Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Fajna ALE...

norsevia

Naciski fanów?

Chęć zysku?

Chęć przypomnienia o sobie?

Co właściwie sprawiło, że J.K.Rowling zdecydowała się współtworzyć nową część Harrego Pottera?

Z wielką niecierpliwością i jeszcze większą obawą czekałam na "Harrego Pottera i przeklęte dziecko". Jak łatwo jest zniszczyć dobry cykl jedną złą książką przekonało się już wielu autorów. Książka, a raczej sztuka, jednak powstała i została oficjalną, ósmą częścią cyklu o małym czarodzieju.

Czarodziej już nie jest mały - jak wiadomo z ostatniego rozdziału "Insygni śmieri" dorósł, wziął ślub i teraz to on wysyłał dzieci do Hogwardu. W tym właśnie momencie rozpoczyna się sztuka. Mały Albus po raz pierwszy idzie do szkoły magii i czarodziejstwa i jest przerażony. Starszy brat go straszy rożnymi okropnościami, rodzice poganiają, a przed nim wiele niewiadomego. Dodatkowo wszyscy wokół porównują go do jego wspaniałego, sławnego ojca. Co czeka syna Harrego Pottera?

Książkę przeczytałam bardzo szybko. Jeden wieczór i puff - po wszystkim. Zostałam z zamkniętą książką i bardzo mieszanymi uczuciami...

Może zacznę od tego, że podobała mi się sama historia - Albus i jego kontrowersyjny przyjaciel, starcia na tle Harry - syn. Przygoda. Nie opisuję tu niczego dokładnie, żeby nic nie zdradzić.

Wszystko inne, poza historią, nie podobało mi się wcale...

Dlaczego nie zrobiono z tego normalnej książki? Wiadomo, że sztuka i książka są zupełnie inne - mają inne możliwości i inne ograniczenia. Aż mnie coś boli na myśl jak wspaniała mogła być to powieść. Dodać te wątki, których tak mi brakowało - jak z byciem "dzieckiem Harrego Pottera" radzili sobie Lily i James? Czy trójka bohaterów spotykała się ze sobą na kawie? Jak wyglądał dzień Harrego w pracy?

No kurczę! Nie chciało się Rowling pisać książki? To mogła kogoś wynająć, przekazać prawa, pozwolić żeby ktoś przekształcił ten scenariusz. Dla mnie, jako czytelnika, forma nowej części Harrego to komunikat- "coś tam zrobiliśmy, a wy macie i się cieszcie". Nie kupiłam własnego egzemplarza i nie kupię. "Harry Potter i przeklęte dziecko" nie zasługuje na miejsce na mojej półce obok swoich świetnych poprzedników. Sam pomysł jest naprawdę ciekawym zakończeniem wszystkich poprzednich książek - wykonanie to lekceważenie fanów, "ciemny lud i tak kupi". Szkoda, wielka szkoda.

Jestem tak rozczarowana, że nie piszę nawet więcej.

Moja ocena: 6/10 i to ze względu na ogromny sentyment

harrypotteriprzekletedziecko

Tytuł: Harry Potter i przeklęte dziecko

Autor: J.K. Rowling, Jacka Thorne i Johna Tiffany

Dla kogo: No, dla fanów

 

W umyśle przestępcy

norsevia

"Powieść dla fanów Mentalisty, Milczenia owiec i Kryminalnych zagadek CSI"

Taką informacją kusi nas okładka "Naznaczonych" Udało jej się - skusiłam się.

 

Pierwszy tom powieści Jennifer Lynn Barnes opowiada historię Cassie - dziewczyny, która straciła matkę i żyje w otoczeniu licznej rodziny ojca. Dziewczyna nie czuje się jednak częścią ich świata. Któregoś dnia dostaje szansę na zmianę - jej umiejętności rozszyfrowywania ludzi zostają dostrzeżone przez FBI. Cassie zostaje przyłączona do tajnego programu, w którym młodzi ludzie o niezwykłych uzdolnieniach pomagają rozwiązywać niezamknięte sprawy z przeszłości.

Kiedy po raz pierwszy trafiłam na tę książkę myślałam, że będzie to trochę połączenie kryminału z fantastyką. "Wyjątkowe uzdolnienia" skojarzyły mi się z X-menami i mutacją. Nic z tych rzeczy. Talenty, o których mowa to połączenie obserwacji, intuicji i nauki: odczytywanie emocji, rozpatrywanie wszystkiego poprzez statystykę, wykrywanie kłamstw.

Nie do końca rozumiem do kogo skierowana jest ta książka - z jednej strony mamy grupę nastolatków i ich hormony - ja chronię tego, lecę na tamtego, a tej podobają się obaj. Wątek romansu nie jest mimo to nachalny to raczej dopełnienie fabuły, którego nie dało się uniknąć. Widać, że autorka bardziej skupiła się na tematach kryminalnych - szkoleniu młodych oraz polowaniu na mordercę. Szkolenie jest dosyć ciekawe - nigdy nie wnikałam w takie tematy, a osobiście jestem tak spostrzegawcza jak ślepy chomik, dlatego cały ten wątek zaintrygował mnie (może sama się czegoś nauczę ;) ).

Najbardziej jednak podobały mi się fragmenty "napisane" przez mordercę. To one dają ten dreszczyk emocji tak potrzebny w kryminałach. Są jednak na tyle przerażające, że dziwnie się czuję z myślą o czytającym to nastolatku. Podobne uczucie mam kiedy przy obiedzie oglądam wspomniane "CSI" i w czasie jedzenia na ekranie pokazana jest realistyczna sekcja zwłok.

