dość barwną. Pisał w czasach, kiedy nastąpił zwrot od materialistycznego podejścia do życia. Na pierwszy plan wysuwała się filozofia życia, zabawa, narkotyki, seks i podróże autostopem. Taka też jest jego powieść przez wielu uważana za kwintesencję „pokolenia ogarniętego szałem życia”.

    Książkę czyta się dosyć lekko, ponieważ Kerouac nie używa górnolotnego języka. Zresztą nawet też nie ma takiej potrzeby. Nie wolno się jednak dać zwieść pozornej prostocie tej lektury. Wiele fragmentów rozpala wyobraźnię i zmusza umysł do wniknięcia w sposób myślenia pojawiających się postaci.

     W zasadzie jest to powieść bez standardowej fabuły. Sal Paradise, czyli główny bohater będący alter ego samego Jacka Kerouaca, podróżuje autostopem od wschodniego do zachodniego wybrzeża ameryki i odwrotnie. Czasem w towarzystwie swojego przyjaciela Deana Moriarty’ego (jest on uosobieniem innego pisarza -  Neal’a Cassady’ego), czasem sam. Zatrzymuje się w różnych miejscach, pije na różnych imprezach i filozofuje o różnych rzeczach.

    Ta autobiograficzna powieść jest zapisem autentycznych wrażeń zmysłowych autora. Owszem, spodziewałam się dużo po tej książce. Spodziewałam się odkryć tajemnice życia w drodze. Ale im dłużej czytałam tym mniej rozumiałam to pokolenie… Kilku zagubionych ludzi szukających swego miejsca w życiu. Przyjaźń i miłość, czasem brak jednej i drugiej.

      Same relacje pomiędzy Salem a Deanem są jednym z ciekawszych aspektów tej historii. Przyjaciele. Dean płaczący, gdy Sal nie jest w stanie opanować swojej frustracji i wylewa żale na przyjaciela i ten sam Dean zostawiający tego samego chorego przyjaciela w Meksyku. Jednak towarzyszymy im w drodze cały czas, zastanawiając się jak się ta historia skończy?

      Być może nie chwyciła mnie ta opowieść za serce, ale gdy zbliżałam się do końca i zostawało coraz mnie kart do przeczytania, pojawiała się tęsknota, bo koniec przygody się zbliżał. Dopiero po skończonej lekturze uświadomiłam sobie, że byłam w nimi w drodze cały czas, że nawet nie zauważyłam kiedy zżyłam się z bohaterami. I to jest magia tej książki. Magia Kerouaca. Czytając czujesz zapach wypalanych papierosów, słyszysz dźwięk tłuczonych butelek po alkoholu, słyszysz śmiech i jazz. Ten wszechobecny jazz. A pomiędzy tym wszystkim gdzieś jest droga. Bo „droga to życie” a życie to droga….

w drodze kerouac

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w listopadowej edycji konkursu.

Przyznano wyróżnienie.

Przesłodzona

wdm.dg

    Jest taki skecz kabaretu "Ani mru mru" "Radna w ciemno" gdzie Marcin Wójcik gra mało rozgarniętnego Gienka, który na pytanie "co słychać?" odpowiada śpiewająco:

"Niiic ciekawegoooo"

     I moim zdaniem taka odpowiedź jest najlepszym komentarzem do książki Krystyny Mirek - "Prom do Kopenhagi". Jest to kolejna książka z gatunku ona piękna i mądra, on przystojny, biedny i pracowity, wszystko się psuje, żeby dotrzeć do szczęśliwego zakończenia. Lektura łatwa, lekka i przyjemna. Zwróciłam na nią uwagę, ze względu na bardzo dużo pochlebnych opinii. Nie wiem czy nie trafiła w moje gusta, a może po prostu mam przesyt powieści, gdzie idealni bohaterowie brną przez kłody rzucane przez los, aż do pierwszej, szczęśliwej, wzruszającej sceny. Trudy życia, które wszyscy znamy wydają się śmieszne kiedy zestawi się z tymi wspaniałymi bohaterami, bo niewiele (jeśli nie nikt) ludzi w prawdziwym życiu postąpi tak jak oni.

    Plusem tej powieści - jest jej autorka. Znalazłam na portalu "Lubimy czytać" opinię, że jest nauczycielką i ktoś ją przeczytał dlatego, że uważa za zaszczyt, że może mieć z nią lekcję. Bardzo miło jest przeczytać coś takiego. Niestety samej książce niewiele to daje. Jest po prostu zbyt schematyczna.

    Polecam czytelnikom, którzy lubią słodkie książki z gatunku i żyli długo i szczęśliwie.

prom do kopenhagi

Lubię Adele, ale bez przesady

wdm.dg

     Na rynku muzycznym od paru lat świeci nowa, wielka gwiazda - Adele. Osobiście jestem jej fanką - "Chasing pavements" na stałe wpisana została w folder "Ulubione", jak zresztą wiele innych utworów angielskiej piosenkarki. Kiedy w moje ręce trafiła jej biografia "Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat" pomyślałam, że czas się przełamać. Przełamać, ponieważ zawsze trzymałam się z daleka od wszelkich książek o młodych idolach. "No, ale to jest o Adele - może być fajne" przemknęło mi przez myśl i zaczęłam czytać.

    Już po kilkunastu stronach moje obawy, niestety, potwierdziły się. Książka przypomina bowiem rozciągnięte do granic niemożliwości zachwyty nad Adele. Z jednej strony stwierdzenia takie jak "przez wiele lat" lub "w młodości" sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, że czyta o 80-latce. Z drugiej fakty z życia piosenkarki przekazywane są w taki sposób, żeby wydały się ciekawe, intrygujące, a sama gwiazda dojrzałym geniuszem. Może i jest genialna - temu nie zaprzeczę, ale opis jej dzieciństwa, zachwytów nad muzyką miały chyba za zadanie uzmysłowić, że tylko nadzwyczajne osobistości są w stanie słuchać starego jazzu będąc dzieckiem. Wszystko jest po prostu wyolbrzymione - kiedy na początku opisywane są jej relacje z ojcem to myślałam, że stała się jakaś wielka tragedia - tak to zostało czytelnikowi przekazane. Tymczasem okazało się, że jej rodzice rozwiedli się, właściwie w zgodzie i ojciec zamieszkał dalej i Adele za nim tęskniła. Nie chodzi o to, że życzę komukolwiek epickich tragedii lub uważam, że rozwody nie są czymś złym,  ale rozdmuchanie tego wątku było aż niesmaczne - napięcie, oczekiwanie - pyk - mała dziewczynka tęskni za tatusiem.

    Jednym słowem książka Chasa Newkey-Burdena jest po prostu nudna. To taka książkowa reklama, która ma pokazać, że Adele to zwykły człowiek, ale i tak ją kochamy. Przykro mi to powiedzieć, ale już ciekawszymi pozycjami o idolach są książki z cyklu "Me & You" gdzie fan (nastoletni) otrzymuje dużo zdjęć i ciekawostek w kolorowej oprawie. Młode gwiazdy naprawdę nie potrzebują Wielkich Biografii - na taką trzeba sobie zasłużyć czymś więcej niż piosenkami i głosem - do bycia bohaterem biografii trzeba mieć jeszcze kawał ciekawego życia, który zafascynuje czytelników, a 22-latka mimo całego swojego talentu takiego jeszcze nie ma.

     O dziwo, pomimo wszystkich moich zarzutów do tej książki, to po jej lekturze polubiłam Adele jeszcze bardziej. Wypowiedzi piosenkarki są jasną stroną tej publikacji, a mnie bardzo podoba się jej czasem ironiczne, a czasem rozsądne podejście do życia. Dodatkowym plusem są zdjęcia w środku.

    Kochajcie Adele, podziwiajcie jej głos, ale dajcie sobie spokój z jej biografią dopóki nie będzie miała 60 lat.

adele

Królik samuraj

wdm.dg

    Królik-samuraj.

    Królik samuraj.

    Samuraj królik. Królik samuraj. Im więcej razy sobie to powtarzałam tym bardziej brzmiało to niedorzecznie. Jak można było narysować komiks o XVII-wiecznej Japonii i głównym bohaterem uczynić królika samuraja? Widać można było. I to w taki sposób, że zarumieniłam się myśląc ze wstydem, że chciałam skreślić tę historię tylko dlatego, że patrzyłam na antropomorfizację głównego bohatera zbyt stereotypowo.

    Króliki są tchórzliwe. Jeżeli w jakiś bajkach dostają ludzkie cechy to tylko po to, żeby chować się za większym, odważnym zwierzakiem, który ma ich ochronić. Stan Sakai jest ponad to. Odrzucił ustalone reguły i stworzył świetnego bohatera - Miyamoto.

    Seria "Usagi Yojimbo" rozpoczyna się tomem "Ronin" i obecnie liczy około 26 odcinków. Jej tytuł znaczy królik ochroniarz. Głównym bohaterem jest ronin, czyli samuraj bez pana. Jego przygody odkrywamy czytając kolejne krótkie historie połączone głównym wątkiem. Miyamoto podróżuje, uczy się, pomaga słabszym i walczy z wrednymi, od kiedy stracił swego pana w bitwie pod Adachigahara. 

   Kiedy już przeżyjemy pierwszy szok i zetrzemy kpiący uśmieszek ze swojej twarzy możemy wtedy zobaczyć, że mamy przed sobą całkiem niezły komiks. Jak informuje nas okładka autor "słynie z wielomiesięcznych, starannych badań nad historią i kulturą Japonii". Czytając da się to odczuć - pokazane rytuały, specjalistyczne słownictwo (oczywiście z objaśnieniami) oraz pewne zachowania naszych bohaterów są tylko wstępem do polubienia tego komiksu.

       Postaci, które poznajemy to uczłowieczone zwierzęta, ale jak już napisałam, Stan Sakai unika robienia tego stereotypowo. Królik jest odważny i honorowy, Nosorożec (który normalnie byłby tępym mięśniakiem) jest cwany i sprytny. Za każdym razem po nowo poznanym bohaterze spodziewam się czegoś typowego i wtedy zostaję zaskakoczona. To według mnie największy atut serii "Usagi Yojimbo".

     Jak to w komiksach o wojownikach bywa dużą część akcji zajmują bitwy, potyczki i pojedynki. Zwykle taki temat potraktowany jest na dwa sposoby: albo nikt nigdy nie umiera (jak w "Drużynie A" - ciągle się strzelali, a chyba nikt nigdy nie padł), albo serwują nam krwawą jatkę z flakami i latającymi kończynami. Miyamoto bywa raniony, zabija swoich przeciwników, czasami ucina nawet komuś głowę, ale rysownik oszczędza nam okropnych widoków i hektolitrów krwi. Może nie jest to super-realistyczne, ale przynajmniej nie bywa obrzydliwe.

      Każdemu kto lubi komiksy, interesuje się historią Japonii, trenuje sztuki walki czy lubi historie o wojownikach polecam serię "Usagi Yojimbo". Każdy znajdzie tam coś co będzie mu pasowało.

ronin usagi yojimbo stan sakai

Zamurz się we wspomnienia

wdm.dg

    Właściwie nie pamiętam co sprawiło, że wypożyczyłam "100 czystych stron". Opis z tyłu był bardzo oszczędny i wydawał się... mdły.

"Opowieść o magicznym zeszycie zostawionym bohaterowi w spadku przez ukochanego dziadka"

      Zaczęłam jednak czytać i była to bardzo dobra decyzja. Historia mężczyzny, któremu zmarły dziadek zostawia zeszyt. Jego dwie siostry dostają fortuny, a on tylko ten pusty notatnik. Rozgoryczony i pełen żalu już ma wyrzucić "spadek" kiedy po raz kolejny kontaktuje się z nim notariusz. Przekazuje on bohaterowi list od dziadka, w którym staruszek wyjaśnia wnukowi swoją decyzję. Okazuje się, że zeszyt jest prawdziwym skarbem - gdy jego właściciel zapisze w nim jakieś wspomnienie to może przeżyć wybraną chwilę od nowa. Teraz musi zadecydować, które minione momenty są warte powtórnego ujrzenia. Czy jednak ciągłe patrzenie w przeszłość nie przysłoni teraźniejszości?

     Książka Cyrila Massarotto oczarowała mnie. "100 czystych stron" ma w sobie coś z "Alchemika" Paulo Coelho - słodka w swojej lekkiej naiwności, ale potrafi dotknąć duszy. Odmienia swojego czytelnika, chociaż na tę jedną magiczną chwilę kiedy pochłania go powieść. Nie spodziewałam się tak delikatnej, urzekającej powieści, która skłoni mnie do wielu przemyśleń. Kiedy czytałam ciągle się zastanawiałam - co ja zrobiłabym z takim darem? Jak bym z niego korzystała? Które wspomnienia bym wybrała? Kolejne kartki prowokowały kolejna pytania.

     Nie rozumiem jedynie okładki - w ogóle nie pasującej do treści. Kto to niby ma być? Julia, Clarissa? Zupełnie nie rozumiem wyboru wydawcy. No dobra - modelka jest piękna i ma naprawdę intrygującą urodę, ale w jaki sposób odnosi się do tego co jest w środku? Nie pasuje ani do treści ani do przesłania. Dlatego pod notatką dodaję okładkę wydania zagranicznego.

    Polecam książkę właściwie wszystkim - każdy z nas nosi sobie wspomnienia, do których wraca w chwilach smutku. Dorosły czytelnik odbędzie podróż sentymentalną, młodszy zrozumie jak ważne jest kolekcjonowanie pięknych chwil.

 

Czas zmar­no­wany nie is­tnieje we wspom­nieniach.

Stefan Kisielewski

100 czystych stron massarotto 100 czystych stron massarotto 2

Akademia mitu

wdm.dg

      Nowa książka lubianego autora zawsze ląduje na liście "do przeczytania". Kiedy w księgarniach pojawiła się druga powieść Jennifer Estep, która napisała świetne "Ukąszenie pająka" wiedziałam, że prędzej czy później trafi w moje ręce. Nie przeszkadzało mi, że tym razem jest to powieść dla młodzieży. Zresztą jak widać po moich ostatnich recenzjach czytam teraz dużo młodzieżówek. No cóż - dużo nowości w bibliotece.

     "Dotyk Gwen Frost" początkowo skojarzył mi się z moimi ukochanym X-menami, a Akademia Mitu ze szkołą Profesora Xaviera. Nie bardzo się myliłam, nawet jeden z bohaterów stwierdza, że ich szkoła "jest jakby wyrwana z komiksu". Szkolni koledzy Gwen nie są jednak X-menami, a ich umiejętności nie są efektem mutacji. Bohaterowie są potomkami legendarnych wojowników - Spartan, Walkirii, Amazonek i ich moce są zależne od przodków - siła, spryt, zręczność, tworzenie iluzji czy, jak w przypadku głównej bohaterki, magia dotyku. W akademii uczą się jak panować nad swoimi talentami i jak ich używać, ponieważ w każdej chwili może zostać uwolniony okrutny bóg oszustwa Loki. A wszystko wskazuje na to, że ktoś próbuje mu w tym pomóc - jedna z uczennic zostaje zamordowana, a ważny artefakt skradziony.

     Pierwsza część serii "Akademia mitu" jest po prostu fajnym czytadłem. Typowa fabuła o magicznej szkole z główną bohaterką, która ma ogromną moc, duży potencjał, jest inteligenta, ciekawska i dociekliwa. Można polubić Gwen i kibicować jej działaniom. Czytanie o jej przygodach sprawiło mi dużo frajdy, powieść napisana jest lekko i po raz kolejny autorka oszczędziła mi męki czytania nieskończonych "ochów" i "achów", nudnych przemyśleń na głupie tematy i durnych pomyłek bohaterów wprowadzanych przez autora, żeby coś się zadziało (mistrzynią w tym jest m.in. Meg Cabot). Panna Frost działa intuicyjnie, szybko i dzięki temu nie ma się wrażenia, że akcja książki popychana jest przez autora na siłę.

    Niestety, pomimo całej mojej sympatii dla tej powieści, cały klimat psuje jej przewidywalność. Łatwo się domyślić jak potoczy się akcja, szybko też domyśliłam się kto był mordercą uczennicy. Nie niszczy to na szczęście przyjemności z czytania tej książki i dlatego spokojnie mogę ją polecić każdemu kto lubi tego typu literaturę.

dotyk gwen frost estep

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci