Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Z półki do mojego serca

norsevia

Mieliście kiedyś taką książkę, którą kupiliście, ale nie przeczytaliście od razu? Powieść przeleżała na półce parę lat, aż w końcu, trochę od niechcenia, sięgnęliście o nią?

"Na psa urok" kupiłam zachęcona opiniami innych czytelników niedługo po premierze i odłożyłam jako "przeczytam następne". I tak przeleżała na półce ponad 5 lat, aż wreszcie nadszedł ten czas, że książka trafiła przed moje oczy.

Hanna Ożogowska, ustami jednego ze swoich dziecięcych bohaterów, na pytanie co było "najfajniejsze" odpowiedziała: "Najfajniejsze było wszystko" (W "Przygodach Scyzoryka" jakby ktoś był ciekawy).

I to dla mnie jest zdanie, które mogłoby służyć za całą recenzję:

NAJFAJNIEJSZE BYŁO WSZYSTKO!

Atticus jest druidem - związany z Ziemią, przepełniony wiedzą, przystojny, młody... Chwilka moment, no raczej nie młody skoro ma 2000 lat. I chociaż wydaje się, że ma spokojne życie to wcale tak nie jest. Ścigają go wściekli bogowie, inni próbują nim manipulować i wykorzystać. Jeszcze inni tylko się gapią, bo to fajne widowisko jest. Są wilkołaki, jest wampir i wiedźma. Czy kogoś brakuje? No jest jeszcze pies. Niezwykły, najwspanialszy, obdarzony szczególnym poczuciem humoru i ciekawością świata.

Już wam tłumaczę - książka (a właściwie książki) jest rewelacyjna - pełna akacji, humoru oraz, robiącej niesamowite wrażenie, wiedzy dotyczącej różnych mitologii. Najwyższa półka literatury rozrywkowej. Brak słabych punktów. I wśród tych zachwytów wybija się jedna postać, jeszcze wyżej, bohater, którego uwielbia się całą swoją czytelniczą osobą. I jest to pies, co może wydawać się dziwne, jako, że mamy do dyspozycji całą galerię równych kolesi, spoko babeczek, bogów, bogiń i wszelkiego magicznego stworzenia.

A w ogóle to wiedzieliście, że Jezus to taki fajny gość?

Kevin Hearne napisał powieść tak wciągającą, zabawną i zaskakującą, że ciężko było mi się oderwać chociaż na chwilę. "Kroniki żelaznego druida", a jestem już po 7 częściach, są obecnie na samym szczycie mojej listy "ulubione". Nawet teraz, kiedy piszę tę recenzję pomyślałam - "A może by tak przeczytać wszystko jeszcze raz"? I oko mi ucieka, patrzę na tę półkę i one tak ładnie stoją i kuszą. A ja tu piszę zamiast je czytać, a przecież są takie niesamow... [rzuca wszystko i idzie czytać]

kronikizelaznegodruidatom1napsaurokbiext43252995

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Na psa urok. Kroniki żelaznego druida. Tom 1

Autor: Kevin Hearne

Dla kogo: Dla tych co się chcą odstresować, pośmiać. Przeczytać coś rozrywkowego, z akcją, a jednocześnie inteligentnego.

 

Co by było, gdyby roboty miały duszę?

norsevia

W moim życiu nastąpiła duża zmiana - moje dzieci poszły do żłobka. Przez ostatnie 3 tygodnie nie potrafiłam się skupić na niczym innym. Jak ja miałam czytać w takich okolicznościach?

Na szczęście (a może nieszczęście?) akurat dostałam od wydawnictwa "Mechanicznego". Ignorując mój permanentny stan umysłowego odrętwienia zabrałam się za czytanie.

Powiem to od razu - książka jest świetna. W całym moim zagubieniu - przerażeniu - radości (niepotrzebne skreślić) i milionie innych pomieszanych uczuć okazała się lekarstwem dla mnie. Powieść Iana Tregillisa była na tyle wciągająca i ciekawa, że kiedy tylko miałam trochę czasu to otwierałam ją i uciekałam w opisany świat. Kiedy musiałam wrócić do rzeczywistości to czułam wprost mały żal i myślałam o tym co przeczytałam przed chwilą.

Stwierdzenie "czyta się lekko i przyjemnie" nie do końca opisuje pisarski styl pisarza. Autor potrafi skupić się na detalach, jednocześnie nie zarzucając czytelnika niepotrzebnymi drobnostkami.

Przede wszystkim Tregillis zastosował narratora z charakterem. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale zdarzało się, że nagle, pośród eleganckich opisów miejsca czy sytuacji narrator dodawał jakiś złośliwy przytyk. Bardzo spodobał mi się ten zabieg. Czułam się wtedy jakby ktoś znajomy opowiadał mi tę historię  i nie mógł się oprzeć, żeby czegoś nie skomentować :)

"Jak nakazywała tradycja, komnaty Rady sytuowano za garderobą władcy, aby ten mógł, jeśli to konieczne, srać podczas przeciągających się debat"

Jednym  z głównych bohaterów jest Jax - klakier, który musi służyć ludziom. To właśnie jego postać przybliża nam alchemiczne rozwiązania, które sprawiają, że nawet mała zwłoka w spełnianiu nakazu jego pana sprawia mu ból. Na pewno jest to interesujący bohater, który sprawia, że czytelnik zadaje sobie wiele pytań etycznych. Jest to niezwykła siła tej książki.

O ile, jednak Jax jest dosyć typową (pomijając fakt, że jest mechaniczny) postacią z gatunku "wyrwałem się z jarzma pana", o tyle Berenice mnie zafascynowała. Jest wspaniałą, inteligentną, silną kobietą, która potrafi wykorzystać swoje atuty w drodze do sukcesu. Potrafi podejmować ciężkie decyzje i to bez "przećwiczenia" wszystkich innych opcji i złych rozwiązań. Stała się kolejną bohaterką, która robi coś więcej niż czekanie na księcia, ratunek czy cokolwiek innego. Po prostu idzie do przodu, a jednocześnie potrafi kochać i okazywać czułość. Jest postacią będącą gdzieś pośrodku - między "dziewoja do uratowania", a "jestem samodzielna i nikogo nie potrzebuję", a trzeba przyznać, że książkowe kobiety często są wrzucane w marginesy tych dwóch rozwiązań.

Okrutnej historii księdza Vissera nie będę opisywać, bo nie wiem czy potrafiłabym to zrobić bez spoilerów. Jednak jego postać na długo pozostanie w mojej pamięci.