"Naznaczeni" są powieścią raczej udaną. Zapewne nie jest taka jak współczesne, mocne kryminały, ani te klasyczne z detektywem zbierającym podejrzanych w pokoju i wskazującego przestępce (to był lokaj!), ale ma w sobie potencjał. Wydaje mi się, że jest raczej wstępem do całej serii, niezłym początkiem, po którym kolejne części będą coraz lepsze. Ja na pewno sięgnę. I wam też polecam.

naznaczenibiext43267537

Moja ocena: 6,5/10

Tytuł: Naznaczeni

Autor: Jennifer Lynn Barnes

Dla kogo: Dla młodych dorosłych w zwyż.

Wiedziałam, że tak będzie

norsevia

To nie będzie długa recenzja, bo właściwie nie ma takiej potrzeby. A raczej książka nie zasługuje na to, żeby się o niej rozpisywać.

Potrzebowałam czegoś najlżejszego. Za oknami była ponura jesień, dzieciaki smarkały, nikt obiadu za mnie zrobić nie chciał. Nie było czasu na czytanie, a jak się czas już znalazł to trudno się było skupić. Wniosek - babska książka, najlepiej taka z humorem, Panem Idealnym i długo-i-szczęśliwie.

"Wiedziałam, że tak będzie" wydawała się być idealna. I była. Historia dwóch przyjaciółek, które jadą do Włoch, żeby odebrać wielka wygraną. Zostawiają  za sobą swoje całe dotychczasowe życie (bez żalu) i z głowami pełnymi marzeń wyruszają w lepsze nieznane.

Można powiedzieć zgodnie z tytułem - wiedziałam, że tak będzie. W książce roi się od niemożliwych zbiegów okoliczności, czarujących nieznajomych i losu, który sprzyja bohaterkom. Poziom cukru i nierealności przekroczył wszelkie przyjęte normy.

Jak ktoś lubi tego typu książki - zachęcam jak najbardziej do przeczytania. Umysł się nie przegrzeje, a raczej zrelaksuje, za to serce wypełni nadzieją - może mnie też coś takiego spotka.

wiedzialamzetakbedzie

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Wiedziałam, że tak będzie

Autor: Kasia Pisarska

Dla kogo: Dla lubiących słodkie historie o tym, że w życiu zdarzają się cuda

Zachwyty, zachwyty, zachwyty

norsevia

Jeśli nie lubisz recenzji, w których oceniający, aż pieje z zachwytu to nie czytaj tej notatki. Nie mogę jednak inaczej - jak często znajdujemy coś co nas totalnie zachwyca, wprawia w osłupienie i przepełnia smutkiem kiedy się skończy? No właśnie. Jakby co - ostrzegałam.

Nigdy jeszcze nie było mi dane dostać w moje ręce komiksu, który tak bardzo mnie oczarował. Absolutne 10/10 - oceniam od razu, nie ma co czekać do końca wpisu. Spróbuję jednak uspokoić nieco gorącą głowę i wytłumaczyć co w serii "Azymut" jest tak rewelacyjne.

Nie wiem jak opisać o czym on tak właściwie jest. Historia fantastyczna, która splata przygody kilkoro bohaterów: naukowca w lab-okręcie, który szuka sposobu pokonania czasu, ślicznotki, która chce zachować swą urodę za wszelką cenę. Jest też zakochany malarz, major kochający boginię. Są czaso-ptaki, dziwoczki, latające ryby... A to nie wszyscy! I ciągle się coś dzieje - niezwykła wyobraźnia autora sprawiła, że wiele razy miałam w myśli, tak popularne w internecie, WTF? Zaskakiwana byłam na każdym kroku, czasem samym pomysłem twórcy, czasem nagłym zwrotem akcji.

A rysunki? Słowo "rysunki" brzmi aż obraźliwie, gdy określa się nimi te barwne dzieła.

Całkiem niedawno zachwycałam się ilustracjami w komiksie "Noe". Jean-Baptiste Andréae właśnie wywindował mój zachwyt na tak wysoki poziom, że nie wiedziałam nawet, że go mam. Wszystko, każdy detal, począwszy na postaciach, a skończywszy na tle wydaje mi się być absolutnie dopracowany. Pomysł, wykonanie, nawet dobór barw jest idealny. Rysownik potrafi oszałamiać kolorami, żeby po chwili udowodnić, że mając do dyspozycji jedynie czerń i biel nadal jest geniuszem.

Niestety po przeczytaniu 3 części zorientowałam się, że na razie to już wszystko. Zostałam z tysiącem pytań, spragniona dalszych ilustracji, by dowiedzieć się, że jeden album ukazuje się co 2 lata. Następny będzie prawdopodobnie w 2018 roku! Moje serce płacze...

Żałuję ogromnie, że "Azymut" pożyczyłam z biblioteki. Przeczytałam go, więc niby nie powinnam czuć potrzeby kupowania. Jednakże sens słów "muszę go mieć" wypełnia mnie od momentu kiedy spojrzałam na wewnętrzną stronę okładki. I z każdą kartką ten stan się pogłębiał.

Polecam każdemu! Kupujcie dla siebie i na prezent - nawet jeśli ktoś nie lubi czytać to w darze dostanie te ilustracje. Olśniewające!

okladka450vMoja ocena: 10/10

Seria: Azymut

Tytuły: 1. Poszukiwacze zaginionego czasu. 2. Niech piękna zdycha. 3. Antropotamy Nihilu

Autorzy: Wilfrid Lupano, Jean-Baptiste Andréae

Dla kogo: Dla wszystkich - podziwiajcie!

 

Z półki do mojego serca

norsevia

Mieliście kiedyś taką książkę, którą kupiliście, ale nie przeczytaliście od razu? Powieść przeleżała na półce parę lat, aż w końcu, trochę od niechcenia, sięgnęliście o nią?

"Na psa urok" kupiłam zachęcona opiniami innych czytelników niedługo po premierze i odłożyłam jako "przeczytam następne". I tak przeleżała na półce ponad 5 lat, aż wreszcie nadszedł ten czas, że książka trafiła przed moje oczy.

Hanna Ożogowska, ustami jednego ze swoich dziecięcych bohaterów, na pytanie co było "najfajniejsze" odpowiedziała: "Najfajniejsze było wszystko" (W "Przygodach Scyzoryka" jakby ktoś był ciekawy).

I to dla mnie jest zdanie, które mogłoby służyć za całą recenzję:

NAJFAJNIEJSZE BYŁO WSZYSTKO!

Atticus jest druidem - związany z Ziemią, przepełniony wiedzą, przystojny, młody... Chwilka moment, no raczej nie młody skoro ma 2000 lat. I chociaż wydaje się, że ma spokojne życie to wcale tak nie jest. Ścigają go wściekli bogowie, inni próbują nim manipulować i wykorzystać. Jeszcze inni tylko się gapią, bo to fajne widowisko jest. Są wilkołaki, jest wampir i wiedźma. Czy kogoś brakuje? No jest jeszcze pies. Niezwykły, najwspanialszy, obdarzony szczególnym poczuciem humoru i ciekawością świata.

Już wam tłumaczę - książka (a właściwie książki) jest rewelacyjna - pełna akacji, humoru oraz, robiącej niesamowite wrażenie, wiedzy dotyczącej różnych mitologii. Najwyższa półka literatury rozrywkowej. Brak słabych punktów. I wśród tych zachwytów wybija się jedna postać, jeszcze wyżej, bohater, którego uwielbia się całą swoją czytelniczą osobą. I jest to pies, co może wydawać się dziwne, jako, że mamy do dyspozycji całą galerię równych kolesi, spoko babeczek, bogów, bogiń i wszelkiego magicznego stworzenia.

A w ogóle to wiedzieliście, że Jezus to taki fajny gość?

Kevin Hearne napisał powieść tak wciągającą, zabawną i zaskakującą, że ciężko było mi się oderwać chociaż na chwilę. "Kroniki żelaznego druida", a jestem już po 7 częściach, są obecnie na samym szczycie mojej listy "ulubione". Nawet teraz, kiedy piszę tę recenzję pomyślałam - "A może by tak przeczytać wszystko jeszcze raz"? I oko mi ucieka, patrzę na tę półkę i one tak ładnie stoją i kuszą. A ja tu piszę zamiast je czytać, a przecież są takie niesamow... [rzuca wszystko i idzie czytać]

kronikizelaznegodruidatom1napsaurokbiext43252995

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Na psa urok. Kroniki żelaznego druida. Tom 1

Autor: Kevin Hearne

Dla kogo: Dla tych co się chcą odstresować, pośmiać. Przeczytać coś rozrywkowego, z akcją, a jednocześnie inteligentnego.

 

Co by było, gdyby roboty miały duszę?

norsevia

W moim życiu nastąpiła duża zmiana - moje dzieci poszły do żłobka. Przez ostatnie 3 tygodnie nie potrafiłam się skupić na niczym innym. Jak ja miałam czytać w takich okolicznościach?

Na szczęście (a może nieszczęście?) akurat dostałam od wydawnictwa "Mechanicznego". Ignorując mój permanentny stan umysłowego odrętwienia zabrałam się za czytanie.

Powiem to od razu - książka jest świetna. W całym moim zagubieniu - przerażeniu - radości (niepotrzebne skreślić) i milionie innych pomieszanych uczuć okazała się lekarstwem dla mnie. Powieść Iana Tregillisa była na tyle wciągająca i ciekawa, że kiedy tylko miałam trochę czasu to otwierałam ją i uciekałam w opisany świat. Kiedy musiałam wrócić do rzeczywistości to czułam wprost mały żal i myślałam o tym co przeczytałam przed chwilą.

Stwierdzenie "czyta się lekko i przyjemnie" nie do końca opisuje pisarski styl pisarza. Autor potrafi skupić się na detalach, jednocześnie nie zarzucając czytelnika niepotrzebnymi drobnostkami.

Przede wszystkim Tregillis zastosował narratora z charakterem. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale zdarzało się, że nagle, pośród eleganckich opisów miejsca czy sytuacji narrator dodawał jakiś złośliwy przytyk. Bardzo spodobał mi się ten zabieg. Czułam się wtedy jakby ktoś znajomy opowiadał mi tę historię  i nie mógł się oprzeć, żeby czegoś nie skomentować :)

"Jak nakazywała tradycja, komnaty Rady sytuowano za garderobą władcy, aby ten mógł, jeśli to konieczne, srać podczas przeciągających się debat"

Jednym  z głównych bohaterów jest Jax - klakier, który musi służyć ludziom. To właśnie jego postać przybliża nam alchemiczne rozwiązania, które sprawiają, że nawet mała zwłoka w spełnianiu nakazu jego pana sprawia mu ból. Na pewno jest to interesujący bohater, który sprawia, że czytelnik zadaje sobie wiele pytań etycznych. Jest to niezwykła siła tej książki.

O ile, jednak Jax jest dosyć typową (pomijając fakt, że jest mechaniczny) postacią z gatunku "wyrwałem się z jarzma pana", o tyle Berenice mnie zafascynowała. Jest wspaniałą, inteligentną, silną kobietą, która potrafi wykorzystać swoje atuty w drodze do sukcesu. Potrafi podejmować ciężkie decyzje i to bez "przećwiczenia" wszystkich innych opcji i złych rozwiązań. Stała się kolejną bohaterką, która robi coś więcej niż czekanie na księcia, ratunek czy cokolwiek innego. Po prostu idzie do przodu, a jednocześnie potrafi kochać i okazywać czułość. Jest postacią będącą gdzieś pośrodku - między "dziewoja do uratowania", a "jestem samodzielna i nikogo nie potrzebuję", a trzeba przyznać, że książkowe kobiety często są wrzucane w marginesy tych dwóch rozwiązań.

Okrutnej historii księdza Vissera nie będę opisywać, bo nie wiem czy potrafiłabym to zrobić bez spoilerów. Jednak jego postać na długo pozostanie w mojej pamięci.

Generalnie podobał mi się cały świat stworzony przez autora. Fabuła oparta została na pytaniu "co by było gdyby maszyny miały duszę, a jednocześnie musiałyby służyć ludziom". Odpowiedź bardzo mi się spodobała, dała do myślenia i sprawiała, że ciężko mi było odłożyć książkę. Oczywiście autor nie uniknął momentów, które mnie trochę znudziły, ale to nie powinno nikogo zrażać do tej książki. Sam fakt, że "Mechaniczny" potrafił wyrwać mnie ze żłobkowego letargu najlepiej pokazuje jak dobra jest to powieść.

Czekam na drugą część "Wojen alchemicznych" i polecam.

okladkamechanicznyfront_1000px

 Moja ocena: 8/10

Tytuł: Mechaniczny. Wojny alchemiczne

Autor: Ian Tregillis

Dla kogo: Dla lubiących inteligentne książki, które potrafią dać do myślenia.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sin Qua Non

logo_sqn3

Krótka recenzja ciekawej książki :)

norsevia

Czy jest jakiś miłośnik zwierząt, który nie kojarzy Doroty Sumińskiej? Chyba już raczej nie ma. Wspaniała Pani weterynarz (a dokładniej lekarz weterynarii), psycholog zwierzęcy oraz autorka programów i książek. Kiedy tylko dowiaduję się o jakiejś nowej publikacji Pani Doroty staram się jak najszybciej przeczytać.

Nie inaczej było z książką "Dlaczego oczy kota świecą w nocy". Tutaj miałam jednak pecha - ciągle była wypożyczona, na własny egzemplarz akurat brakowało kasy, a jak na złość żadnych urodzin nie było, żeby naciągnąć drogiego gościa ;) W końcu jednak - jest! Mam ją w rękach!

"Dlaczego oczy kota..." to zbiór ciekawostek o zwierzętach. Sumińska w ciekawy i dowcipny sposób odpowiada na pytania często zadawane przez dzieci. Są to pytania zaskakujące, często takie, że dorosły w życiu by nie wpadł:

  • Dlaczego małe kurczaczki są żółte?
  • Dlaczego koci język jest chropowaty?
  • Po co ślimakowi muszla?
  • Po co pies porusza uszami?
  • Czy ptaki maja powieki?
  • i wiele wiele innych...

Zamiast standardowej recenzji opowiem Wam jak wyglądało moje czytanie tej książki :)

 

"No fajnie mam tę książkę. Od jutra będę ja czytam z chłopcami! Ok, ale już późno, na razie ją odkładam i idę spać...

Co by tu poczytać przed snem... hmmm.... Chociaż właściwie jestem już bardzo zmęczona, więc wezmę tę Sumińską i przejrzę i poczytam coś jutro.

Ładny rysunek kota. Fajny. Taki ciepły. Dobra czytam - ile kropek ma biedronka? Jaka ciekawa odpowiedź. Następne pytanko - dlaczego małe kurczaki są żółte? Och, nie wiedziałam. To naprawdę interesujące! Spaaaaać! Chociaż... jeszcze jedno pytanie. I jeszcze jedno! I jeszcze! O to jest naprawdę ciekawe! Przeczytam odpowiedź i na prawdę już kończę. Kurde oko mi uciekło na następne pytanie i chcę znać odpowiedź. Kolejne pytanie! I jeszcze jedno. I jeszcze. O! Koniec książki! Łomatkoboska! Już po 1, a ja jutro mam wcześnie wstać!!!"

 

Polecam, oczywiście, tylko ostrzegam, żeby nie czytać na noc!

dfhnxf

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Dlaczego oczy kota świecą w nocy? i inne sekrety świata zwierząt

Autor: Dorota Sumińska

Dla kogo: Dla wszystkich, którzy nie muszą iść spać

Wojowniczka!

norsevia

Wiem co wszyscy ostatnio myślą - że recenzenci, którzy współpracują z wydawnictwami zawsze ogłaszają książki wybitnymi. Ta nie jest wybitna, ALE tak strasznie trafiła - nie wiem dokładnie czy w mój gust, czy w dobry czas, czy w oba, ale, kurczę, tak mi się ją dobrze czytało.

Zabawne, że Rondę Rousey, której biografię czytałam kojarzyłam bardziej z filmów ("Niezniszczalni" i "Ekipa") niż z jej sportowych osiągnięć. Przeczytałam wstęp i krótki, pierwszy rozdział i już wiedziałam. Podniosłam głowę i powiedziałam do męża - "To będzie dobra książka".

Ronda Rousey jest twarda. Waleczna. Fajna. Ma śliczny uśmiech. Ciekawe podejście do świata. Mamę, której sposób wychowywania dał mi do myślenia. I życie (oby jak najdłuższe), które naprawdę było warte opisania. Ma w swoim życiorysie traumatyczne przeżycia, ciężkie treningi, kontuzje, bolesne porażki i wspaniałe zwycięstwa. Z każdej życiowej lekcji wyciąga wnioski.
Mam wrażenie, że tak jest właśnie skonstruowana cała biografia judoczki, a potem zawodniczki MMA. Najpierw temat lekcji, potem krótka definicja i wreszcie wyjaśnienie. Sprawia to, że bardzo fajnie się czyta. Jeśli chcesz odpocząć, zrobić przerwę nie stracisz kontekstu. Jeśli masz ochotę pochłonąć książkę w jeden wieczór to proszę bardzo - nic Ci się nie pomiesza.

Język nie jest trudny, Ronda wypowiada się w pierwszej osobie "waląc prosto z mostu", a czasem nawet sobie przeklnie. Na pewno dodaje to wiarygodności całej historii.
Czy jest to sama prawda? Nie wiem. Nie od dzisiaj wiadomo, że biografie często są podkoloryzowane lub po prostu pisane od początku. Nie znam osobiście Rondy Rousey, a prawdopodobieństwo naszego spotkania jest równe temu, że zdobędę Nobla z fizyki. I wierzcie mi, że bardzo tego żałuję. Pierwszy raz w życiu, naprawdę mam ochotę poznać "papierową postać".

Bo widzicie - ja nie przepadam za biografiami. Zwłaszcza teraz, kiedy wydawane są masowo - ktoś się pojawił w telewizji na 5 minut i, pyk, już możemy przeczytać jego książkę. Przysięgam, że jeżeli ktoś wypuści na rynek biografię takiej, np Natalii Siwiec to nigdy więcej nie kupię nic tego wydawnictwa (a może już jest? Brrrr...). Rozumiem legendy muzyki, wielkich aktorów lub innych artystów, wybitnych sportowców, ale gwiazdka muzyki, która miała jeden hit? O tworach typu Kardishianowie nie wspomnę. Ciężko znaleźć w tym zalewie wszystkiego coś naprawdę dobrego.

Ja znalazłam. Biografia Rondy Rousey sprawia, że masz ochotę wstać z kanapy. Ruszyć tyłek. Walczyć. Przede wszystkim uwierzyć w siebie.

Czy książka spodoba się mężczyznom? Myślę, że tak. Świat Rousey to mimo wszystko bardziej "ich" świat - bitew, walk, krwi.

Młodym sportowcom powinno się przed treningami czytać fragmenty (i pokazywać zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej oponę), żeby zrozumieli czym jest poświęcenie się swojej dyscyplinie.

A kobiety? Uważam, że powinna ją przeczytać każda babka. Licealistki powinny mieć ją w lekturach obowiązkowych. Są aktywistki, które walczą o prawa kobiet, są gwiazdy, które krzyczą "girl power". Ronda nie musi walczyć i krzyczeć. Ronda cała jest "girl power"

Polecam, polecam, polecam!

rondarouseymoja

 

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Ronda Rousey. Moja walka / Twoja walka

Autor: Ronda Rousey

Dla kogo: Dla potrzebujących motywacji. Dla kobiet. Dla wszystkich

 

A tu na dokładkę zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej opnę (w Polsce też mamy wojowniczki!):

jk_z_opona

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

logo_sqn2

Zabawnie, uroczo

norsevia

Czasami jakaś książka tak nas poruszy, że mamy ochotę pisać na jej temat całe eseje - jak ona rewelacyjna, jak wzruszająca. Innym razem trafiamy na beznadzieję, o której nawet nie chce nam się pisać. A czasami jakaś pozycja okazuje się nie być wybitną, ale ma w sobie to "coś" co każe nam o niej chociaż wspomnieć.

Tym trzecim przypadkiem jest właśnie komiks "Rysiek i Królik" - historia obrazkowa pokazująca przyjaźń szkolnych kolegów z ławki. Rysiek jest spontaniczny, lubi sport, a Królik to wrażliwy poeta, uwielbiający gry komputerowe. Ich wspólne przygody sprawią, że uśmiechnie się niejeden ponurak.

Co mnie tak ujęło w komiksie Piotrkowicza, Budziejewskiego i Urbaniak? No właśnie ten humor! Nie ma wątpliwości, że te urocze historyjki są przeznaczone przede wszystkim dla dzieci, ale zabawne sytuacje, które pamiętamy wszyscy ze szkoły (lub właśnie je przeżywacie) naprawdę potrafią poruszyć naszymi mięśniami twarzy (albo nawet brzucha :) ).

Ilustracje też są bardzo ładne. Postacie są sympatyczne, kolorowe i miłe dla oka. Takie jakie powinny być w komiksach dla dzieci.

Paweł Beręsewicz (autor m.in moich kochanych Ciumków [recenzja]) powiedział kiedyś, że mało jest w Polsce literatury rodzinnej, czyli takiej, którą z przyjemnością czytaliby wspólnie rodzice z dziećmi. "Ryśka i Królika" można spokojnie do niej zaliczyć. 

Naprawdę nie dziwi mnie, że akurat ten komiks zdobył wyróżnienie w konkursie im. Janusza Christy. Polecam każdemu, a sama czekam niecierpliwie na kolejną część :)

okladka200gh

Moja ocena: 7/10

Autorzy: Katarzyna Urbaniak, Krzysztof Budziejewski, Łukasz Piotrkowicz

Tytuł: Rysiek i Królik. W szortach

Dla kogo: Dla dzieci i młodszej młodzieży oraz dla rodziców

Magiczne akta Scotland Yardu

norsevia

Wreszcie się doczekałam! Część z was wie jak niesamowite jest to uczucie - egzemplarz recenzencki! Cieplutka książka, jeszcze przed premierą. Piękne poczucie docenienia przepełnia mnie od środka i jeżeli w wydawnictwie SQN są osoby, które wierzą w karmę i powracające dobre uczynki to polecam puścić totolotka. Karmicznie macie naprawdę zwiększoną szansę.

"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" jest przedziwną powieścią. Długo nie byłam pewna czy ona mi się w ogóle podoba. Z opisu spodziewałam się raczej kryminału retro - w stylu Conana Doyla lub Agathy Chriestie i na to byłam nastawiona. Kiedy przypadł mi do gustu jakiś bohater myślałam sobie "Niech go nie zabiją". Kiedy dotarłam do 100 strony było już "niech wreszcie kogoś zabiją". Doczekałam się dopiero na 120 stronie. Co nie znaczy, że brak trupa wcześniej mnie męczył...

Książka okazała się niezwykłą mieszkanką książek obyczajowych, historycznych, kryminalnych i fantastycznych. Pierwsze rozdziały skupiają się na pokazaniu głównych bohaterów, ich otoczenia i relacji jakie je łączą.

Jest rok 1873. Clovis LaFay wraca do Londynu, gdzie podejmuje współpracę z Podwydziałem Spraw Magicznych. Jego rodzina nie patrzy na to przychylnym okiem, ale oni nigdy nie patrzą na niego przychylnym okiem (z wzajemnością). W przeciwieństwie do Johna Dobsona, który jest bardzo zadowolony z faktu, że to właśnie dawny znajomy ma z nimi pracować. Młody nekromanta powoli uczy się śledczego fachu, przełamując niechęć reszty policjantów, dla których jego nazwisko kojarzy się z niezbyt chlubnymi sprawami.

Lektura "Clovisa" nie jest łatwym czytaniem. Nie oznacza też, że jestem czytaniem trudnym. Po prostu jest to powieść wymagająca od czytelnika skupienia i zatracenia w słowach. Autorka jest mistrzynią drobiazgu - o dziwo, nie męczącego. Po przeczytaniu książki nie wyobrażam sobie, że mogłoby zabraknąć jakiegokolwiek opisu czy historii. Początkowo bardzo skupia się na przedstawieniu nam bohaterów, przerywa akcję retrospekcjami, które mają przybliżyć czytelnikowi powiązania między postaciami. A z każdym rozdziałem jest ich coraz więcej, przy czym każda barwna, ciekawa i niekoniecznie pozytywna. Pojawia się również ktoś, kto spokojnie może rywalizować z Joffreyem z "Gry o tron" o miano najpaskudniejszej kreatury w literaturze.

Akcja kryminału toczy się równym, spokojnym tempem, żeby nagle wyskoczyć do góry, po czym znowu się uspokoić. Oczywiście poza końcówką, która, jak to w powieściach bywa, przyspiesza, wciąga i powoduje palpitacje serca. Pamiętajcie, żeby chociaż spróbować oddychać.

Minusem jest, według mnie, język jakim pisane są dialogi. O ile narrator pomaga nam wczuć się w klimat powieści pokazując naszym oczom dorożki, ubrania bohaterów czy wygląd mieszkań, o tyle bohaterowie mówią w sposób bardzo współczesny i trochę mi to przeszkadzało w poczuciu klimatu epoki.

Będę czekała na kontynuacje powieści, chociaż mam nadzieję, że druga część jeszcze bardziej skupi się na pracy Wydziału Spraw Magicznych niż na rodzinach bohaterów.

Powieść Anny Lange polecam raczej dorosłym czytelnikom, którzy oczekują od powieści czegoś więcej niż prostego czytadła.

 clovis_front_1000px

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Anna Lange

Tytuł: CClovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu

Dla kogo: dla dojrzałego czytelnika

 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

logo_sqn1

Recenzja z pamięci. Świetna trylogia Pauliny Hendel

norsevia

Moja długa przerwa w pisaniu bloga sprawiła, że mam w pamięci kilka naprawdę fajnych książek, które zasługują na to, żeby dostać chociaż krótką notatkę na moim blogu. Czasami, tak jak teraz, wykorzystuje chwilkę czasu, żeby o nich napisać.

Syn jednej z bibliotekarek ma podobny gust czytelniczy do mnie. Polecane przez niego książki biorę "w ciemno" i raczej się nie zawodzę. Tak tez było z trylogią Pauliny Hendel.

"Strażnik" mnie zachwycił - można by go nazwać polską (słowiańską) odpowiedzią na masowo wydawane antyutopie i dystopie. Na świecie w wyniku wojen przestaje działać elektryczność - nie ma komputerów, telefonów, światła, lodówek. Nic. Trzeba się nauczyć żyć od początku, używać starych sztuczek naszych przodków, np. na przechowywanie jedzenia. I to nie jest jedyny problem - z głębi lasów wychodzą z ukrycia stwory rodem z mitologii. Trzeba przetrwać...

Pomysł może nie wydaje się oryginalny, ale wierzcie mi - pierwszą część po prostu pochłonęłam i pobiegłam po drugą. Hubert jest świetnym bohaterem - nie jest idealny, czasami wkurza tak bardzo, że ma się ochotę kopnąć go w zad. I to jest jedna z zalet tej książki - pomimo nierealności sytuacji (Czyżby? Kto wie co nas czeka?) postacie były tak dobrze opisane, że wydawało mi się, że je znam. Nie czytałam o jakiś papierowych osobach - czytałam o prawdziwych ludziach, których poznałam i polubiłam. A przynajmniej takie miałam wrażenie :)

Teraz kiedy piszę recenzje już wiem, że wrócę do tej książki, a nawet poważnie rozważę kupienie wszystkich części na własność.

Jak na debiut to muszę przyznać, że jest naprawdę dobry. Nawet dziwi mnie dosyć mała reklama - przy dobrym marketingu moglibyśmy mieć z Pani Pauliny nową gwiazdę polskiej literatury. Jeżeli kolejne jej powieści będą tak fajne jak trylogia "Zapomniana księga" to na pewno jej nazwisko będzie wymieniane jednym tchem obok najpopularniejszych polskich twórców.

I tu padło słowo klucz- fajne. "Strażnik" i kolejne części to naprawdę fajne książki. Nie rzucają na kolana mistrzowskim językiem i raczej nie wejdą do kanonu lektur szkolnych (chociaż - czemu nie?), ale biją na głowę naprawdę wiele amerykańskich publikacji, które wskakują na nasz rynek określone jako "hit". Wiele razy zawiodłam się na takiej "rewelacyjnej" powieści z pierwszych miejsc. A tu proszę - nasza polska, młoda pisarka tak mnie do siebie przekonała. Mam nadzieję, że nowe książki Pauliny Hendel wyjdą jak najszybciej, trzymam za nią kciuki i naprawdę polecam trylogię "Zapomniana księga", która ląduje na mojej liście "ulubione".

 

zapomnianaksiegatom1straznikbiext35314283

 Moja ocena: 9/10

Autor: Paulina Hendel

Tytuł: 1. Strażnik. 2. Tropiciel. 3. Łowca

Dla kogo: Dla wszystkich - naprawdę dobra rozrywka.

Rozterki Noego

norsevia

Bóg stworzył ziemię i ludzi. Od chwili kiedy Ewa podała Adamowi jabłko ludzkość coraz częściej potykała się, aby w końcu upaść. Stwórca patrzył na to z coraz większą złością, aż postanowił ukarać swoje dzieci. Zesłał potop, a ostatniego prawego człowieka wyznaczył do uratowania zwierząt.

Wszyscy znamy historie Noego, więc po co ją przypominam?

W moje ręce trafiła komiksowa tetralogia - "Noe". I okropnie mnie zaskoczyła! Pozytywnie, oczywiście. Zawsze mnie zdumiewa jak twórcy potrafią spojrzeć na znaną historię raz jeszcze i zaprezentować ją po swojemu. Tak właśnie było w tym przypadku.

Scenarzyści - Darren Aronofsky i Ari Handel - stworzyli przypowieść o potopie od początku, skupiając się na emocjach, które musiały towarzyszyć budowniczemu Arki i jego rodzinie. Dodali do tego trochę magii i fantastyki, włączyli upadłe anioły i przedstawili świat jakiego nikt z nas nie chciałby poznać. Świat zepsuty i okrutny, gdzie nie ma już ludzi dobrych i bezinteresownych. Sam Noe nie jest przedstawiony jako człowiek oświecony czy pozbawiony wątpliwości. O nie - Noe się waha, podejmuje decyzje, które całkowicie nie zgadzają się z jego sumieniem, ale uważa, że tego chce Bóg.

Wszystkie emocje i wydarzenia podkreślają wspaniałe rysunki Niko Henrichona. To nie są kolorowe ilustracje bajeczki - wprost przeciwnie - mam wrażenie, że bury świat przedstawiony przez rysownika nie ma w sobie światła i nadziei. Każda plansza to małe dzieło sztuki - przepięknie narysowana z wieloma detalami. Zdarzało mi się, że zapomniałam czytać, bo tak pochłaniało mnie oglądanie każdego rysunku z osobna.

Szczerze polecam wszystkie cztery części.

okladka600w

Moja ocena: 8/10

Scenariusz: Darren Aronofsky i Ari Handel

Rysunki: Niko Henrichon

Dla kogo: Dla wszystkich dorosłych

Książka, którą uwielbiam

norsevia

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na leniwe lato - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na jesienną chandrę - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na długie zimowe wieczory - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na wiosenną melancholię - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Ostatnio przejrzałam stare wpisy na blogu i ze zdumieniem odkryłam, że nigdy nie zrecenzowałam na nim żadnej książki Moniki Szwai. To strasznie dziwne, ponieważ naprawdę lubię jej powieści, a ta, o której teraz napiszę należy do moich ulubionych.

Czasami śmieję się, że z niektórymi książkami jestem "poślubiona" - opiekuję się nimi, uwielbiam je i czytam w chorobie i zdrowiu. Tak właśnie jest z powieścią pani Moniki  - sięgam po nią co najmniej dwa razy w roku,a w dniach złego humoru potrafię przeglądać ulubione fragmenty.

"Stateczna i postrzelona" opowiada o grupie ludzi, którzy postanowili wprowadzić w czyn stwierdzenie "rzucam wszystko i wyprowadzam się w Bieszczady". Co prawda nie wyprowadzili się akurat w Bieszczady, ale sens został zachowany.

Mogłabym się teraz rozpisać dokładniej o bohaterach, o lekkości języka czy niebanalnych pomysłach. Tylko, że nie chcę. Chciałabym, żeby każdy kto zacznie czytać tę książkę odkrył samodzielnie wszystko to co mnie tak zachwyca. Żeby czytelnik poczuł tę przyjemność, którą daje lektura powieści poruszającej serce, ale nie dramatami tylko samym pięknem życia, przyjaźnią i miłością.

Myślę, że Monice Szwai udało się po prostu to, do czego dąży chyba każda autorka powieści obyczajowych (komedii romantycznych?). Napisała historię o ludziach, których nie da się nie lubić, i których chętnie by się odwiedziło. Zrobiła to z ogromnym wdziękiem, humorem i dodała tyle ciepła, że chyba każdy czytelnik poczuje jak w zły dzień wychodzi dla niego słońce.

stateczna 

 

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Stateczna i postrzelona

Autor: Monika Szwaja

Dla kogo: Dla tych, którzy potrzebują trochę humoru i ciepła

Liebster Blog Award

norsevia

A obiecałam sobie, że kolejny wpis będzie uczciwą recenzją. Jednak jeszcze jedna zabawa i wracam do oceniania :)

Zostałam nominowana przez Pabottyro do Liebster Blog Award i dziękuję jej za to :)

liebsterawards

Nie jestem najlepsza w tłumaczeniu (powinniście usłyszeć jak komuś tłumaczę drogę dojścia ;) ), dlatego skopiuję sobie od Patty:

 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

 

1. Z jaką książkową postacią najbardziej się identyfikujesz?

Właściwie nigdy nad tym nie myślałam :) Jakbym jednak miała wybrać to byłaby to Madame Olimpia Maxime z Harrego Pottera. Ona jest półolbrzymem, a twierdzi, że ma duże kości. Ja się najadłam słodyczy i pizzy i też teraz mówię, że mam grube kości ;)

2. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia na czytanie książek?

Zanim urodziłam dzieci uwielbiałam czytać w deszczowe popołudnia. Na dworze zimno i mokro, a ja z herbatką i pod kocykiem. Teraz ulubiona pora na czytanie to wtedy, kiedy dzieci śpią. Jak podrosną to wrócę do deszczowych popołudni.

3. 5 najlepszych/ulubionych pozycji, jakie zdarzyło Ci się przeczytać?

  • Cała saga "Kroniki drugiego kręgu" - zawsze mój numer jeden
  • Kazimierz Nowak - "Rowerem i pieszo przez czarny ląd"
  • Monika Szwaja - "Stateczna i postrzelona"
  • Harry Potter!
  • "Kroniki żelaznego druida" - też saga

Wiem, że miały być książki, ale nie potrafiłabym wybrać w tych sagach swojej ulubionej części.

4. Najbardziej znienawidzona książka to…

"Chłopi" - bardzo przepraszam, wiem, że to klasyka, ale sama myśl o tym utworze sprawia, że mam dreszcze.

5. Najlepszą adaptacją książki jest…

Nie będę oryginalna - "Pamiętnik".

6. Najbardziej wkurzający bohater książkowy to…

Wszyscy cudowni, przystojni i zabójczo zakochani w głównych bohaterkach mężczyźni. Jak Cztery z "Niezgodnej" lub Bishop z "Misji Ivy". Autorki naprawdę przesadzają z poziomem cukierkowości. Pobijają nawet Matta Hidalfa, który był po prosu denerwujący.

7. Moje hobby to (oprócz książek)

Rysowanie, jazda na rowerze i ostatnio, o dziwo, gotowanie.

8. Ulubiony autor to…

Helena Bonham-Carter oraz Ioan Gruffudd

9. Czy masz książkę, do której wracasz?

Wszystkie z punktu 3 i wiele więcej. Lubię wracać do książek. Zwłaszcza kiedy potrzebuje odprężenia, a wiem, że książka mi się podobała i dobrze się kończy.

10. Od jak dawna czytasz, oraz kto/co Cię do tego skłonił.

Rodzice. W domu zawsze było dużo książek, a rodzice dużo czytali. No i czytali mi i bratu na dobranoc. Mama chichotała nad Chmielewską, a ja myślałam "Jakie to super". Jak tylko nauczyłam się czytać samodzielnie to już mnie nic nie odciągnęło.

11. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Praca. Jestem bibliotekarką, a blog miał być ułatwieniem dla czytelników. Nadal jest reklamowany na stronie mojej biblioteki, ale jest już całkowicie mój własny.

 

Ok. czas na nominacje:

  1. Aga z "Happy Books"
  2. Czytadełko
  3. Wystawa z książkami
  4. Patrycję z "Wiecznie zaczytana"
  5. Blue Kuba Books
  6. Zacisze literackie
  7. Z książką do łóżka
  8. Chaotyczna A.
  9. Każdy kto ma ochotę :)

I na razie tyle, bo widzę, że ten temat krąży już po blogosferze od jakiegoś czasu :)

Moje pytania:

1. Czy jest jakaś postać drugoplanowa, której osobne przygody chętnie byś przeczytał/a?

2. Czy czytasz komiksy? Jakie?

3. Zwracasz uwagę na zwierzaki? Jakiego "zwierzęcego bohatera" chciałabyś mieć w domu (stwory też się liczą)?

4. Spróbuj porównać swoje pierwsze wpisy z bloga z tymi ostatnimi. Jest duża różnica?

5. Po jaki typ książki nigdy nie sięgasz? Dlaczego?

6. W jaki sposób piszesz recenzję? Robisz notatki w czasie czytania czy dopiero po ukończeniu książki?

7. Jak będziesz miał/a dzieci lub jeśli już masz to czy jest jakaś książka, którą chciałbyś/chciałabyś, żeby przeczytały?

8. Kupujesz książki na prezenty?

9. Czy jest jakaś książka, którą przeczytałeś/łaś, bo zachwyciła cię okładka?

10.Dlaczego prowadzisz bloga?

11. Dlaczego czytasz? Przecież to podobno niemodne!

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci