wtorek, 17 kwietnia 2012
Nienawiść
Takich historii jest coraz więcej w prawdziwym życiu. Oglądamy je w programach informacyjnych przerażeni, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce. Napastnik wtargnął z pistoletem do szkoły i zabija kilka osób. szaleniec zabija grupę młodzieży. Można gapić się w ekran telewizora i szeptać do siebie "nie wierzę", ale to okazuje się prawdą. Człowiekowi aż mrozi serce. Myślę, że napisanie książki na taki temat jest bardzo odważne. Czy da się wyczuć co można napisać, a czego się nie powinno? Gdzie jest granica, przez którą mogę przejść jeśli chodzi o napastnika, czy mam go pokazać jako szaleńca czy normalnego człowieka. Naprawdę potrzeba wyczucia i odwagi. Z mieszanymi uczuciami wzięłam "Nienawiść" Jennifer Brown. Książka o TAKIM temacie i to dla młodzieży? Byłam zaintrygowana. Valerie jest szkolnym wyrzutkiem - ubiera się na czarno, farbuje włosy na czarno, przezywają ją "siostra śmierć", wyśmiewają się z niej. Jej chłopak, Nick, przeżywa to samo. Wspólnie tworzą listę "do odstrzału" - umieszczają na niej nazwiska ludzi, którzy ich nie akceptują, których nienawidzą. Aż pewnego dnia Nick zaczyna strzelać do ludzi w szkolnej stołówce, a Valerie próbując go powstrzymać ratuje życie koleżance. Od tego dnia życie dziewczyny staje się koszmarem - z jednej strony staje się bohaterką, która zasłoniła sobą koleżankę, z drugiej zostaje oskarżona o współudział. Książka koncentruje się przede wszystkim na Valerie, jej uczuciach i reakcjach. Nie ma tutaj krwawych opisów i wstrząsających scen, jest cierpienie, wzruszenia i przemyślenia. I to jest naprawdę niezwykłe w tej książce. Autorka stworzyła emocjonujący obraz całej historii za pomocą gorzkich wspomnień i bolesnej teraźniejszości, które przeplatają się ze sobą ukazując nam postać Valerii sprzed dnia masakry i zupełnie nowej, tej dojrzalszej i poranionej, z mętlikiem w głowie, próbującej się uporać jakoś z wyrzutami sumienia. Jeżeli ktoś się zastanawiał czy warto przeczytać - potwierdzam. Naprawdę warto.
Trochę niesmacznie.
Jakiś czas temu rozpoczęłam poszukiwania nowego serialu. Te, które lubiłam oglądać zostały zakończone, albo stały się okropnie nudne i przedłużane na siłę (ktoś was powinien kopnąć scenarzyści "Jak poznałem waszą matkę"!). Poszukując trafiłam na nowy serial z Laurą Prepon (ruda aktorka z "Różowych lat 70-tych). "Are You There, Chelsea?" okazał się być tym czego szukałam - lekkim, zabawnym, trochę pikantnym sitcomem. Przeglądając jego stronę internetową okazało się, że jest on na podstawie książki. Tego nie mogłam sobie darować - po krótkiej wycieczce po bibliotekach książka znalazła się u mnie. Zabrałam się do czytania. "W pozycji horyzontalnej" bardzo mnie zawiodło. Bardzo, bardzo. Książka opisywana jako "bezpruderyjny, szokujący i nieprawdopodobnie zabawny (...) debiut powieściowy", okazała się być owszem bezpruderyjna, ale raczej niesmaczna i momentami chamska, czasem wywołująca półuśmiech po jakimś sarkastycznym stwierdzeniu. Fabuła książki przedstawia się mniej więcej tak: jeden rozdział - jeden facet - jeden stosunek (lub parę) - następny rozdział. W serialu główna bohaterka jest postacią zwariowaną, złośliwą, wyzwoloną, pełną ciepła - taką, z którą chętnie by się zaprzyjaźniło. Dodatkowo towarzyszy jej grupa barwnych postaci, których nie da się nie polubić: sympatyczny barman, niewysoka kumpela, zapatrzona w siebie kelnerka (moja ulubienica:) ), stuknięty ojciec, rozhisteryzowana siostra (tu ciekawostka - w jej rolę wciela się autorka książek). Chelsea z książki to egoistyczny stwór, zapatrzony w siebie, o przyjaciołach i rodzinie tylko coś czasem napomknie, a cały dowcip książki opiera się głównie na obrażaniu innych i opisywaniu męskich narządów płciowych. Po przeczytaniu miałam tak naprawdę tylko jedną myśl - jakie to szczęście, że najpierw obejrzałam serial - po lekturze książki na pewno nie byłabym taka chętna do oglądania. Przykro mi, ale książki nie polecam. Znalazłam gdzieś na internecie opinię, że lepiej jest czytać w oryginale i to kolejne części. Może faktycznie to był mój błąd, ale i tak raczej po kolejne książki Chelsea Handler już nie sięgnę. Polecam serial, zwłaszcza kobietom :)
sobota, 11 lutego 2012
Wielkie zagadki
Wielkie umysły pozostawiły po sobie tajemnice - specjalne kody, szyfry i zagadki, które potrafią rozwiązać tylko nieliczni - specjaliści z danej dziedziny, wybitni naukowcy, archeolodzy albo pasjonaci, którzy poświęcili swoje życie jednemu zagadnieniu. Jak to wygląda w literaturze? Najpierw był kod, który porwał wszystkich. I maszyna ruszyła...
Oczywiście wymienione książki to nie wszystko - większość wymienionych autorów napisało jeszcze kilka takich książek. Myślę, ze fanom "Kodu Leonarda" na pewno nie zabraknie powieści do czytania. Zmierzch i inni
Kto dzisiaj nie słyszał o "Zmierzchu". Opowieść o miłości wampira i śmiertelniczki podbiła serca romantyczek. po przeczytaniu maja ochotę na więcej. A tytułów jest naprawdę mnóstwo. To tylko część listy - będziemy ja uzupełniać!
Harry Potter
Książki o Harrym Potterze maja ogromną liczbę fanów. Swego czasu był to najczęściej poszukiwany tytuł, a po kolejne części w księgarniach i bibliotekach ustawiały się kolejki. Nadal jest tak, że kiedy nadchodzą ferie, lato lub inna szkolna przerwa Powieści o małym czarodzieju znikaja z półek wypożyczalni. A co czytać jeśli już przeczytaliśmy Harrego z 5 razy i chcemy coś równie ciekawego?
Ciekawe ksiązki w stylu „Harrego Pottera”
Książki podobne do "Marley i ja"
Człowiek kocha swojego psa. Swojego demolującego dom, śliniącego się, zjadającego kapcie, pełnego radości i chęci przytulania się (zwłaszcza kiedy cały w błocie) psa. Miło jest się dowiedzieć, że nie tylko my mamy problemy z naszym domowym urwisem. A wszystko zaczęło się od MArleya
Ksiązki podobne do "Gone"
Brak dorosłych, próba przetrwania, świat z dziwnymi zasadami. Jeśli lubisz takie książki to przeczytaj:
środa, 08 lutego 2012
O modzie w bardzo ciekawy sposób
- Z czym Ci się kojarzy moda? - No eee... z modelkami, anoreksją, dziwnymi sukienkami i niemęskimi facetami. Znacie takie rozmowy? też macie podobne skojarzenia? O nie, moda to nie tylko chude modelki i drogie, śmieszne ciuchy, których nikt normalny nie włoży. A skąd to wiem? Z książki "Sukces według Teen Vogue". Po szybkim przejrzeniu książki, pierwsze co rzuca się w oczy to świetna szata graficzna. Niezwykłe zdjęcia, ciekawe układy graficzne, kolorystyka - wszystko to sprawia, że nawet osoby nie interesujące się szczególnie modą - przejrzą tę pozycję z zaciekawieniem. A strefa wizualna to dopiero początek dobrego wrażenia. Treść całej książki podzielona jest na siedem głównych rozdziałów:
W książce zaprezentowanych jest bardzo wiele osobistości związanych z modą - czytelnik znajdzie wywiady, wypowiedzi, zdjęcia związane z pracą w danym temacie i, oczywiście, gwiazdy w ciuchach danego twórcy. Osobowości typu Marc Jacobs i Karl Lagerfeld zdradzają czytelnikom swoje małe tajemnice i radzą jak zaistnieć. Największym atutem tej pozycji są wszelkiego rodzaju dodatki - nie tylko te, które znajdują się na końcu książki. Każdy rozdział zwiera różnego rodzaju niezbędniki - projektanta, stażysty, redaktora, wizażysty i fotografa, w których znajdziemy wiele porad i dobrych pomysłów. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Książka jest na pewno niezbędna, dla każdego kto modę uwielbia, ale myślę, że zainteresuje również osoby, które lubią sobie po prostu poprzeglądać czasopisma i obejrzeć "Top model" :)
Smoki w dużych ilościach
Uwielbiam książki o smokach. Jeśli się tylko dowiem się o jakiejś nowej powieści pędzę do księgarni, bo już musi być moja. Jakiś czas temu usłyszałam o cyklu "Temeraire" z zaznaczeniem, ze jest to coś co powinnam przeczytać. Zdziwiłam się, bo tytuł cyklu skojarzył mi się ze statkiem, a nie jest to temat, który szczególnie by mnie fascynował. Oczywiście smok na okładce książki uświadomił mi, że to jest jednak coś dla mnie :) . Akacja serii dzieje się w czasie wojen napoleońskich. Opowiada historię kapitana Willa Laurence'a, którego okręt przechwytuje francuską fregatę i odkrywa, że na pokładzie znajduje się jajo smoka. Zwierzątko wykluwa się na morzu i na swojego opiekuna wybiera sobie Laurenca, który w związku z tym musi porzucić służbę w marynarce, wstąpić do Korpusu Powietrznego i przejść szkolenie bojowe. Anglię czeka bowiem inwazja napoleońskich sił powietrznych. Pierwsza część cyklu Naomi Novik jest naprawdę rewelacyjna książką. Zachwycający jest sposób w jaki autorka połączyła świat rzeczywisty z fantastyczym i stworzyła nową, całkiem wiarygodną historię. Warto przeczytać "Smoka jego królewskiej mości" choćby po to, by przekonać się jak takie spojenie światów wyszło. Największym jednak atutem książki jest duża ilość smoków - ich ras, opisów, charakterów. Każdy jest inny, ma własną historię, przyzwyczajenia, osobowość, czy nawet inteligencję. Potraktowane są dosyć oryginalnie - zwykle w książkach fantasy dragony opisywane są jako "prastare istoty o wielkiej mądrości", lub w drugą stronę - nie potrafiące mówić, wielkie jaszczury, okrutne drapieżniki. W "Temeraire" natomiast mamy młodego smoka, szczeniaka, którego trzeba uczyć, dlaczego nie wolno jeść cudzych owiec, wielką Leatificat, czy głupiutkiego Volatilusa. Trochę gorzej wypadają ludzie - Will jest irytująco uczciwy i honorowy, a jeśli ktoś był głupi na początku będzie głupi na końcu. Nie ma przemian, ewolucji charakterów i szarości. Kogoś albo lubimy albo nie i raczej się to nie zmieni. Minusem książki są niestety jej kolejne części. Druga momentami przynudzała bardzo, trzeciej nie przeczytałam w całości. O kolejnych się nie wypowiadam, bo jak utknęłam w połowie "Wojny prochowej" tak na razie tam zostałam. Nie wiem - może miałam wtedy gorszy dzień, ale na razie poczytam coś innego. Samą pierwszą część polecam jak najbardziej :)
wtorek, 07 lutego 2012
Wampir, ale inny
Z mangą często jest ten problem, że jest bardzo brutalna. Kiedy czytam cykl przeznaczony dla nastolatków raczej nie spodziewam się rozlewu krwi, prób gwałtów czy okrutnych morderstw. A tu, proszę bardzo - są. Mnie osobiście to jakoś strasznie nie przeszkadza, w Japonii to chyba też żaden problem, ale ciężko jest, z czystym sumieniem, polecić polskiej nastolatce komiks, w którym znajdzie taką scenę. Może przesadzam, ale zawsze mam przed tym opory. Niedawno trafiłam na mangę o wampirach i z ciekawością po nią sięgnęłam. Zainteresowało mnie jak twórcy komiksów poprowadzą ten modny ostatnio temat. Bałam się jednak, że pojawi się problem zbytniej brutalności - w końcu wampiry najczęściej atakują i zabijają ludzi - rysownicy mogli w takim wypadku zafundować czytelnikowi naprawdę drastyczne obrazy. na szczęście niepotrzebnie się tego obawiałam. "Wampirzyca Karin" jest fajną mangą o nietypowym wampirze, gdzie dużą część fabuły zajmują "męki dorastania". Można się pośmiać, czasem trochę wzruszyć, a główna bohaterkę zdecydowanie da się polubić. Istnienie wampirów i ich pragnienie jest potraktowane bardzo nietypowo. Osobiście uwielbiam tę szurniętą rodzinę, która robi wszystko, żeby wieść o dziwactwie Karin nie rozpowszechniła się wśród innych wampirów. Polecam fanom mangi i dziewczynom od 15 roku życia.
Przepraszam za wygląd tej notatki, ale mam jakąś blokadę kiedy próbuje pisać o Karin. Podchodziłam do tego tekstu już 3 razy. Może dlatego, że to co można o niej napisać to po prostu - fajne, przeczytajcie.
czwartek, 02 lutego 2012
Archipelag Gułag
Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką był fascynujący, lecz drastyczny obraz świata kłamliwych i spaczonych przez system komunistyczny, niektórych komórek państwa ZSRR. Książka ta nosi tytuł "Archipelag Gułag" Aleksandra Sołżenicyna. Wybrałem ten tytuł, ponieważ bardzo interesuje mnie ta część historii świata, w której sąsiad sprzedaje sąsiada, a żaden nawet niewinny obywatel nie może spać spokojnie, ponieważ milicja w każdej chwili może zapukać do drzwi z nakazem aresztowania - nigdy nie tłumacząc za co i pod jakim zarzutem. Książka opowiada o losie właśnie Aleksandra Sołżenicyna niewinnie skazanego za nie wiadomo co i umieszczonego w sowieckim obozie pracy, zwanym dźwięcznie GUŁAGIEM. Autor opisuje działanie milicji od aresztowania poprzez przesłuchanie do zesłania wreszcie na Sybir, gdzie każdy dzień jest walką o życie w nieludzkich warunkach. Opisuje po prostu swój los oraz losy innych więźniów... Podobało mi się jak autor realistycznie opisywał obozowe życie i jak ukazał głupkowaty system komunistyczny zwalczający swoich obywateli i chcący wszystko wiedzieć. Mydlący oczy politycy okradają swoich współrodaków, a co jest absurdem robią to prawnie i legalnie bo sami ustawili prawo. W książce podobało mi się wszystko - jedyne co mogę zarzucić tej książce to trudny język. Niekiedy musiałem powtarzać rozdziały, ponieważ autor pisze dość twardym językiem. Na tle innych książek wypada w zasadzie ok, lecz trudniej się ją czyta porównywalnie np z "Ucieczką z Auschwitz" Andrieja Pogożewa. Tą czyta się jednym tchem a "Archipelag Gułag" już nie. Książkę poleciłbym naszym politykom ale i tak to bez sensu ponieważ nie zrozumieliby przesłania nawet kiedy TO by na nich zawarczało a co gorsza ugryzło w tyłek;)
Damian Recenzja czytelnika biorąca udział w styczniowej edycji konkursu. Przyznano wyróżnienie. Wypijmy, nim zacznie się wojna
Zacznijmy od tego, iż czytaniem książek miałem się zająć na emeryturze. Jednak za sprawą przemiłych bibliotekarek i serii książek, którą mam zamiar zachwalać wróciłem na łono czytelników.
Recenzja czytelnika biorąca udział w styczniowej edycji konkursu.
wtorek, 17 stycznia 2012
Akademia księżniczek
Kiedy dziewczynka jest mała marzy o tym, żeby zostać księżniczką. Chodzić w pięknych sukniach, urządzać bale, no i oczywiście spotkać księcia na białym koniu. W pewnym momencie każda kobieta utrzymuje, że z tego marzenia wyrosła, ale drodzy chłopcy i mężczyźni nie wierzcie w to. Z tego się nie wyrasta. Gdy po raz pierwszy przeczytałam opis "Akademii księżniczek" poczułam jakieś piknięcie w miejscu gdzie przechowywane są dziecięce marzenia. Książka o tym, że zakładana jest szkoła, w której dziewczyny uczą się jak być żoną księcia? Nauka dobrych manier, dyplomacji, etykiety, filozofii i ekonomii? Suuuper. Miri i dziewczęta z jej wioski zostają do takiej szkoły wysłane - jedna z nich ma zostać księżniczką. Tylko czy Miri tego chce? Ma 14-lat i jej młode serce ucieka w stronę kolegi z wioski, a nie księcia, którego nigdy nie widziała. Z drugiej strony jej tata nie musiałby już pracować, zapewniłaby siostrze mieszkanie, zobaczyłaby świat. Poza tym ma dosyć ciągłego słuchania swojej ostrej nauczycielki, która ciągle powtarza im, że są nieokrzesane, sprawiają problemy, że nie wolno się odzywać, mają słuchać i być posłuszne. Dziewczyna postanawia udowodnić, że wcale nie jest gorsza. Zaczyna się pilnie uczyć, aż w końcu przeciwstawia się srogiej nauczycielce. Tylko co z tego wyniknie? Powieść Shannon Hale można określić jednym, młodzieżowym słowem - fajna. Przyjemnie i szybko się czyta, a bohaterowie nie irytują przewlekłą głupotą (tak księżniczko Mio o Tobie mówię ;) ). To taka baśń, która została pozbawiona przesadnej słodyczy i dzięki temu wyszła całkiem zgrabnie napisana powieść, z dosyć oryginalną fabułą. Można sobie też uświadomić, że bycie księżniczką to nie jest sam miód, a czasami trzeba przełknąć sporą dawkę piołunu. Książka ma tylko jedna wadę - nie jest dla wszystkich. Zdarzają się powieści dla młodzieży, którymi z przyjemnością zaczytują się dorośli (np. seria "Zwiadowcy"). "Akademia księżniczek" jest raczej przeznaczona dla dziewczyn wieku od 9-ciu do 16-u lat, chociaż się nie upieram - może dziewczęta w wieku 116-u lat też chętnie sięgną po tę książkę.
Napisz recenzję
Zapraszamy do udziału w comiesięcznym konkursie na recenzję książki! Konkurs trwa cały rok - co miesiąc wybieramy jednego zwycięzcę. Recenzję dowolnej książki można wysłać na adres : czytelnia@biblioteka-dg.pl lub przynieść do Czytelni Biblioteki Głównej Każdy może wziąć udział - nie ma ograniczenia wiekowego. W przypadku dużej liczby zgłoszonych prac zostaną one podzielone na kategorie (np. wiekowe) i wtedy będzie więcej zwycięzców.
Każda recenzja zostanie umieszczona na naszym blogu z recenzjami - ogryzki.blox.pl
Zastrzegamy sobie prawo do wprowadzania poprawek w publikowanych pracach!!!
wtorek, 27 grudnia 2011
Pan Czarodziej Beręsewicz
Przez święta nie ma czasu na czytanie. Trzeba przygotować wigilię, obiad na pierwszy dzień świąt, bo przyjedzie rodzina, a w drugi dzień świąt odpoczywa się najchętniej bez ruchu przed telewizorem. Albo bierze taką książkę, która absolutnie nie wymaga uruchomienia procesów myślowych. Jaką wziąć książkę, żeby mózg odpoczął? Najlepiej dla dzieci - coś miłego, prostego i łatwego. W ten oto sposób poznałam Ciumków. "Ciumkowe historie (w tym jedna smutna)" jest zbiorem opowiadań, w których poznajemy niektóre zdarzenia z życia sympatycznej rodzinki. Paweł Beręsewicz nie opowiada nam kolejnej historii "jak dzieci uratowały świat" czy "wstrząsające prawdy o życiu". Nie, książka o Ciumkach to obrazy z życia zwykłej rodziny - każde wydarzenie, które poznajemy, może przydarzyć się w prawdziwym życiu. Już pierwsze opowiadanie "Muzeum historii Ciumków" pokazuje co tak niezwykłego jest w tej książce. Rodzina wynosi na strych stare ubrania, które już nie pasują na dzieci - koniec opowiadania. Jak to możliwe, że taka historia jest ciekawa i wyjątkowa? To już jest zasługa autora, który posiadł magiczną umiejętność opisywania zwykłych sytuacji. Pan Czarodziej Beręsewicz sprawił, że wyprawa na strych stała się zabawna, barwna i interesująca. I tak jest z każdym zdarzeniem z życia Ciumków - bez względu na to czy poznajemy lekcję baletu, wyprawę w góry, czy spotkanie rodzinne - nos czytelnika z książki nie wyjdzie. Magiczna, pisarska siła, która sprawia, że zwykłe rzeczy stają się niesamowicie ciekawe przyklei go aż do ostatniej strony. Nie ma co ukrywać - rodzina Ciumków skradła mi serce. Polecam książki o nich wszystkim od lat 3 do 103. I jeszcze starszym też.
Cytat z książki o dorastaniu:
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
|