Generalnie podobał mi się cały świat stworzony przez autora. Fabuła oparta została na pytaniu "co by było gdyby maszyny miały duszę, a jednocześnie musiałyby służyć ludziom". Odpowiedź bardzo mi się spodobała, dała do myślenia i sprawiała, że ciężko mi było odłożyć książkę. Oczywiście autor nie uniknął momentów, które mnie trochę znudziły, ale to nie powinno nikogo zrażać do tej książki. Sam fakt, że "Mechaniczny" potrafił wyrwać mnie ze żłobkowego letargu najlepiej pokazuje jak dobra jest to powieść.

Czekam na drugą część "Wojen alchemicznych" i polecam.

okladkamechanicznyfront_1000px

 Moja ocena: 8/10

Tytuł: Mechaniczny. Wojny alchemiczne

Autor: Ian Tregillis

Dla kogo: Dla lubiących inteligentne książki, które potrafią dać do myślenia.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sin Qua Non

logo_sqn3

Krótka recenzja ciekawej książki :)

norsevia

Czy jest jakiś miłośnik zwierząt, który nie kojarzy Doroty Sumińskiej? Chyba już raczej nie ma. Wspaniała Pani weterynarz (a dokładniej lekarz weterynarii), psycholog zwierzęcy oraz autorka programów i książek. Kiedy tylko dowiaduję się o jakiejś nowej publikacji Pani Doroty staram się jak najszybciej przeczytać.

Nie inaczej było z książką "Dlaczego oczy kota świecą w nocy". Tutaj miałam jednak pecha - ciągle była wypożyczona, na własny egzemplarz akurat brakowało kasy, a jak na złość żadnych urodzin nie było, żeby naciągnąć drogiego gościa ;) W końcu jednak - jest! Mam ją w rękach!

"Dlaczego oczy kota..." to zbiór ciekawostek o zwierzętach. Sumińska w ciekawy i dowcipny sposób odpowiada na pytania często zadawane przez dzieci. Są to pytania zaskakujące, często takie, że dorosły w życiu by nie wpadł:

  • Dlaczego małe kurczaczki są żółte?
  • Dlaczego koci język jest chropowaty?
  • Po co ślimakowi muszla?
  • Po co pies porusza uszami?
  • Czy ptaki maja powieki?
  • i wiele wiele innych...

Zamiast standardowej recenzji opowiem Wam jak wyglądało moje czytanie tej książki :)

 

"No fajnie mam tę książkę. Od jutra będę ja czytam z chłopcami! Ok, ale już późno, na razie ją odkładam i idę spać...

Co by tu poczytać przed snem... hmmm.... Chociaż właściwie jestem już bardzo zmęczona, więc wezmę tę Sumińską i przejrzę i poczytam coś jutro.

Ładny rysunek kota. Fajny. Taki ciepły. Dobra czytam - ile kropek ma biedronka? Jaka ciekawa odpowiedź. Następne pytanko - dlaczego małe kurczaki są żółte? Och, nie wiedziałam. To naprawdę interesujące! Spaaaaać! Chociaż... jeszcze jedno pytanie. I jeszcze jedno! I jeszcze! O to jest naprawdę ciekawe! Przeczytam odpowiedź i na prawdę już kończę. Kurde oko mi uciekło na następne pytanie i chcę znać odpowiedź. Kolejne pytanie! I jeszcze jedno. I jeszcze. O! Koniec książki! Łomatkoboska! Już po 1, a ja jutro mam wcześnie wstać!!!"

 

Polecam, oczywiście, tylko ostrzegam, żeby nie czytać na noc!

dfhnxf

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Dlaczego oczy kota świecą w nocy? i inne sekrety świata zwierząt

Autor: Dorota Sumińska

Dla kogo: Dla wszystkich, którzy nie muszą iść spać

Wojowniczka!

norsevia

Wiem co wszyscy ostatnio myślą - że recenzenci, którzy współpracują z wydawnictwami zawsze ogłaszają książki wybitnymi. Ta nie jest wybitna, ALE tak strasznie trafiła - nie wiem dokładnie czy w mój gust, czy w dobry czas, czy w oba, ale, kurczę, tak mi się ją dobrze czytało.

Zabawne, że Rondę Rousey, której biografię czytałam kojarzyłam bardziej z filmów ("Niezniszczalni" i "Ekipa") niż z jej sportowych osiągnięć. Przeczytałam wstęp i krótki, pierwszy rozdział i już wiedziałam. Podniosłam głowę i powiedziałam do męża - "To będzie dobra książka".

Ronda Rousey jest twarda. Waleczna. Fajna. Ma śliczny uśmiech. Ciekawe podejście do świata. Mamę, której sposób wychowywania dał mi do myślenia. I życie (oby jak najdłuższe), które naprawdę było warte opisania. Ma w swoim życiorysie traumatyczne przeżycia, ciężkie treningi, kontuzje, bolesne porażki i wspaniałe zwycięstwa. Z każdej życiowej lekcji wyciąga wnioski.
Mam wrażenie, że tak jest właśnie skonstruowana cała biografia judoczki, a potem zawodniczki MMA. Najpierw temat lekcji, potem krótka definicja i wreszcie wyjaśnienie. Sprawia to, że bardzo fajnie się czyta. Jeśli chcesz odpocząć, zrobić przerwę nie stracisz kontekstu. Jeśli masz ochotę pochłonąć książkę w jeden wieczór to proszę bardzo - nic Ci się nie pomiesza.

Język nie jest trudny, Ronda wypowiada się w pierwszej osobie "waląc prosto z mostu", a czasem nawet sobie przeklnie. Na pewno dodaje to wiarygodności całej historii.
Czy jest to sama prawda? Nie wiem. Nie od dzisiaj wiadomo, że biografie często są podkoloryzowane lub po prostu pisane od początku. Nie znam osobiście Rondy Rousey, a prawdopodobieństwo naszego spotkania jest równe temu, że zdobędę Nobla z fizyki. I wierzcie mi, że bardzo tego żałuję. Pierwszy raz w życiu, naprawdę mam ochotę poznać "papierową postać".

Bo widzicie - ja nie przepadam za biografiami. Zwłaszcza teraz, kiedy wydawane są masowo - ktoś się pojawił w telewizji na 5 minut i, pyk, już możemy przeczytać jego książkę. Przysięgam, że jeżeli ktoś wypuści na rynek biografię takiej, np Natalii Siwiec to nigdy więcej nie kupię nic tego wydawnictwa (a może już jest? Brrrr...). Rozumiem legendy muzyki, wielkich aktorów lub innych artystów, wybitnych sportowców, ale gwiazdka muzyki, która miała jeden hit? O tworach typu Kardishianowie nie wspomnę. Ciężko znaleźć w tym zalewie wszystkiego coś naprawdę dobrego.

Ja znalazłam. Biografia Rondy Rousey sprawia, że masz ochotę wstać z kanapy. Ruszyć tyłek. Walczyć. Przede wszystkim uwierzyć w siebie.

Czy książka spodoba się mężczyznom? Myślę, że tak. Świat Rousey to mimo wszystko bardziej "ich" świat - bitew, walk, krwi.

Młodym sportowcom powinno się przed treningami czytać fragmenty (i pokazywać zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej oponę), żeby zrozumieli czym jest poświęcenie się swojej dyscyplinie.

A kobiety? Uważam, że powinna ją przeczytać każda babka. Licealistki powinny mieć ją w lekturach obowiązkowych. Są aktywistki, które walczą o prawa kobiet, są gwiazdy, które krzyczą "girl power". Ronda nie musi walczyć i krzyczeć. Ronda cała jest "girl power"

Polecam, polecam, polecam!

rondarouseymoja

 

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Ronda Rousey. Moja walka / Twoja walka

Autor: Ronda Rousey

Dla kogo: Dla potrzebujących motywacji. Dla kobiet. Dla wszystkich

 

A tu na dokładkę zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej opnę (w Polsce też mamy wojowniczki!):

jk_z_opona

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

logo_sqn2

Zabawnie, uroczo

norsevia

Czasami jakaś książka tak nas poruszy, że mamy ochotę pisać na jej temat całe eseje - jak ona rewelacyjna, jak wzruszająca. Innym razem trafiamy na beznadzieję, o której nawet nie chce nam się pisać. A czasami jakaś pozycja okazuje się nie być wybitną, ale ma w sobie to "coś" co każe nam o niej chociaż wspomnieć.

Tym trzecim przypadkiem jest właśnie komiks "Rysiek i Królik" - historia obrazkowa pokazująca przyjaźń szkolnych kolegów z ławki. Rysiek jest spontaniczny, lubi sport, a Królik to wrażliwy poeta, uwielbiający gry komputerowe. Ich wspólne przygody sprawią, że uśmiechnie się niejeden ponurak.

Co mnie tak ujęło w komiksie Piotrkowicza, Budziejewskiego i Urbaniak? No właśnie ten humor! Nie ma wątpliwości, że te urocze historyjki są przeznaczone przede wszystkim dla dzieci, ale zabawne sytuacje, które pamiętamy wszyscy ze szkoły (lub właśnie je przeżywacie) naprawdę potrafią poruszyć naszymi mięśniami twarzy (albo nawet brzucha :) ).

Ilustracje też są bardzo ładne. Postacie są sympatyczne, kolorowe i miłe dla oka. Takie jakie powinny być w komiksach dla dzieci.

Paweł Beręsewicz (autor m.in moich kochanych Ciumków [recenzja]) powiedział kiedyś, że mało jest w Polsce literatury rodzinnej, czyli takiej, którą z przyjemnością czytaliby wspólnie rodzice z dziećmi. "Ryśka i Królika" można spokojnie do niej zaliczyć. 

Naprawdę nie dziwi mnie, że akurat ten komiks zdobył wyróżnienie w konkursie im. Janusza Christy. Polecam każdemu, a sama czekam niecierpliwie na kolejną część :)

okladka200gh

Moja ocena: 7/10

Autorzy: Katarzyna Urbaniak, Krzysztof Budziejewski, Łukasz Piotrkowicz

Tytuł: Rysiek i Królik. W szortach

Dla kogo: Dla dzieci i młodszej młodzieży oraz dla rodziców

Magiczne akta Scotland Yardu

norsevia

Wreszcie się doczekałam! Część z was wie jak niesamowite jest to uczucie - egzemplarz recenzencki! Cieplutka książka, jeszcze przed premierą. Piękne poczucie docenienia przepełnia mnie od środka i jeżeli w wydawnictwie SQN są osoby, które wierzą w karmę i powracające dobre uczynki to polecam puścić totolotka. Karmicznie macie naprawdę zwiększoną szansę.

"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" jest przedziwną powieścią. Długo nie byłam pewna czy ona mi się w ogóle podoba. Z opisu spodziewałam się raczej kryminału retro - w stylu Conana Doyla lub Agathy Chriestie i na to byłam nastawiona. Kiedy przypadł mi do gustu jakiś bohater myślałam sobie "Niech go nie zabiją". Kiedy dotarłam do 100 strony było już "niech wreszcie kogoś zabiją". Doczekałam się dopiero na 120 stronie. Co nie znaczy, że brak trupa wcześniej mnie męczył...

Książka okazała się niezwykłą mieszkanką książek obyczajowych, historycznych, kryminalnych i fantastycznych. Pierwsze rozdziały skupiają się na pokazaniu głównych bohaterów, ich otoczenia i relacji jakie je łączą.

Jest rok 1873. Clovis LaFay wraca do Londynu, gdzie podejmuje współpracę z Podwydziałem Spraw Magicznych. Jego rodzina nie patrzy na to przychylnym okiem, ale oni nigdy nie patrzą na niego przychylnym okiem (z wzajemnością). W przeciwieństwie do Johna Dobsona, który jest bardzo zadowolony z faktu, że to właśnie dawny znajomy ma z nimi pracować. Młody nekromanta powoli uczy się śledczego fachu, przełamując niechęć reszty policjantów, dla których jego nazwisko kojarzy się z niezbyt chlubnymi sprawami.

Lektura "Clovisa" nie jest łatwym czytaniem. Nie oznacza też, że jestem czytaniem trudnym. Po prostu jest to powieść wymagająca od czytelnika skupienia i zatracenia w słowach. Autorka jest mistrzynią drobiazgu - o dziwo, nie męczącego. Po przeczytaniu książki nie wyobrażam sobie, że mogłoby zabraknąć jakiegokolwiek opisu czy historii. Początkowo bardzo skupia się na przedstawieniu nam bohaterów, przerywa akcję retrospekcjami, które mają przybliżyć czytelnikowi powiązania między postaciami. A z każdym rozdziałem jest ich coraz więcej, przy czym każda barwna, ciekawa i niekoniecznie pozytywna. Pojawia się również ktoś, kto spokojnie może rywalizować z Joffreyem z "Gry o tron" o miano najpaskudniejszej kreatury w literaturze.

Akcja kryminału toczy się równym, spokojnym tempem, żeby nagle wyskoczyć do góry, po czym znowu się uspokoić. Oczywiście poza końcówką, która, jak to w powieściach bywa, przyspiesza, wciąga i powoduje palpitacje serca. Pamiętajcie, żeby chociaż spróbować oddychać.

Minusem jest, według mnie, język jakim pisane są dialogi. O ile narrator pomaga nam wczuć się w klimat powieści pokazując naszym oczom dorożki, ubrania bohaterów czy wygląd mieszkań, o tyle bohaterowie mówią w sposób bardzo współczesny i trochę mi to przeszkadzało w poczuciu klimatu epoki.

Będę czekała na kontynuacje powieści, chociaż mam nadzieję, że druga część jeszcze bardziej skupi się na pracy Wydziału Spraw Magicznych niż na rodzinach bohaterów.

Powieść Anny Lange polecam raczej dorosłym czytelnikom, którzy oczekują od powieści czegoś więcej niż prostego czytadła.

 clovis_front_1000px

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Anna Lange

Tytuł: CClovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu

Dla kogo: dla dojrzałego czytelnika

 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

logo_sqn1

Recenzja z pamięci. Świetna trylogia Pauliny Hendel

norsevia

Moja długa przerwa w pisaniu bloga sprawiła, że mam w pamięci kilka naprawdę fajnych książek, które zasługują na to, żeby dostać chociaż krótką notatkę na moim blogu. Czasami, tak jak teraz, wykorzystuje chwilkę czasu, żeby o nich napisać.

Syn jednej z bibliotekarek ma podobny gust czytelniczy do mnie. Polecane przez niego książki biorę "w ciemno" i raczej się nie zawodzę. Tak tez było z trylogią Pauliny Hendel.

"Strażnik" mnie zachwycił - można by go nazwać polską (słowiańską) odpowiedzią na masowo wydawane antyutopie i dystopie. Na świecie w wyniku wojen przestaje działać elektryczność - nie ma komputerów, telefonów, światła, lodówek. Nic. Trzeba się nauczyć żyć od początku, używać starych sztuczek naszych przodków, np. na przechowywanie jedzenia. I to nie jest jedyny problem - z głębi lasów wychodzą z ukrycia stwory rodem z mitologii. Trzeba przetrwać...

Pomysł może nie wydaje się oryginalny, ale wierzcie mi - pierwszą część po prostu pochłonęłam i pobiegłam po drugą. Hubert jest świetnym bohaterem - nie jest idealny, czasami wkurza tak bardzo, że ma się ochotę kopnąć go w zad. I to jest jedna z zalet tej książki - pomimo nierealności sytuacji (Czyżby? Kto wie co nas czeka?) postacie były tak dobrze opisane, że wydawało mi się, że je znam. Nie czytałam o jakiś papierowych osobach - czytałam o prawdziwych ludziach, których poznałam i polubiłam. A przynajmniej takie miałam wrażenie :)

Teraz kiedy piszę recenzje już wiem, że wrócę do tej książki, a nawet poważnie rozważę kupienie wszystkich części na własność.

Jak na debiut to muszę przyznać, że jest naprawdę dobry. Nawet dziwi mnie dosyć mała reklama - przy dobrym marketingu moglibyśmy mieć z Pani Pauliny nową gwiazdę polskiej literatury. Jeżeli kolejne jej powieści będą tak fajne jak trylogia "Zapomniana księga" to na pewno jej nazwisko będzie wymieniane jednym tchem obok najpopularniejszych polskich twórców.

I tu padło słowo klucz- fajne. "Strażnik" i kolejne części to naprawdę fajne książki. Nie rzucają na kolana mistrzowskim językiem i raczej nie wejdą do kanonu lektur szkolnych (chociaż - czemu nie?), ale biją na głowę naprawdę wiele amerykańskich publikacji, które wskakują na nasz rynek określone jako "hit". Wiele razy zawiodłam się na takiej "rewelacyjnej" powieści z pierwszych miejsc. A tu proszę - nasza polska, młoda pisarka tak mnie do siebie przekonała. Mam nadzieję, że nowe książki Pauliny Hendel wyjdą jak najszybciej, trzymam za nią kciuki i naprawdę polecam trylogię "Zapomniana księga", która ląduje na mojej liście "ulubione".

 

zapomnianaksiegatom1straznikbiext35314283

 Moja ocena: 9/10

Autor: Paulina Hendel

Tytuł: 1. Strażnik. 2. Tropiciel. 3. Łowca

Dla kogo: Dla wszystkich - naprawdę dobra rozrywka.

Rozterki Noego

norsevia

Bóg stworzył ziemię i ludzi. Od chwili kiedy Ewa podała Adamowi jabłko ludzkość coraz częściej potykała się, aby w końcu upaść. Stwórca patrzył na to z coraz większą złością, aż postanowił ukarać swoje dzieci. Zesłał potop, a ostatniego prawego człowieka wyznaczył do uratowania zwierząt.

Wszyscy znamy historie Noego, więc po co ją przypominam?

W moje ręce trafiła komiksowa tetralogia - "Noe". I okropnie mnie zaskoczyła! Pozytywnie, oczywiście. Zawsze mnie zdumiewa jak twórcy potrafią spojrzeć na znaną historię raz jeszcze i zaprezentować ją po swojemu. Tak właśnie było w tym przypadku.

Scenarzyści - Darren Aronofsky i Ari Handel - stworzyli przypowieść o potopie od początku, skupiając się na emocjach, które musiały towarzyszyć budowniczemu Arki i jego rodzinie. Dodali do tego trochę magii i fantastyki, włączyli upadłe anioły i przedstawili świat jakiego nikt z nas nie chciałby poznać. Świat zepsuty i okrutny, gdzie nie ma już ludzi dobrych i bezinteresownych. Sam Noe nie jest przedstawiony jako człowiek oświecony czy pozbawiony wątpliwości. O nie - Noe się waha, podejmuje decyzje, które całkowicie nie zgadzają się z jego sumieniem, ale uważa, że tego chce Bóg.

Wszystkie emocje i wydarzenia podkreślają wspaniałe rysunki Niko Henrichona. To nie są kolorowe ilustracje bajeczki - wprost przeciwnie - mam wrażenie, że bury świat przedstawiony przez rysownika nie ma w sobie światła i nadziei. Każda plansza to małe dzieło sztuki - przepięknie narysowana z wieloma detalami. Zdarzało mi się, że zapomniałam czytać, bo tak pochłaniało mnie oglądanie każdego rysunku z osobna.

Szczerze polecam wszystkie cztery części.

okladka600w

Moja ocena: 8/10

Scenariusz: Darren Aronofsky i Ari Handel

Rysunki: Niko Henrichon

Dla kogo: Dla wszystkich dorosłych

Książka, którą uwielbiam

norsevia

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na leniwe lato - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na jesienną chandrę - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na długie zimowe wieczory - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na wiosenną melancholię - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Ostatnio przejrzałam stare wpisy na blogu i ze zdumieniem odkryłam, że nigdy nie zrecenzowałam na nim żadnej książki Moniki Szwai. To strasznie dziwne, ponieważ naprawdę lubię jej powieści, a ta, o której teraz napiszę należy do moich ulubionych.

Czasami śmieję się, że z niektórymi książkami jestem "poślubiona" - opiekuję się nimi, uwielbiam je i czytam w chorobie i zdrowiu. Tak właśnie jest z powieścią pani Moniki  - sięgam po nią co najmniej dwa razy w roku,a w dniach złego humoru potrafię przeglądać ulubione fragmenty.

"Stateczna i postrzelona" opowiada o grupie ludzi, którzy postanowili wprowadzić w czyn stwierdzenie "rzucam wszystko i wyprowadzam się w Bieszczady". Co prawda nie wyprowadzili się akurat w Bieszczady, ale sens został zachowany.

Mogłabym się teraz rozpisać dokładniej o bohaterach, o lekkości języka czy niebanalnych pomysłach. Tylko, że nie chcę. Chciałabym, żeby każdy kto zacznie czytać tę książkę odkrył samodzielnie wszystko to co mnie tak zachwyca. Żeby czytelnik poczuł tę przyjemność, którą daje lektura powieści poruszającej serce, ale nie dramatami tylko samym pięknem życia, przyjaźnią i miłością.

Myślę, że Monice Szwai udało się po prostu to, do czego dąży chyba każda autorka powieści obyczajowych (komedii romantycznych?). Napisała historię o ludziach, których nie da się nie lubić, i których chętnie by się odwiedziło. Zrobiła to z ogromnym wdziękiem, humorem i dodała tyle ciepła, że chyba każdy czytelnik poczuje jak w zły dzień wychodzi dla niego słońce.

stateczna 

 

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Stateczna i postrzelona

Autor: Monika Szwaja

Dla kogo: Dla tych, którzy potrzebują trochę humoru i ciepła

Liebster Blog Award

norsevia

A obiecałam sobie, że kolejny wpis będzie uczciwą recenzją. Jednak jeszcze jedna zabawa i wracam do oceniania :)

Zostałam nominowana przez Pabottyro do Liebster Blog Award i dziękuję jej za to :)

liebsterawards

Nie jestem najlepsza w tłumaczeniu (powinniście usłyszeć jak komuś tłumaczę drogę dojścia ;) ), dlatego skopiuję sobie od Patty:

 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

 

1. Z jaką książkową postacią najbardziej się identyfikujesz?

Właściwie nigdy nad tym nie myślałam :) Jakbym jednak miała wybrać to byłaby to Madame Olimpia Maxime z Harrego Pottera. Ona jest półolbrzymem, a twierdzi, że ma duże kości. Ja się najadłam słodyczy i pizzy i też teraz mówię, że mam grube kości ;)

2. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia na czytanie książek?

Zanim urodziłam dzieci uwielbiałam czytać w deszczowe popołudnia. Na dworze zimno i mokro, a ja z herbatką i pod kocykiem. Teraz ulubiona pora na czytanie to wtedy, kiedy dzieci śpią. Jak podrosną to wrócę do deszczowych popołudni.

3. 5 najlepszych/ulubionych pozycji, jakie zdarzyło Ci się przeczytać?

  • Cała saga "Kroniki drugiego kręgu" - zawsze mój numer jeden
  • Kazimierz Nowak - "Rowerem i pieszo przez czarny ląd"
  • Monika Szwaja - "Stateczna i postrzelona"
  • Harry Potter!
  • "Kroniki żelaznego druida" - też saga

Wiem, że miały być książki, ale nie potrafiłabym wybrać w tych sagach swojej ulubionej części.

4. Najbardziej znienawidzona książka to…

"Chłopi" - bardzo przepraszam, wiem, że to klasyka, ale sama myśl o tym utworze sprawia, że mam dreszcze.

5. Najlepszą adaptacją książki jest…

Nie będę oryginalna - "Pamiętnik".

6. Najbardziej wkurzający bohater książkowy to…

Wszyscy cudowni, przystojni i zabójczo zakochani w głównych bohaterkach mężczyźni. Jak Cztery z "Niezgodnej" lub Bishop z "Misji Ivy". Autorki naprawdę przesadzają z poziomem cukierkowości. Pobijają nawet Matta Hidalfa, który był po prosu denerwujący.

7. Moje hobby to (oprócz książek)

Rysowanie, jazda na rowerze i ostatnio, o dziwo, gotowanie.

8. Ulubiony autor to…

Helena Bonham-Carter oraz Ioan Gruffudd

9. Czy masz książkę, do której wracasz?

Wszystkie z punktu 3 i wiele więcej. Lubię wracać do książek. Zwłaszcza kiedy potrzebuje odprężenia, a wiem, że książka mi się podobała i dobrze się kończy.

10. Od jak dawna czytasz, oraz kto/co Cię do tego skłonił.

Rodzice. W domu zawsze było dużo książek, a rodzice dużo czytali. No i czytali mi i bratu na dobranoc. Mama chichotała nad Chmielewską, a ja myślałam "Jakie to super". Jak tylko nauczyłam się czytać samodzielnie to już mnie nic nie odciągnęło.

11. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Praca. Jestem bibliotekarką, a blog miał być ułatwieniem dla czytelników. Nadal jest reklamowany na stronie mojej biblioteki, ale jest już całkowicie mój własny.

 

Ok. czas na nominacje:

  1. Aga z "Happy Books"
  2. Czytadełko
  3. Wystawa z książkami
  4. Patrycję z "Wiecznie zaczytana"
  5. Blue Kuba Books
  6. Zacisze literackie
  7. Z książką do łóżka
  8. Chaotyczna A.
  9. Każdy kto ma ochotę :)

I na razie tyle, bo widzę, że ten temat krąży już po blogosferze od jakiegoś czasu :)

Moje pytania:

1. Czy jest jakaś postać drugoplanowa, której osobne przygody chętnie byś przeczytał/a?

2. Czy czytasz komiksy? Jakie?

3. Zwracasz uwagę na zwierzaki? Jakiego "zwierzęcego bohatera" chciałabyś mieć w domu (stwory też się liczą)?

4. Spróbuj porównać swoje pierwsze wpisy z bloga z tymi ostatnimi. Jest duża różnica?

5. Po jaki typ książki nigdy nie sięgasz? Dlaczego?

6. W jaki sposób piszesz recenzję? Robisz notatki w czasie czytania czy dopiero po ukończeniu książki?

7. Jak będziesz miał/a dzieci lub jeśli już masz to czy jest jakaś książka, którą chciałbyś/chciałabyś, żeby przeczytały?

8. Kupujesz książki na prezenty?

9. Czy jest jakaś książka, którą przeczytałeś/łaś, bo zachwyciła cię okładka?

10.Dlaczego prowadzisz bloga?

11. Dlaczego czytasz? Przecież to podobno niemodne!

Pisarze, którzy złamali mi serce

norsevia

Autorzy książek mają wielką moc. Dobry pisarz potrafi sprawić, że czytelnik się śmieje, płacze, irytuje. Opisuje tak swoich bohaterów, że marzysz o tym, żeby ich spotkać, poznać, zaprosić na piwo. Czasami jednak ulubiony pisarz robi coś co łamie czytelnicze serce.

Oto moja lista pięciu autorów, którzy złamali mi serce:

1. Ewa Białołęcka. Złamała mi serce, bo przestała pisać. "Kroniki drugiego kręgu" są lepsze niż ciasta, lepsze niż "Harry Potter". Ulubione fragmenty czytam na poprawę humoru lub kiedy jestem chora, czytam kiedy odkrywam, że już chyba z miesiąc nie czytałam o przygodach Kamyka. Kiedy skończyłam czytać "Piołun i miód" przez 4 lata (!) miałam w ulubionych stronę zapowiedzianej kolejnej książki. Codziennie sprawdzałam czy przy "Czasie złych baśni" pojawi się data premiery. Wiele razy pojawiała się nadzieja - ktoś dał datę premiery (i co pół roku ją przesuwał), pojawiła się okładka, aż wreszcie autorka udostępniła fragment powieści. A potem się skończyło. Minęło ponad 10 lat. Wiem, że są małe szanse, żeby ta książka kiedykolwiek wyszła, ale chyba nigdy nie przestanę na nią czekać.

2. Eoin Colfer. Złamał mi serce, bo nie przestał pisać. A dokładniej nie przestał pisać "Artemisa Fowla". Kiedy pierwszy raz przeczytałam historię młodego przestępcy myślałam, że zostanie drugim Harrym. Nie został. Po trzeciej części, która jest świetna, coś zaczęło się psuć. Czwartą jakoś przepchnęłam. Piątej już się nią dało. A wydano chyba z osiem, których już nawet nie próbowałam czytać...

3. David Nichols. Złamał mi serce zakończenie "Jednego dnia". Zanim przeczytałam tę powieść byłam przekonana, że to zwykłe czytadło. Okazało się, że książka na dużo więcej do zaoferowania. Jedynie zakończenie... łamie serce!

4. J.K. Rowling. Złamała mi serce, bo zabiła Freda. Ok - na stronach "Harrego Pottera" zginęło wiele bohaterów. Po Zgredku czy Dumbledorze płakałam okropnie. A jak się już rozpędziła w uśmiercaniu postaci było właściwie pewne, że zginie któryś  z Weasleyów. Tylko zabicie jednego z bliźniaków było takie...okrutne! Tak jakby czytelnika miała pocieszyć myśl, że został ten drugi. Beznadzieja!

5. Joanna Chmielewska. Wzięła i umarła. Nie no spoko, każdemu wolno. Tylko ona umarła tak chmielewskowo - złośliwie! Miałam wrażenie, że zawsze będą wychodzić jej nowe książki, że to się nigdy nie zmieni. Kiedy dowiedziałam się, że umarła naprawdę płakałam. Jak po kimś bliskim i lubianym. Kiedyś z moją mamą (też fanka - to ona właściwie mnie namówiła na Chmielewską) powiedziałyśmy, że jak się pisarce zemrze to kupimy dobre wino i wypijemy za to, żeby w niebie miała kasyno i wyścigi konne..   A dlaczego umarła złośliwie? Bo byłam wtedy w ciąży. Na rocznicę śmierci karmiłam piersią. Na druga rocznicę - znowu ciąża. Do tej pory nie udało nam się siąść razem i uczcić pamięci Wielkiej Pisarki.

1363776580_Chmielewska_Joanna_924_1_Warszawa_2000_

Kiedy ja czytam?

norsevia

Od kiedy urodził się Mały Pędzik słyszę bardzo często jedno pytanie - "Kiedy ja mam czas czytać"? Mam naprawdę wrażenie, że to nie do pomyślenia - mieć jeszcze czas na jakieś tam czytanie kiedy ma się dziecko. Gdy pojawił się Słoneczny Filozof to chór "Nie będziesz mieć czasu na książki" znacznie się powiększył.

A tu proszę jaka niespodzianka - nie dość, że czytam to jeszcze reaktywowałam bloga! I piszę! A to już w ogóle twór przedziwny - musi być tak, że albo jestem superbohaterem albo zaniedbuję dzieci albo wiążę i chowam pod dywan. Oczywiście tak nie jest :)

Czytanie kiedy ma się dziecko to wcale nie jest coś wielkiego. A mając dwójkę - jest jeszcze łatwiejsze.

Przede wszystkim muszę przyznać, żeby nie było za różowo, że to wcale nie jest tak, że urodziłam dziecko i nic się nie zmieniło. Ba - czuję się czasem jak po praniu mózgu - system wartości się wywrócił do góry nogami, czas wolny drastycznie się skurczył, a rzeczy, na które normalnie człowiek nie zwraca uwagi - stały się czymś ważnym.

Są rzeczy, z których zrezygnowałam: gotuję proste potrawy, zamiast tych wymagających wielogodzinnego bycia w kuchni, rower widzi mnie tylko nocą, na krótkich przejażdżkach, gdy zasną dzieciaki, kostium kąpielowy pokrył gruby kurz. Telewizję przestałam oglądać - obecnie telewizor służy do wyświetlania bajek na YouTube (Mały Pędzik ogląda wyłącznie to co jest śpiewane, a w TV tego mało. Najśmieszniejsze, że przez to ogląda dużo piosenek po angielsku i ostatnio powiedział, że lizak jest "pink", a nie "różowy". Mały Filozof nie ogląda telewizji, bo jest za mały).

Wróćmy jednak do tematu - jak z tymi książkami? Kiedy czytam? Czytam ciągle!

- rano, jeśli obudzę się przed chłopakami

- kiedy po śniadanku bawimy się razem w pokoju i autka stają się ważniejsze niż mama

- kiedy obiad się gotuje, a chłopcy akurat się grzecznie bawią

- kiedy dzieci śpią, a ja już posprzątałam i wyprałam

- kiedy tatuś wraca z pracy, chwilkę odpocznie i przejmie opiekę

- wieczorami

- po obiadkach u babć, kiedy to dziadkowie zajmują się wnukami

- kiedy tylko się da

Dużo czytałam też w czasie karmienia - trzymałam książkę jedną ręką i czasami czytałam ją bobaskowi na głos. I tak jakoś wyszło, że pierwszą książką, którą przeczytałam Pędzikowi jest biografia Shaquille O'Neala, a Filozofowi rozmowy z kabaretem Ani Mru Mru ("O dwóch takich co było ich trzech")

Faktem jest, że zrezygnowałam na jakiś czas z czytania "trudniejszych" książek, bo jak widać mój czas na książkę to często ukradzione 10-15 minut. Powoli jednak wraca do formy, bo Mały Filozof jest już na tyle duży, że szkraby bawią się ze sobą, a mamusi dają spokój. Poza tym nigdy nie byłam i raczej nie będę "perfekcyjną panią domu" - w mieszkaniu ma być czysto, ale co tydzień okien myć nie będę :), a zwierzaka w domu (jeszcze) nie mamy, więc sierść też nie jest problemem. I czas, który traciłabym na przesadne latanie ze ścierą przeznaczam na .... tam tada dam: czytanie :)

Mamusie też muszą mieć w końcu jakąś chwilkę dla siebie ;)

czyniemowlakowiczytacksiazki

 

 

Książka na lato... i jesień i zimę i wiosnę i zawsze

norsevia

Na lato i urlop szukamy książek, które dadzą nam  wytchnienie, zrelaksują lub rozweselą.Po prosstu pozwolą zapomnieć o świecie, który na jakiś czas zostawiliśmy w pracy czy szkole. Ja potrzebowałam jakiejś zabawnej książki - bardzo potrzebowałam się pośmiać. i od razu powiem wam, że trafiłam w dziesiątkę - przeczytałam "Nomen Omen" Marty Kisiel.

Główną bohaterką jest 25-lectnia dziewczyna o nietypowym imieniu.

- Jak się nazywasz?

- Salomea Przygoda.

- Niektórzy rodzice nie znają litości.

Salka wyprowadza się z domu, żeby uciec od zwariowanej, nieznającej granic rodziny. Znajduje pokój w tajemniczym domu we Wrocławiu, gdzie ma nadzieję zaznać trochę spokoju... Jak wiadomo, gdyby jej się to udało to nie byłoby książki :)

Okazuje się, że dziwaczne właścicielki posiadłości są jeszcze dziwniejsze niż Salka podejrzewała, a na domiar złego szurnięta rodzinka jakoś też nie chce usunąć się w cień. No i jeszcze we Wrocławiu jakoś niebezpiecznie się zrobiło...

Nie będę ukrywać jak bardzo ta książka mi się podobała. Jej ogromnym plusem jest humor, który trafił w mój gust. Umówmy się - nie jest to wyrafinowany dowcip, ale autorka nie zniżyła się też do poziomu topornych, prymitywnych żartów. Najbardziej lubiłam rozmowy Bartka z Niedasiem. Zestawienie dwój tak kontrastowych bohaterów było naprawdę świetne.

- Kilniemy gada osikanym kołkiem

Niby to dość powszechny i oklepany żart, ale w kontekście całej rozmowy położył mnie na łopatki. Nie będę jej cytować, żeby nie zepsuć potencjalnemu czytelnikowi zabawy.

Sama fabuła, chociaż momentami naprawdę oryginalna ma jeden minusik - dosyć przewidywalne zakończenie. ALE po pierwsze - czego miałam się spodziewać po tego typu książce? Po drugie rekompensuje to język w jakim jest napisana książka. Widać, że autorka jest świadoma swojego warsztatu i zdaje sobie sprawę co pisze - lekką, zabawną powieść, która ma wyluzować czytelnika, ale jednocześnie nie traktuje go jak kretyna.

Zaciekawiło mnie jeszcze coś innego: "Nomen Omen" dostanie ode mnie mocne 8/10. Nie jest to pozycja wybitna, która trafia czytelnika w serce, ale trafia za to w brzuch, który trzęsie się od śmiechu. Przejrzałam recenzje tej książki i bardzo często pojawiało się stwierdzenie: "Super, ale "Dożywocie" było lesze".

Zaczynam się bać tego "Dożywocia", bo jeszcze nie czytałam, a już mam wielkie nadzieje co do niej. Skoro przygody Salki tak mi się spodobały i rozbawiły to co dopiero będzie przy debiutanckiej powieści Marty Kisiel? Już na liście do przeczytania.

 

Ps. Osikany kołek... hehehe

 

nomenomen_martakisiel

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Nomen omen

Autor: Marta Kisiel

Dla kogo: Dla wszystkich, którzy mają ochotę się pośmiać :)

Komiksy nie są dla dzieci!

norsevia

Panuje ogólne przekonanie, że komiksy są wyłącznie dla dzieci. Jest to głupie przekonanie. Nie mam zamiaru owijać w bawełnę - osoba, która twierdzi, że książki graficzne są przeznaczone wyłącznie dla młodych czytelników jest w błędzie. Myślę, że właśnie z takiego przekonania wynikają pomyłki typu, mama z dwójką 10-latków w kinie na "Deadpoolu"  (skoro komiksy są dla dzieci to film na jego podstawie również ;) )

Ja osobiście komiksy uwielbiam - mam swoja niewielką (zawsze za małą) kolekcję. I niczego nie pożyczam - chyba, że ktoś zostawi w zastaw wątrobę!

Stereotyp o tym, że komiksy to śmieszne obrazeczki dla maluchów jest dla mnie osobiście przykra - niektóre pozycje są tak rewelacyjne, że przykro mi na myśl o ludziach, którzy odrzucają je, a powinni się nimi zachwycać. Historie rysunkowe mają naprawdę wiele do zaoferowania i dzisiaj postaram się to udowodnić.

Przede wszystkim nawet te komiksy, które są faktycznie "dla dzieci" mają swoje ukryte "smaczki". W "Kaczorze Donaldzie" bardzo często pojawiają się nawiązania do literatury (czasami są całe komiksy, np "Cierpienia młodego kaczora") lub prawdziwych postaci. Kaczki poznają Kwakassa, płyną na Kwaraiby. Jacek Karnowski, który tłumaczy "Giganty" od wielu lat, niejednokrotnie przyznaje, że specjalnie wplata zdania znane z powieści, filmów czy piosenek. W pierwszy tomiku z brzegu znalazłam informację, że Goguś wygrał konia w teleturnieju "Dwóch z jedenastu" (wybaczcie jakoś, mam kiepski aparat w komórce) :

gogus

Poza tym humor takich serii jak "Asteriks", "Calvin i Hobbes", "Lou", "Titeuf" i wielu, wielu innych jest tak uniwersalny, że dla zwykłego rozluźnienia można sobie to przejrzeć. Mam całą serię Asteriksa na własność i lubię czasem do nich zajrzeć. Tam również trafimy na wiele nawiązań do historii i kultury ("Wielki rów" to przecież "Romeo i Julia"). Decyzja Egmontu o niekontynuowaniu "Lou" złamała mi serce, jak również wielu czytelnikom. Tak samo  było z "Titeufem" - miałam czytelnika lat około 40, który wypożyczał je regularnie, a potem nagle przestał. Kiedy go o to zapytałam powiedział, że kupił sobie wszystkie dostępne i nie musi już teraz brać od nas. I uwierzcie - nie był to jakiś zdziecinniały Piotruś Pan, tylko normalny dorosły facet, który pierwotnie wypożyczył ten komiks synkowi.

Przykłady powyżej to jednak komiksy "uniwersalne" - gdzie te komiksy tylko dla dorosłych? I co w nich takiego wspaniałego? Odpowiedź jest oczywista - grafika! Niektóre komiksy zadziwiają dokładnością szczegółów, inne to po prostu małe dzieła sztuki. A przy tym treść wcale nie jest infantylna. Wielokrotnie są to rewelacyjne, prześmieszne przygodówki ("Launfest z Troy", czy "Ekho - Lustrzany świat") , wspaniałe, dające do myślenia fantasy ("Noe", którego scenariusz napisał Aronofsky), dbające o szczegóły historyczne ("Usagi Yojimbo") czy po prostu porażające grafiką historie ("Azymut").

Powieści graficzne mają coś dla każdego. Nawet fani popularnych książek mogą znaleźć ich komiksowe odpowiedniki. Jest prześlicznie narysowany "Zmierzch", jest "Percy Jackson" , "Hobbit", "Mały książę". Komiksowy świat jet naprawdę równie rozległy jak książkowy.

Na uwagę zasługują różne serie humorystyczne. O "Garfieldzie" - grubym, leniwym kocie słyszał chyba każdy. A kto słyszał o "Baby blues" - opowiadającej o młodych rodzicach? Uśmiałam się na tym okropnie. Dopiero kiedy miałam już dzieci dowiedziałam się, że to sama prawda. Myślę, że każdy oczekujący na nadejście potomka powinien go przeczytać, żeby wiedział co go czeka.

z7213716Q

 

 Na ekranach kin coraz częściej goszczą ekranizacje komiksów. Oczywiście prym wiodą superbohaterowie - każdego roku poznajemy coraz to nowe odsłony ich przygód. I w tym temacie jest tak samo - większość z komiksów jest w najlepszym razie dla nastolatków, ale całe mnóstwo jest takich naprawdę brutalnych lub o nieodpowiednich treściach (wspomniany już "Deadpool" czy "Lobo"). Poza tym skoro oglądamy coś w kinie, czytamy książki to dlaczego nie przeczytać też komiksu? Powieść graficzna to czasami trudniejsza sztuka niż powieść - jest mało miejsca na tekst, a większość emocji musi oddać rysunek. Rysownik musi się zgrać ze scenarzystą - muszą się zrozumieć, połączyć dwie wizje w jedną. Dopracować szczegóły. Powstanie tomiku komiksu to często ciężka praca - zastanówcie się nad tym kiedy następnym razem nazwiecie go lekceważąco - "bajeczką dla dzieci".

Postaram się w miarę szybko uzupełnić dział z recenzjami komiksów. Mam nadzieję, że kogoś przekonam chociaż do spróbowania przeczytania czegoś. W tej notatce użyłam jako przykładów dzieł, które sama znam i lubię, ale jest ich naprawdę cały świat! Czytajcie komiksy.

okladka600cb1okladka6001

W sklepie z ubraniami

wdm.dg

Życie nie jest idealne. Życie rzuca nam kłody pod nogi. Czasami uda nam się je przeskoczyć, a czasami potykamy się i upadamy twarzą w błoto. Musimy wtedy wstać i mieć nadzieję, że będzie lepiej. Walczyć.

Ten patetyczny początek sugeruje, że będę pisać o jakiejś poważnej książce. Wprost przeciwnie - "Vintage. Sklep rzeczy zapomnianych" jest powieścią z gatunku "czyta się lekko i przyjemnie". Ma jednak w sobie to "coś" i dlatego pozwoliłam sobie na, wybaczcie określenie, nadęty wstęp.

Susan Gloss w swoim debiucie przedstawiła nam kilka bohaterek, które dostały od losu te paskudne kłody. Obserwujemy jak łapią oddech, gramolą się z kolan i starają się iść dalej mimo przeszkód. Każdej ważnej sytuacji w ich życiu towarzyszy jakiś przedmiot (np. ubranie) i jego opis rozpoczyna każdy rozdział. Zwrócenie uwagi na rzecz, jako na świadka ważnego momentu w życiu było całkiem ciekawym zabiegiem. Nigdy nie myślałam o niczym w ten sposób, np. "kiedy byłam w tej bluzce to mąż mi się oświadczył". Może powinno się tak robić? Przecież dzięki temu coś zwykłego może stać się cenną pamiątką.

Poza tym motywem książka nie powala oryginalnością, ale czyta się ją miło i szybko, bohaterki dają się lubić i generalnie powieść spełnia swoją rolę babskiego czytadła na leniwe popołudnie. Zaznaczę nawet, że dzięki tematyce i pomysłowi wydaje się być odrobinkę lepsza i ciekawsza niż wiele innych przeczytanych wcześniej. Zdecydowanie będę ją polecała.

Żeby nie było zbyt kolorowo muszę zaznaczyć, że powieść posiada jeden, pokaźnych rozmiarów, minus. Jednak nie mogę o nim napisać bez zdradzania zbyt wiele ważnych części fabuły, dlatego napiszę tak:

Jeżeli nie czytałaś tej książki, a lubisz powieści obyczajowe dla kobiet, to ta pozycja jest jak najbardziej dla Ciebie.

Jeżeli przeczytałaś lub nie, ale chcesz wiedzieć co mi się tak nie podobało to dokończę tę myśl pod zdjęciem i danymi książki. Po raz kolejny podkreślam, że będzie to Gigantyczny spoiler.

vintageskleprzeczyzapomnianychbiext28044724

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Vintage. Sklep rzeczy zapomnianych

Autor: Susan Gloss

Dla kogo: Dla lubiących literaturę kobiecą

 

 

 

SPOILER SPOILER SPOILER

Zakończenie było obrzydliwie słodkie!

O wiele ciekawiej byłoby, gdyby Violet nie zeszła się z Samem i zdecydowała na inną formę posiadania dziecka. Amithi mogła zdecydować się na całkowite odcięcie od kontaktów z mężem. Gdyby autorka zdecydowała się na mniej cukierkowe zakończenie to całość była by zdecydowanie ciekawsza, dojrzalsza. A tak znowu wyszło na to, że happy end to po prostu wyrwanie faceta.

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci