Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Rodman kontra O'Neal

wdm.dg

    Pierwszy wpis w kategorii "Pojedynki" będzie mocno wspomnieniowy - obie książki czytałam ponad dwa lata temu. Będzie krótko, ale, mam nadzieję, inaczej niż zwykle.

    Na czym właściwie będą polegały pojedynki? Będę czytała dwie książki podobne tematycznie i porównywała ze sobą, a potem ogłaszała zwycięzcę.

     Myślę, że w tej kategorii najlepiej będzie zacząć od świata sportu. Dwa lata temu w moje ręce trafiły dwie biografie koszykarzy - Dennisa Rodmana i Shaquilla O'Neala. Dwie gwiazdy NBA lat 90tych.

      Te dwie biografie wydane przez wydawnictwo Sine qua non na pewno były czymś co bardzo mnie interesowało - Rodman był moją wielką koszykarską miłością. Miałam z nim plakaty, koszulkę, bluzę, album z wycinkami i kasetę z filmem "Ryzykanci". Do tej pory mam w domu archiwalny numer pisma "Magic Basketball" poświęcony temu koszykarzowi (Nie sprzedam go). I wcale nie chodziło o jego wybryki lub włosy. Chodziło o to, że król zbiórek w pełni na swój tytuł zasługiwał. Oglądam mecz - "Robak" prawej strony boiska, któryś z koszykarzy rzuca, piłka odbija się od obręczy w lewo i... Rodman zbiera! Miał niesamowitą intuicję, magicznie wiedział wcześniej gdzie poleci piłka. To był wspaniałe. Shaq natomiast był równie barwną postacią i rewelacyjnym centrem. Wiadomo, że ze względu na Rodmana, no i Jordana, uwielbiałam Bullsów, ale nie sposób było nie interesować się kimś takim jak O'Neal.

      Jako pierwszą przeczytałam "Shaq. Bez cenzury". TEN WSTĘP! Nie mogę teraz znaleźć informacji kto napisał tekst wstępu do polskiego wydania, ale był to świetny sentymentalno- wspomnieniowy tekst o erze NBA w latach 90tych. Czytałam go i myślałam "racja, dokładnie tak". Ach! To było coś. Budziliśmy się nawzajem z bratem, żeby oglądać o 1 w nocy mecz, a następnego dnia na boisku co lepsi próbowali powtarzać ciekawe zagrania. Kiedy była nocna transmisja pół osiedla wstawało dopiero po 11 i zbierało się pod blokiem, żeby przeżywać :D 

      I ten wspaniały wstęp przypomniał mi to wszystko! Potem książka już "poleciała". Dobrze napisana, ciekawa, pełna anegdotek z życia O'Neala. Była dokładnie tym czego chciałam - historia drogi do sławy, od samego początku. Niejednokrotnie czułam się zaproszona za kulisy tego niezwykłego koszykarskiego świata, Shaq często opowiadał o relacjach z innymi sławami boiska. To też była dla mnie gratka - przypomnieć sobie te wszystkie wielkie nazwiska. Wspaniale!

       A potem... no cóż - spotkało mnie ogromne rozczarowanie. Po niesamowitej biografii Shaqa, książka "Dennis Rodman. Powinienem być już martwy" była niczym kubeł zimnej wody. Wydaje mi się, że to trochę moja wina. Powinnam się była spodziewać, że historia Rodmana bardziej skupi się na jego szalonym życiu, a nie na jego koszykarskiej karierze. Z pewnym niesmakiem czytałam o jego wyczynach, podbojach, imprezach. Nie tego chciałam. Może na tym zakończę. Jest mi po prostu przykro.

 

Nie trudno się domyślić, że pojedynek wygrała książka:

"Shaq bez cenzury"

 

shaq dr_powinien_byc_martwy

Walka o decyzję

wdm.dg

      Osoby, które nie czytają pytają mnie czasem dlaczego tak lubię czytać. Właściwie ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie i nie używać banalnych sformułowań - wyobraźnia, odpoczynek, inny świat. Myślę, że wczoraj w nocy kiedy skończyłam czytać "Zanim się pojawiłeś" odkryłam nową odpowiedź na to pytanie - lubię czytać, bo trafiam na takie książki jak "Zanim się pojawiłeś".

       W czerwcu na ekranach kin pojawi się film na podstawie książki Jojo Moyes. Główną rolę żeńską zagra tam Emilia Clarke, znana z ekranizacji "Gry o tron". Właśnie tak trafiłam na tę książkę - sprawdzałam czy aktorka grająca Daenerys występuje jeszcze w jakiś ciekawych projektach.

       "Zanim się pojawiłeś" bardzo łatwo jest zakwalifikować jako kolejny dramat czy melodramat, na którym kobiety wypłakują oczy, a mężczyźni są zirytowani, że ich partnerki kazały im oglądać coś takiego. Opis może nawet łatwo sugerować coś takiego: Młoda dziewczyna, która nie może znaleźć pracy decyduje się podjąć opiekę nad niepełnosprawnym mężczyzną. Will w wyniku wypadku został sparaliżowany. Lou postanawia udowodnić mu, że jego życie może być jeszcze emocjonujące i ciekawe.

       Co zatem jest tak niezwykłego w tej książce? Po pierwsze - czas. W większości powieści tego typu miłość to ta od pierwszego wejrzenia lub wybuchająca nagle i niespodziewanie między wrogami czy przyjaciółmi. Tutaj miłość się rodzi i rozwija niczym kwiat na filmach przyrodniczych. Nie ma akcji, która zamyka się w tygodniu czy dwóch, nie ma też wielkich przeskoków, łatwizn typu "minęło parę miesięcy". Czytelnik obserwuje relacje dwojga ludzi, którzy spędzają ze sobą pół roku. I właściwie każdy tydzień ma swoje strony, autorka nie pomija nawet niewielkich akcji, które mogą wpłynąć na uczucia bohaterów. Czytelnik już wie, że oni się kochają, ale nie jest to wiedza, którą nabywamy od narratora, jest to wiedza jaką ma człowiek, który patrzy z boku na dwójkę znajomych i uśmiecha się pod nosem myśląc o tym co niedługo się między nimi zdarzy.

      Bohaterowie... polubiłam ich. I o ile zmiany w WIllu pod wpływem Lou można się było domyślić, to bardzo zafascynowała mnie zmiana, która zaszła w tej dziewczynie. Dodatkowo cała galeria postaci drugo i trzecioplanowych była dopełnieniem całego obrazu. Nie była dodatkiem, który musi pojawić się z książce, tylko właśnie uzupełnieniem, który również miał znaczenie dla całości.

     No i tematyka niepełnosprawności - nie wiem czy autorka ma doświadczenie osobiste czy wykonała kawał porządnej kopaniny w artykułach i innych możliwych dojściach do tematu, ale widać, że nie chciała potraktować tematu jako zwykłej przeszkoda dla zakochanych. Bycie przy osobie niepełnosprawnej i chęć pomocy jest właściwie równorzędną fabułą do uczuć i emocji. Przynajmniej ja, raczej laik w tym, jakże ważnym temacie, tak to odczułam.

    Nie wiem jak ta historia zostanie potraktowana w filmie, na forum filmu widziałam opinię, że może zostać zmienione zakończenie. Mam nadzieję, że tego nie zrobią.

     Wiem jednak, że lubię czytać książki, bo czasami mi się udaje  i trafiam na takie książki jak "Zanim się pojawiłeś". Śmieję się i płaczę. Zastanawiam nad historią i nad tym co dalej. A kiedy kończę czytać książkę, to kończą się tylko litery. Całość nadal jest we mnie, pytania, do zadania których popchnęła mnie autorka, emocje i przeżycia, które zafundowali mi bohaterowie. Wątpliwości. Uczucia. Treść.

 

7730927.3

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Zanim się pojawiłeś

Autor: Jojo Moyes

Wydawnictwo: Świat książki

Dla kogo: Kobiety czytajcie, mężczyźni spróbujcie :)

I kolejny raz antyutopia

wdm.dg

      "Misja Ivy" zapowiadała się ciekawie. Co prawda miałam świadomość, że to kolejna pozycja "young adults" wydana na fali popularności "Igrzysk śmierci", ale opis i okładka jakoś mnie zaintrygowały. Niestety po raz kolejny dałam się zwieść czarowi reklamy i marketingu...

      Jak zawsze mamy zniszczone Stany Zjednoczone (tym razem po wojnie nuklearnej) i ludzi, którzy przetrwali. Jak zawsze dochodzi do walki do władzę, ktoś ją wygrywa i wpada na "genialny" pomysł utrzymania władzy i kontroli. Co roku zmusza się córki strony przegranej do poślubienia chłopaków ze strony wygranej.

     A oto i nasza główna bohaterka - Ivy. Ivy ma poślubić syna prezydenta i go zabić. Nie jest do tego przygotowana, bo miała go poślubić jej siostra, ale coś się poprzestawiało i teraz to jej zadanie.

     A oto i Bishop - syn prezydenta. Bishop jest postacią niezwykłą - jest tak idealny, przystojny, cukierkowy, czuły i w ogóle złozony z samych zarąbistości, że pokonał nawet Cztery z "Niezgodnej". Serio, ze wszystkich "idealnych ukochanych" ten jest najgorszy. Autorka NAPRAWDĘ przesadziła.

     Do ślubu dochodzi, Ivy ma wątpliwości, Bishop ją kocha i jest super zarąbisty. Do czego to doprowadzi?

     No cóż, ja się nie dowiem, bo absolutnie nie mam zamiaru czytać kolejnych części. "Misja Ivy" to sama przewidywalność i powtórki z tego co już było. Oryginalność - zero. No i nikogo nie obchodzi, że większość tych wydanych za mąż dziewczyn musi się "oddać" nowemu mężowi, że są poniżane i nieszanowane. Ważne, że Bishop taki nie jest, a Ivy ma słodko i pięknie.

     Jedynym plusem jest to, że właściwie nie wiadomo kto jest głównym czarnym charakterem i manipulatorem. Ale i to już było, choćby w "Kosogłosie" gdzie Katnis nie zabija Snowa tylko Coin.

misjaivy

Moja ocena: 2/10

Tytuł: Misja Ivy

Autor: Amy Engel

Wydawnictwo: Akapit Press

Dla kogo: Wyłącznie pasjonaci dystopii i antyutopii

 

Za słodki Wiatr

wdm.dg

     Na tę książkę naprawdę miałam ochotę - wydawała mi się jakby napisana dla mnie - ten wiatr, rowery, tajemnicze przesyłki... I chociaż wydana została w 2012 dotarłam do niej dopiero niedawno. Wreszcie ją przeczytałam... ale wydaje mi się, że przeczytałam ją o jakieś 15 lat za późno.

     "Wiatr. Wiadomość do mnie" opowiada o Grecie - lekko zbuntowanej nastolatce, która odkrywa, że przystojny Anselmo skrywa jakąś dziwną tajemnicę. Mijają się na rowerach na ulicach Rzymu, ale coraz częściej maja nadzieję na kolejne spotkanie.

      Może najpierw się wytłumaczę - jestem o co najmniej 15 lat za stara do tej książki. Bardzo wyraźnie widać, że książka skierowana jest do młodszych nastolatek i po prostu bohaterowie są dla mnie sztuczni, plastikowi i przerysowani. Całość słodka do, za przeproszeniem, porzygu. Nawet ta "magiczna tajemnica" jest bardziej elementem kolejnych słodkości i dodaje kolejną warstwę lukru do kilku poprzednich. Grupa łobuzów, która pojawia się w książce jest tylko ziarenkiem goryczy w słoiku miodu.

      Podkreślę jednak, że jest to tylko moje zdanie - od bibliotekarki wiem, że inne czytelniczki są raczej zadowolone z lektury.

      Za to bardzo podobał mi się styl pisania Miriam Dubini. W filmie "Pod słońcem Toskanii" jedna z bohaterek mówi, że dla Włochów flirtowanie to sport narodowy. Taki jest też sposób pisania włoskiej autorki - bardzo kwiecisty, wręcz flirtujący z czytelnikiem.

     Po kolejne części nie sięgnę - za dorosła jestem po prostu.

 

wiatr dubini

Moja ocena: 5/10

Autor: Miriam Dubini

Tytuł: Wiatr. Wiadomość do mnie

Wydawnictwo: Dreams

Dla kogo: dziewczyny, 11-16 lat

 

Powoli wracam :)

wdm.dg

     No dobra, dzieci urodzone, trochę odchowane - czas na próbę powrotu do blogosfery. Przez te dwa i pól roku przeczytałam dużo książek, do niektórych - tych ciekawszych - robiłam sobie notatki. Postaram się dzięki tym notatkom trochę nadrobić braki w recenzjach :) Najpierw będzie to seria krótkich wpisów o tych książkach, które trafiły w moje ręce przez ostatnie dwa lata (pisane w czasie drzemki dzieci ;) ), a potem, mam nadzieję wrócę do pisania na bieżąco.

    Pojawi się też niebawem nowa kategoria :)

 

Witaj znowu blogosfero  :)))

 

sama prawda

Och! Ryszard!

wdm.dg

     Jakiś czas temu odczulam przesyt fantastyki. Żadna książka, nawet któregoś z moich ulubionych autorów, nie potrafiła mnie zainteresować. Postanowiłam na jakiś czas zmienić tematykę i poczytać o prawdziwych ludziach. Wymyśliłam sobie, żeby każda z tych książek przedstawiała historię człowieka z innej branży. Skończyłam już wspomnienia Julii Child (kucharki) i Roberta Górskiego (kabareciarza), a dosłownie parę minut temu obróciłam ostatnią kartkę książki Ryszarda Kalisza. Pierwsza dwójka doczeka się jeszcze swojej notatki, natomiast w tej skupię się na naszym polityku.

     Swego czasu Ryszard Kalisz był wszędzie. Ilekroć włączałam telewizor i "skakałam" po kanałach zawsze gdzieś na niego trafiłam. Przynajmniej takie miałam wrażenie - w telewizjach informacyjnych 24h, w programach publicystycznych, wywiady, debaty, wiadomości, oraz różnego rodzaju programy, nawet te plotkarskie czy śniadaniowe. Nie przeszkadzało mi to szczególnie - chce, niech się lansuje, w końcu jest politykiem - musi się pokazywać. Dodatkowo, bez względu na jego poglądy, zawsze ładnie się wypowiada, ciężko go wyprowadzić równowagi, więc przynajmniej nie można mu zarzucić, że pcha się do telewizji znając zaledwie kilkanaście słów i po to, żeby robić widowisko. Z tego względu zdecydowałam się na jego książkę, mając nadzieję, że będzie czymś więcej niż obrzucaniem błotem politycznych przeciwników.

      "Ryszard i kobiety" jest pozycją bardzo nietypową. Polityk podkreśla już we wstępie, że nie będzie chodziło o "jego kobiety" , tylko o sposób w jaki on postrzega płeć przeciwną, jej prawa oraz rolę w życiu prywatnym i publicznym . To bardzo niebezpieczny temat dla mężczyzny - jedno złe słowo i zostanie on rozszarpany przez organizacje feministyczne. Po przeczytaniu jednak stwierdzam, że Pan Kalisz wiedział co robi. Oj, bardzo dobrze wiedział.

      Z pewnego względu, o którym napiszę za chwilkę byłam raczej negatywnie nastawiona do tej książki. Podejrzewałam, że cała publikacja będzie przesiąknięta lizusostwem, a z każda strona będzie krzyczeć: "Kocham was kobiety! Głosujcie na mnie!". No cóż, można chwilami mieć takie wrażenie, ale na szczęście autor uniknął przesady i słodkości. Tak naprawdę odczuwałam coś takiego jedynie w momentach kiedy pisał o jakiejś znanej kobiecie i zwracał uwagę, że gdzieś w swoim postępowaniu popełniła jakiś błąd, po czym chronił się za stwierdzeniem - "za bardzo jej nie wychodziło, chociaż jest niezwykle mądrą i inteligentną kobietą". (s. 57)

     Ryszard Kalisz po prostu opisuje kobiety ze swojego punktu widzenia. Robi to niezwykle taktownie, nie krytykuje i bardzo podkreśla swój ogromny szacunek do płci przeciwnej. W jego książce znajdziemy zarówno zdarzenia z jego prywatnego życia, jak i przemyślenia dotyczące znanych, silnych kobiety z Polski i z całego świata. I to jest chyba największa zaleta tej książki - nie jest to książka o autorze, nie ma w niej politycznej propagandy (poza chwilami kiedy następuje atak na polityków, którzy nie potrafią spojrzeć na kobietę jak na równorzędnego partnera), a jest dużo wsparcia dla dyskryminowanych kobiet i chęć udowodnienia, że nie każdy mężczyzna to szowinista.

     Dlaczego jednak ta książka wywarła na mnie początkowo negatywne odczucie? Bardziej ze względu na sposób jej wydania niż na autora. Kiedy na nią patrzę przypomina mi się wypracowanie w szkole średniej - nauczyciel kazał napisać referat na 10 stron - no to dawało się czcionkę 20, kilkanaście zdjęć i wychodziło 10 stron, chociaż tekstu może na 4. "Ryszard i kobiety" ma podobnie: 138 stron, ogromna czcionka, mnóstwo zdjęć, koniec rozdziału oznacza, że następna strona będzie pusta, za zdjęciem również pusta strona,  a wśród tekstu pojawiają się w ramkach cytaty, które dodatkowo zajmują sporo miejsca. Najlepszym przykładem są strony od 59 do 63. Na stronie 59 są cztery zdania kończące rozdział, 60 jest pusta, 61 to zdjęcie, więc 62 również jest bez tekstu. Dopiero na 63 zaczyna się nowy rozdział. Do tego twarda okładka i wychodzi nam elegancko wydana publikacja, której cena to 49,90! Dla mnie to po prostu przesada i naciąganie na kasę.

      Ciekawa jest reakcji mężczyzn na książkę Ryszarda Kalisza. Osobiście na pewno polecam ją wszystkim Paniom - bardzo miło jest przeczytać jak to facet stwierdza, że jesteśmy silne, mądrzejsze i wszystko potrafimy.

 

ryszard kalisz ryszrad i kobiety

   

Uwięzieni w przeszłości

wdm.dg

     Może to co teraz powiem jest mało pedagogiczne, ale przyznam się. Uwielbiam gry. Komputerowe, online, PlayStation - nie ma większego znaczenia - pasująca gra potrafi całkowicie mnie pochłonąć. Nie raz zarwałam nockę zdobywając kolejny level w Taernie czy po raz kolejny przechodząc Twierdzę. Dopóki jednak mam też czas na inne rzeczy myślę, że wszystko jest w normie.

     Bohaterowie książki "Hyperversum" też mogli grać w swoją ulubiona grę bez końca. Nie dziwię się im - o ile bardziej rozwinięta była od tego w co gramy dzisiaj- podłączając się pod specjalną aparaturę stawałeś się bohaterem gry. Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl rozpoczynają nową rozgrywkę - miejsce: XIII-wieczna Francja. Niespodziewane wydarzenie sprawia, że gra ulega awarii i gracze zostają "wciągnięci" na stałe w ustawiony przez siebie świat. Przed nimi zadania z jakimi dotąd nikt się nie zmagał. Jak współcześni młodzi ludzie poradzą sobie z przystosowaniem się do życia w średniowieczu? Czy odnajdą zagubionych przyjaciół? No i czy to się dzieje naprawdę? A jeśli tak czy ich wybory mogą zmienić przyszłość?

    Bardzo ciężko jest mi pisać o tej książce - podobała mi się tak bardzo, że mam ochotę pisać wykrzyknikami: Super! Polecam! Przeczytajcie! Autorka, Cecilia Randall trafiła w mój gust na 95% i spędziłam z jej książką kilka ekscytujących godzin. Pomieszanie prawdziwej historii z fikcją trochę budziło moje obawy - książki historyczne nie są gatunkiem szczególnie przeze mnie pożądanym. Bałam się też, że pomysł będzie kolejną kopią "Jankesa na dworze króla Artura". Na szczęście moje obawy nie potwierdziły się - historia okazała się tylko tłem do rewelacyjnej książki przygodowej, a sposób połączenia współczesności ze średniowieczem dosyć oryginalny.

    Najbardziej w książce podobało mi się wszystko. Wiem, że jest to bardzo ogólne stwierdzenie, ale naprawdę tak było:

  • Wciągająca fabuła, która przykuwa uwagę czytelnika już od pierwszych stron, 
  • ciekawi bohaterowie, za których trzymałam kciuki
  • "Ci źli" - od razu ich nie polubiłam, ale ich postacie były świetnie opisane
  • momenty, kiedy dopiero po chwili orientowałam się, że od dłuższego czasu wstrzymuję oddech

     Fakt, nie jest to literatura ambitna i ma parę błędów - główny bohater jest idealny, aż do bólu zębów, wątek miłosny zbyt oczywisty, a realia średniowieczne troszeczkę "wygładzone". Nie przeszkadza to jednak w tym by "Hyperversum" polecać jako świetną książkę, pełną przygód, niespodzianek i odwagi. I to dla każdego, bo jest to jedna z tych niesamowitych powieści, która dopasuje wszystkim czytelnikom.

      Mam nadzieję, że autorka napisze kolejne książki - na pewno będę pierwsza w kolejce do czytania.

    hyperversum

Domek dla myszek

wdm.dg

     Podróże po książkach dla dzieci mogą naprawdę zaskoczyć. Czytelnik może trafić na prawdziwą perełkę, która swoją formą zachwyci nie tylko tych najmłodszych.

    Tak było ze mną i książeczką "Mysi domek. Sam i Julia". Historia jest banalnie prosta - w krótkich opowiadaniach przedstawione jest życie dwóch myszek. Sam i Julia to przyjaciele - mają swoją kryjówkę, pomagają robić naleśniki czy chodzą na urodziny. Ich przygody to zwyczajne historyjki, na które mały czytelnik zareaguje z uśmiechem - "Też to robiłem".

     Nie w opowiastkach jednak drzemie siła książki, lecz w jej ilustracjach. Karina Schaapman, autorka, jest jednocześnie projektantką i twórcą "Mysiego domku". Ilustracje do przygód Sama i Julia są zdjęciami domu, który Pani Karina zbudowała. Dbałość o szczegóły sprawia, że każdą fotografię można oglądać przez długi czas i zachwycać się detalami. Z wciąż rosnącym zdumieniem odnajdowałam na ilustracjach rzeczy, które znam: "przebijankę" z Ikei, "Dziennik Anny Frank" czy komiksy ze Spidermenem. Najbardziej niesamowite są dla mnie jednak wszelakie drobiazgi, na które zwykle nawet nie zwraca się uwagi, a o których twórczyni pamiętała - koronki przy obrusikach, malunki na talerzach, niepoukładane książki na regałach i wiele innych rzeczy.

     Lubię patrzeć na reakcje dorosłych, którzy trafiają na "Mysi domek" - po chwili przeglądania kartek zapominają, że mają przed oczami pozycję dla najmłodszych czytelników i z wielką uwagą oglądają kolejne ilustracje do przygód Sama i Julii. Ich reakcje są chyba najlepszą rekomendacją tej książeczki.

mysi domek. sam i julia

   

O kurce, która chciała zobaczyć morze

wdm.dg

Autor: Christian Jolibois

Tytuł : " O kurce, która chciała zobaczyć morze".

      Książka jest pierwszą częścią zabawnej serii " Kurczaki Luzaki". Opowiada o przygodach małej, białej kurki o imieniu Carmella , która chciała zobaczyć morze.

      Realizując swoje marzenia ucieka z rodzinnego kurnika i dociera nad morze. Bawiącą się kurkę na morzu zastaje wieczór , a ona sama zostaje  z dala od lądu. Wyławia ją załoga statku Krzysztofa Kolumba, tam grozi jej jedna straszliwe niebezpieczeństwo przed którym ratuje ją to ,że w ostatniej chwili znosi jajko. A pewnego ranka po wielu dniach żeglugi na horyzoncie pojawia się plaża z mnóstwem palm. Na wyspie poznaje czerwonego kurczaka o imieniu Pitikok. Tutaj razem z nim przeżywa wiele przygód. I na końcu żaglowcem Krzysztof Kolumba Carmella wraz z Pitikokiem wraca do rodzinnego kurnika. Kolejnej wiosny rodzi im się śliczny kurczaczek, którego nazywają Carmelito. Syn podobnie jak mama ma swoje marzenie, którym jest to, aby dosięgnąć gwiazd.

Książka jest pełna ciekawych humorystycznych przygód kurki i jej przyjaciół dlatego może podobać się i młodszym i starszym czytelnikom.


O kurce, która chciała zobaczyć morze. Kurczaki luzaki

Recenzja napisana przez Macieja (lat 8), przepisana na komputerze przez jego tatę 

Recenzja czytelnika biorąca udział w kwietniowej edycji konkursu.



Kosmiczne jajo

wdm.dg

Autor : Christian Jolibois

Tytuł : " Kosmiczne jajo".


      Książka jest drugą częścią serii " Kurczaki Luzaki". Opowiada o poznanym już w pierwszej części różowym kurczaczku Carmelito, którego marzeniem jest sięgnąć do gwiazd.

      Pewnego wieczoru kiedy wszystkie kurki idą już spać, rozmarzony Carmelito  spogląda w niebo i spostrzega spadającą gwiazdę. Nieopodal na piasku odnajduje leżącą gwiazdę, która okazuje się być rozgwiazdą. Oglądając gwiazdozbiory razem z barankiem Belino i panem Galileuszem zasypiają. Carmelita wyrywa ze snu potężny hałas. To w ogrodzie wylądowało kosmiczne jajo. Carmelito wraz z barankiem postanawiają je zwiedzić. Tam spotykają płaczącą zieloną kurkę z zębami, to Celesta, z która się zaprzyjaźniają. Carmelito obdarowuje Celestę znalezioną rozgwiazdą, a w zamian otrzymuje kawałek Owczej Gwiazdy. W ten sposób spełnia się jego marzenie,bo dotyka prawdziwej gwiazdy. Celesta opowiada przyjaciołom o swoim gwiazdozbiorze i jak należy go szukać na niebie, rozbudza w ten sposób zainteresowania Carmelita astronomią. Potem żegna się z nowo poznanymi przyjaciółmi i odlatuje.

     Książka jest ciekawa, śmieszna , pełna barwnych ilustracji i tak jak pierwsza część z tej serii mnie urzekła.


kosmiczne jajo kurczaki luzaki

 

Recenzja napisana przez Macieja (lat 8), przepisana na komputerze przez jego tatę 

Recenzja czytelnika biorąca udział w kwietniowej edycji konkursu.



Wdzięczny kwiat

wdm.dg

Autor: Sarolta Szulyovszky

 Tytuł: " Wdzięczny kwiat"

     Książka przedstawia prawdziwą historię prababci autorki książki i jest dedykowana jej pamięci. Opowiada o dziadku Gezie i babci Kato, którzy mieszkali w domku z ogrodem, lubili ten ogród, pielęgnowali i codziennie go odwiedzali.

     Pewnego dnia podczas porannego spaceru babcia zauważyła na środku dróżki prowadzącej do ich ogrodu piękny czerwony kwiat i bardzo go polubiła. Z powodu słabego wzroku nie rozpoznała,że kwiat jest sztuczny.

      Nadeszła jesień . Wszystkie kwiaty zasadzone w ogrodzie powoli wyrywał wiatr, a ulubiony kwiat babci stał nieustraszony. Przyszła zima i spadł pierwszy śnieg. Ponad białe pokrycie wystawała jedynie główka czerwonego kwiatka. Babcia Kato tego dnia odwiedziła kwiatek po raz ostatni. Spostrzegła , że drzemie w nim ogromna chęć do życia i że jest najwdzięczniejszym kwiatem w ich ogrodzie jaki spotkała w swoim życiu. Następnego dnia babcia nie wyszła już na spacer,a dziadek nie odwiedził  swojego ogrodu. Nikt nie wiedział co stało się też z ulubionym kwiatkiem babci. Wiosną Hajnalka, wnuczka babci Kato, spacerując dróżką po ogrodzie zauważyła w miejscu kwiatka babci nowy, tym razem prawdziwy kwiat.

      Książka jest ładnym opowiadaniem o przemijaniu i istocie odradzania się, chociaż troszeczkę smutną.


Wdzięczny kwiat

 

Recenzja napisana przez Macieja (lat 8), przepisana na komputerze przez jego tatę 

Recenzja czytelnika biorąca udział w kwietniowej edycji konkursu.

Przyznano wyróżnienie.



20 wieczorów. Każdy z inną kobietą ;)

wdm.dg

     W jaki sposób książka trafia do ręki czytelnika? Najczęściej reklama, polecenie, dobra recenzja sprawiają, że chcemy przeczytać jakąś powieść. Ta, o której teraz napiszę trafiła mi się za sprawą przypadku.

      Najpierw był film "Amelia" z Hilary Swank, który po raz pierwszy pokazał mi kto to była ta Amelia Earhart, o której tu i ówdzie można było usłyszeć. Postać pilotki zainteresowała mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać informacji na jej temat. Znalazłam parę artykułów, wzmianek w książkach, ale nic bardziej konkretnego. Z pewnym zdziwieniem odkryłam, że w Polsce nie została wydana żadna biografia tej odważnej kobiety, nie ma także dostępu do jej twórczości. A przynajmniej ja nie trafiłam na dostęp do takich pozycji.

    Poszukiwania doprowadziły mnie książki "Niepokorne. Kobiety, które zmieniały świat". Autorka, włoska dziennikarka, zebrała w niej historie dwudziestu kobiet, które ze względu na swoje pasje zasłużyły na to by świat o nich nie zapomniał.

     Ze wstydem przyznaję, że początkowo chciałam przeczytać tylko o Amelii i zwrócić książkę. Nazwiska innych bohaterek były mi zupełnie obce. Dopiero po chwili pomyślałam, że o nudnych ludziach to właściwie nikt nie pisze, a kobiety, których historie zostały umieszczone w książce chyba w jakiś sposób na to zasługiwały. Postanowiłam, że przeczytam najpierw o nich, a Amelia będzie takim moim deserem w myśl zasady "jak nie zjesz obiadu to nie dostaniesz podwieczorku". Skąd miałam wiedzieć, że "Niepokorne" to zbiór samych deserów - niekoniecznie słodkich, ale za to wyjątkowych i pełnych czaru?

     Zaczęłam spędzać każdy wieczór z jedną z nich. Czytałam przed zaśnięciem jeden rozdział i zasypiałam myśląc o postaci, którą przed chwilą poznałam. Nie ukrywam, że niektóre fascynowały mnie bardziej, inne mniej. Czasem więcej myślałam o ich pasjach niż o życiu. Jednej (nie powiem której) nie polubiłam i zastanawiałam się czy to wina opisu czy jej sposobu działania.

    Minusem tej książki jest brak zdjęć. Jest niewielki portret każdej z Pań i to wszystko. Nie twierdzę, że książka powinna być kolorowym albumem, ale jeżeli autorka opowiada historię fotografki lub światowej sławy dekoratora wnętrz to warto by dodać chociaż jedną fotografię pokazującą jej pracę.

    Drugim minusem, niezależnym od książki, jest brak dalszych informacji na temat opisywanych postaci. Wydaje się, że zamysłem autorki było przedstawienie każdej z kobiet, sprawienie, by czytelnik nabrał apetytu i poszukał samodzielnie wiadomości o tych, które chciałby lepiej poznać. W Polsce takiej możliwości nie ma, czasem jest brak nawet jakichkolwiek artykułów. Internet pozwala uzupełnić swoją wiedzę o wizualną twórczość (np. wspomniane fotografie), ale biografie, które znajdziemy są jeszcze bardziej skąpe niż przedstawione w książce.

    Niezależnie od tego, muszę przyznać, że  książka Cristiny De Stefano sprawiła, że spędziłam 20 niezwykłych wieczorów poznając historie Niepokornych. Książka ta rozbudziła moją ciekawość i teraz zamiast o jednej Amelii Earhart szukam informacji o jeszcze paru innych postaciach. Zwłaszcza Berenice Abbott - jej sposób robienia zdjęć portretowych niezwykle przypadł mi do gustu (chociaż oczywiście znana jest przede wszystkim z fotografii Nowego Jorku). Teraz, chociaż od czasu skończenia tej książki już mięło parę dni, przed zaśnięciem nadal brakuje mi historii tych kobiet.

niepokorne cristina de stefano

 

Zdjęcie wykonane przez B. Abbott w 1925r. "Tylia Perlmutter Paris"

berenice abbott

Baba w świecie magii

wdm.dg

      Kontynuuje moją podróż dookoła świata - tym razem nie wylądowałam szczególnie daleko, bo na Ukrainie. Szukałam jednak mojego ulubionego gatunku - ciekawa byłam jak temat magii potraktują nasi wschodni sąsiedzi.

    O książkach Aleksandry Rudej słyszałam już wcześniej wiele dobrego - postanowiłam sprawdzić to sama - zwłaszcza, że jej powieści pasowały mi do wyzwania.

     Książki "Odnaleźć swą drogę" oraz "Wybór" to zbiory opowiadań, które przedstawiają nam dzieje Oli Lachy - młodej dziewczyny, która w pierwszej części dostaje się na wydział Magii Wykreślanej na Uniwersytecie Nauk Magicznych. Ciężko jest być studentką - nauka ciężka, wydział niepopularny, no i wieczny brak pieniędzy, a w sklepach ciągle nowe, fajne spódnice. Na szczęście Ola ma przyjaciół, poczucie humoru, wyobraźnię, a w chwilach załamania - ulubiony bar.

     Nie będę ukrywać - humor autorki bardzo mi odpowiada. Spędziłam naprawdę przyjemny czas czytając o przygodach Olgierdy i jej przyjaciela - półkrasnoluda Otto. Główna bohaterka jest dosyć intrygującą postacią - ja osobiście polubiłam tę szaloną dziewczynę, ale niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że jest postacią dosyć irytującą. Dla mnie jest to po prostu szczera, czasem mazgajowata, uzależniona od zakupów babka, której poszczęściło się w doborze przyjaciół. Otto jest moim zdecydowanym ulubieńcem - fajny, odważny z głową pełną krasnoludzkich prawd i pomysłów na zarobek.

    Podoba mi się, że pomysł studiowania magii nie jest kolejną kopią Hogwardu. Zresztą Aleksandra Ruda zdecydowanie bardziej koncentruje się w większości na życiu codziennym Oli, na tym co poza szkołą - kombinowaniu pieniędzy, wpadaniu w kłopoty, piciu piwa lub leczeniu kaca, ale wszystko to zawsze jest z tą odrobiną magii, która dodaje smaku całej książce.

     Polecam tę książkę wszystkim, którzy potrzebują relaksu i poprawy humoru.

 

ruda odnaleźć swą drogęruda wybór

 

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- DOOKOŁA ŚWIATA



Ludzie walczą o przetrwanie

wdm.dg

    Podczas podróży po blogach książkowych natknęłam się na bardzo entuzjastyczną recenzję książki "Ocaleni. Życie, które znaliśmy". Zachwyt, który bił z każdego słowa sprawił, że nabrałam wielkiej ochoty na przeczytanie tej powieści.

    W kierunku Ziemi zbliża się asteroida. Nie dotrze ona do naszej planety - rozbije się o księżyc, a zdarzenie to będzie można zobaczyć gołym okiem. Niestety, okazuje się, że ten kosmiczny spektakl będzie nie tylko niezwykłym widowiskiem, ale początkiem wielkiej katastrofy. Fale tsunami, wybuchy wulkanów, zmiany temperatur to tylko zaczątki nieszczęść, które zmuszą ludzkość do walki o przetrwanie.

     Początek książki nie nastraja jednak zbyt optymistycznie. Historię poznajemy dzięki Mirandzie - nastolatce, która wszystko opisuje w swoim pamiętniku. Główna bohaterka jest zwyczajną nastolatką. Chodzi do szkoły, spotyka się ze znajomymi - owszem słyszała o asteroidzie, ale to nic takiego - popatrzy i tyle. Tymczasem uderzenie wybija księżyc z orbity, rozpoczyna się plaga kataklizmów i od tego momentu czytelnik zaczyna czytać na jednym wdechu.

     Co mnie najbardziej zaskoczyło w książce Susan Beth Pfeffer? Fakt, że książka nie jest nuda. Po mało interesującym początku, następuje Wielka Katastrofa i walka o przetrwanie. Tylko, że nie jest to walka w dosłownym tego znaczeniu (może poza scenami w supermarketach). Historia zaczyna ograniczać się do tego, że Miranda wraz z rodziną zamyka się w domu i próbuje normalnie funkcjonować. Chowa swoje zapasy, ogranicza kolejne posiłki (byle jedzenia starczyło na dłużej), próbuje, w miarę możliwości, wychodzić z domu. Każdy dzień to nowa walka, nowe problemy, oczekiwanie na wiadomości o innych miastach i ludziach oraz powoli umierająca nadzieja. To wszystko w tej książce jest i, naprawdę, zupełnie niespodziewane dla mnie było to, że opowieść o rodzinie zamkniętej w domu może być tak wciągająca.

     Wielkim plusem są bohaterowie i ich zachowania. Ciężko postawić się w ich sytuacji i wyobrazić sobie co my byśmy zrobili na ich miejscu, ale ich zachowania wydają się być tak naturalne, jakby się czytało książkę opartą na faktach. Nie ma kryształowo wspaniałych postaci, Miranda i jej rodzina mają wady, zalety, popełniają błędy i próbują je naprawić.

     Warto też zwrócić uwagę na wielka wagę "małych przyjemności". Duża część walki o przetrwanie sprowadza się do wątku jedzenia. Kiedy dostęp do jedzenia jest ograniczony zjedzenie czegoś słodkiego to wydarzenie porównywane do świąt. Zresztą właśnie ten fragment książki wywarł na mnie największe wrażenie. Pośród tego całego nieszczęścia obchodzenie świat Bożego Narodzenia jest prawdziwą abstrakcją. I nagle, okazuje się, że ktoś zakamuflował ostatnie pudełko czekoladek. I te małe słodkości okazują się najwspanialszą świąteczną ucztą jaką mieli nasi bohaterowie. Po przeczytaniu czegoś takiego człowiek naprawdę zaczyna doceniać to co ma.

     Kolejne zaskoczenie to brak jakichkolwiek "fantastycznych" tematów. Nie przylatuje UFO, nikt nie zostaje napromieniowany, nie ma superbohaterów miotających ogniem. Pomysł autorki na książkę jest jednocześnie schematyczny i świeży - nawet jeżeli te dwa określenia wzajemnie się wykluczają.

    Z niecierpliwością czekam na kolejną część, a książkę zdecydowanie polecam - nie tylko młodzieży, ale również dorosłym.

 

ocaleni życie które znaliśmy pfeffer

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- POD HASŁEM



Okrutne zakończenie

wdm.dg

      Wyzwania czytelnicze to bardzo fajna sprawa. W poprzednim miesiącu dzięki nim przeczytałam powieść, na którą nigdy bym nie trafiła. W tym miesiącu znowu postanowiłam połączyć dwa wyzwania - tym razem HASŁO i Z PÓŁKI. Po raz kolejny akcja ma pozytywny wynik, ale nie dlatego, że trafiłam na super książkę - tym razem dzięki wyzwaniom na moich przeładowanych półkach będę miała miejsce na nową książkę.

      Po niezwykłym "Pamiętniku" i ślicznej "Jesiennej miłości" chętnie nabywałam kolejne pozycje Nicholasa Sparksa. Niestety ze względu na brak smoków ;) i duży napływ nowości zawsze myślałam o nich "przeczytam innym razem". Ten czas jednak jakoś nie nadchodził, aż w końcu musiałam przeczytać jakąś książkę, która w swojej treści zawierała LIST oraz została przeze mnie zakupiona i stała na półce. I tak zabrałam się za czytanie "I wciąż ja kocham".

     Książka opowiada o miłości Johna i Savannah, którzy zakochują się w sobie na jednej z wakacyjnych plaż. On podczas przepustki w wojsku odwiedza ojca, ona jest wolontariuszką budującą domy. Uczucie między nimi jest wielkie i szczere, obiecują sobie, że pomimo odległości uda im się wytrwać razem. Dziewczyna wiernie czeka i pisze listy, a John marzy o niej bez przerwy - niedługo wyjdzie z wojska i będą mogli się pobrać. Niestety, zamach z 11 września sprawia, że mężczyzna zostaje w wojsku dłużej i to kończy ich związek. Nie kończy to jednak miłości i nawet po latach rozłąki nasz bohater postanawia jeszcze raz spotkać ukochaną.

     Jest mi niesamowicie przykro, że muszę to napisać. Nie podobało mi się. Ładna historia, dobrze napisana, interesujące postaci, ale posiada dwa ogromne minusy, których nie mogłam przełknąć. Pierwszy to irytująca, słodka, nierealna Savannah. Jest jak wzięta z bajki o Kopciuszku - tak dobra, piękna, każdy ją kocha, przygarnia zwierzątka, buduje domy dla pokrzywdzonych, chce pracować z upośledzonymi dziećmi, ma najlepsze oceny, a codziennie rano ptaszki układają jej fryzurę, a jednorożce doradzają w co powinna się ubrać (te dwa ostatnie to oczywiście ironia). Podejrzewam, że na świecie naprawdę są takie osoby i cieszy mnie to. Jednak taka osoba nie pasuje na główną postać, jest mdła, przesłodzona i po prostu irytująca. Nie ma co się dziwić, że zakochany w niej John zdecydował się na pozostanie w wojsku - nasza miss dobroci powinna zaczekać. Jednak w tym momencie pojawia się ktoś kto jeszcze bardziej potrzebuje jej niezwykłego ciepła i John zostaje listownie rzucony.

     Drugim minusem jest zakończenie książki i jestem nim tak oburzona, że zdradzę go za chwilę - jeżeli ktoś nie czytał powieści niech pominie fragment napisany na zielono.

SPOILER

SPOILER

SPOLIER

     Wiele osób uważa, że książka nie ma happy endu. Kiedy John spotyka ponownie Savannah, ona jest już mężatką. Niestety jej mąż jest ciężko chory i pomóc mu może tylko bardzo kosztowne leczenie. John, który w spadku po ojcu otrzymał trochę dodatkowych pieniędzy przekazuje je anonimowo na leczenie Tima i w epilogu dowiadujemy się, że kuracja zadziałała i Savannah jest ze zdrowiejącym mężem, a główny bohater patrzy samotnie w księżyc i wspomina swoja wielką miłość. No dobra - bohaterowie nie kończą razem, ale mąż bohaterki, bardzo miły i dobry facet dostaje szansę na przeżycie. To nie jest happy end? Bardzo mi przykro, ale uważam, że autor kierując myśli czytelnika w stronę "niech mąż umrze, a oni będą razem" zrobił coś paskudnego.

     Nicholas Sparks zawsze potrafił grać na uczuciach czytelników. Tym razem jednak trochę przegiął i powieść wydaje mi się trochę sztuczna. Polecam ją jednak wszystkim, którzy lubią pochlipać nad książką. Ja, co prawda, wyjątkowo nie płakałam, ale może potrzebuję zmienić na jakiś czas typ książek...

i wciąż ją kocham nicholas sparks

 

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- Z PÓŁKI

- POD HASŁEM

 

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci