Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Literatura kobieca

Książka, którą uwielbiam

norsevia

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na leniwe lato - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na jesienną chandrę - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na długie zimowe wieczory - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Kiedy ktoś pyta mnie o książkę na wiosenną melancholię - polecam "Stateczną i postrzeloną".

Ostatnio przejrzałam stare wpisy na blogu i ze zdumieniem odkryłam, że nigdy nie zrecenzowałam na nim żadnej książki Moniki Szwai. To strasznie dziwne, ponieważ naprawdę lubię jej powieści, a ta, o której teraz napiszę należy do moich ulubionych.

Czasami śmieję się, że z niektórymi książkami jestem "poślubiona" - opiekuję się nimi, uwielbiam je i czytam w chorobie i zdrowiu. Tak właśnie jest z powieścią pani Moniki  - sięgam po nią co najmniej dwa razy w roku,a w dniach złego humoru potrafię przeglądać ulubione fragmenty.

"Stateczna i postrzelona" opowiada o grupie ludzi, którzy postanowili wprowadzić w czyn stwierdzenie "rzucam wszystko i wyprowadzam się w Bieszczady". Co prawda nie wyprowadzili się akurat w Bieszczady, ale sens został zachowany.

Mogłabym się teraz rozpisać dokładniej o bohaterach, o lekkości języka czy niebanalnych pomysłach. Tylko, że nie chcę. Chciałabym, żeby każdy kto zacznie czytać tę książkę odkrył samodzielnie wszystko to co mnie tak zachwyca. Żeby czytelnik poczuł tę przyjemność, którą daje lektura powieści poruszającej serce, ale nie dramatami tylko samym pięknem życia, przyjaźnią i miłością.

Myślę, że Monice Szwai udało się po prostu to, do czego dąży chyba każda autorka powieści obyczajowych (komedii romantycznych?). Napisała historię o ludziach, których nie da się nie lubić, i których chętnie by się odwiedziło. Zrobiła to z ogromnym wdziękiem, humorem i dodała tyle ciepła, że chyba każdy czytelnik poczuje jak w zły dzień wychodzi dla niego słońce.

stateczna 

 

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Stateczna i postrzelona

Autor: Monika Szwaja

Dla kogo: Dla tych, którzy potrzebują trochę humoru i ciepła

W sklepie z ubraniami

wdm.dg

Życie nie jest idealne. Życie rzuca nam kłody pod nogi. Czasami uda nam się je przeskoczyć, a czasami potykamy się i upadamy twarzą w błoto. Musimy wtedy wstać i mieć nadzieję, że będzie lepiej. Walczyć.

Ten patetyczny początek sugeruje, że będę pisać o jakiejś poważnej książce. Wprost przeciwnie - "Vintage. Sklep rzeczy zapomnianych" jest powieścią z gatunku "czyta się lekko i przyjemnie". Ma jednak w sobie to "coś" i dlatego pozwoliłam sobie na, wybaczcie określenie, nadęty wstęp.

Susan Gloss w swoim debiucie przedstawiła nam kilka bohaterek, które dostały od losu te paskudne kłody. Obserwujemy jak łapią oddech, gramolą się z kolan i starają się iść dalej mimo przeszkód. Każdej ważnej sytuacji w ich życiu towarzyszy jakiś przedmiot (np. ubranie) i jego opis rozpoczyna każdy rozdział. Zwrócenie uwagi na rzecz, jako na świadka ważnego momentu w życiu było całkiem ciekawym zabiegiem. Nigdy nie myślałam o niczym w ten sposób, np. "kiedy byłam w tej bluzce to mąż mi się oświadczył". Może powinno się tak robić? Przecież dzięki temu coś zwykłego może stać się cenną pamiątką.

Poza tym motywem książka nie powala oryginalnością, ale czyta się ją miło i szybko, bohaterki dają się lubić i generalnie powieść spełnia swoją rolę babskiego czytadła na leniwe popołudnie. Zaznaczę nawet, że dzięki tematyce i pomysłowi wydaje się być odrobinkę lepsza i ciekawsza niż wiele innych przeczytanych wcześniej. Zdecydowanie będę ją polecała.

Żeby nie było zbyt kolorowo muszę zaznaczyć, że powieść posiada jeden, pokaźnych rozmiarów, minus. Jednak nie mogę o nim napisać bez zdradzania zbyt wiele ważnych części fabuły, dlatego napiszę tak:

Jeżeli nie czytałaś tej książki, a lubisz powieści obyczajowe dla kobiet, to ta pozycja jest jak najbardziej dla Ciebie.

Jeżeli przeczytałaś lub nie, ale chcesz wiedzieć co mi się tak nie podobało to dokończę tę myśl pod zdjęciem i danymi książki. Po raz kolejny podkreślam, że będzie to Gigantyczny spoiler.

vintageskleprzeczyzapomnianychbiext28044724

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Vintage. Sklep rzeczy zapomnianych

Autor: Susan Gloss

Dla kogo: Dla lubiących literaturę kobiecą

 

 

 

SPOILER SPOILER SPOILER

Zakończenie było obrzydliwie słodkie!

O wiele ciekawiej byłoby, gdyby Violet nie zeszła się z Samem i zdecydowała na inną formę posiadania dziecka. Amithi mogła zdecydować się na całkowite odcięcie od kontaktów z mężem. Gdyby autorka zdecydowała się na mniej cukierkowe zakończenie to całość była by zdecydowanie ciekawsza, dojrzalsza. A tak znowu wyszło na to, że happy end to po prostu wyrwanie faceta.

Kiedy odszedłeś

wdm.dg

Wiadomo jest, że jeżeli jakaś książka nas zachwyci to sięgniemy po jej kontynuację. Czekamy niecierpliwie na dzień premiery lub dostawy nowości do biblioteki. Jest! Mamy ją w rękach! Czytamy!

"Kiedy odszedłeś" jest kontynuacją zachwycającej (moim zdaniem - recenzja) powieści "Zanim się pojawiłeś". Naprawdę nie mogłam się doczekać kiedy ją dostanę i przeczytam. I, niestety, jestem trochę zawiedziona...

Nowa książka o Lou zaczyna się jakieś półtora roku po zakończeniu pierwszej części. No dobra - SPOILER SPOLIER SPOILER. Myślę, że nie da się opisać fabuły bez zdradzania zakończenia jedynki, więc - Will umarł. A właściwie popełnił samobójstwo. Lou nie może się po tym pozbierać - pomimo podróży po świecie, a potem nowego mieszkania zapada się w swój smutek. Nic nie wskazuje na to, żeby coś mogło wyrwać ją z odrętwienia w jakie wpędza ją żałoba. Z rodziną kontaktuje się rzadko, z rodzicami ukochanego nie ma kontaktu wcale. Nagle coś się wydarza, akcja przyspiesza, pojawiają się nowe osoby w jej życiu.

Najnowszej książce Jojo Moyes powinno się wystawić dwie oceny - pierwszą jako nota kontynuacji, a drugą jak dla osobnej książki. Powieść szybko się czyta i myślę, że jako osobna pozycja, nie związana z "Zanim się pojawiłeś" robi dobre wrażenie. Obserwujemy jak bohaterka po przeżyciu traumy powoli wraca do życia. Czepia się tych małych okruchów, które mogą ją wyrwać z odrętwienia, jak zmienia się jej nastawienie do świata, otwiera się na nowe wyzwania i ludzi. W tym aspekcie autorka jest prawie mistrzynią. Niestety to wszystko sprawia, że powieść jest... gorzka i szara. Wszystko co się dzieje widzimy przez pryzmat tej okropnej szarości - to powolne gramolenie się do światła, ale po drodze w większości jest smutek i niepewność. Dlatego właśnie "Kiedy odszedłeś" nie pasuje mi jako kontynuacja historii Lou i Willa. W pierwszej części, pomimo ciężkiego tematu, było coś takiego, że czytelnik miał nadzieję, mógł się uśmiechnąć. Tutaj tego prawie nie ma - do tych paru chwil oddechu brnie się przez gęsta mgłę.

Dlatego właśnie książce należą się dwie oceny - druga część zagubiła tę lekkość, ale nadal jest to kawałek dobrej literatury obyczajowej.

Dla zainteresowanych - myślę, że można spokojnie przeczytać bez jedynki lub tylko po obejrzeniu filmu. Są może dwa wątki, których można nie zrozumieć bez znania poprzednika, ale nie mają one większego wpływu na fabułę.

kiedyodszedlescbig649359

Moja ocena: Jako osobna książka 7/10, jako kontynuacja 5,5/10

Tytuł: Kiedy odszedłes

Autor: Jojo Moyes

Dla kogo: Dla kobiet

Walka o decyzję

wdm.dg

      Osoby, które nie czytają pytają mnie czasem dlaczego tak lubię czytać. Właściwie ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie i nie używać banalnych sformułowań - wyobraźnia, odpoczynek, inny świat. Myślę, że wczoraj w nocy kiedy skończyłam czytać "Zanim się pojawiłeś" odkryłam nową odpowiedź na to pytanie - lubię czytać, bo trafiam na takie książki jak "Zanim się pojawiłeś".

       W czerwcu na ekranach kin pojawi się film na podstawie książki Jojo Moyes. Główną rolę żeńską zagra tam Emilia Clarke, znana z ekranizacji "Gry o tron". Właśnie tak trafiłam na tę książkę - sprawdzałam czy aktorka grająca Daenerys występuje jeszcze w jakiś ciekawych projektach.

       "Zanim się pojawiłeś" bardzo łatwo jest zakwalifikować jako kolejny dramat czy melodramat, na którym kobiety wypłakują oczy, a mężczyźni są zirytowani, że ich partnerki kazały im oglądać coś takiego. Opis może nawet łatwo sugerować coś takiego: Młoda dziewczyna, która nie może znaleźć pracy decyduje się podjąć opiekę nad niepełnosprawnym mężczyzną. Will w wyniku wypadku został sparaliżowany. Lou postanawia udowodnić mu, że jego życie może być jeszcze emocjonujące i ciekawe.

       Co zatem jest tak niezwykłego w tej książce? Po pierwsze - czas. W większości powieści tego typu miłość to ta od pierwszego wejrzenia lub wybuchająca nagle i niespodziewanie między wrogami czy przyjaciółmi. Tutaj miłość się rodzi i rozwija niczym kwiat na filmach przyrodniczych. Nie ma akcji, która zamyka się w tygodniu czy dwóch, nie ma też wielkich przeskoków, łatwizn typu "minęło parę miesięcy". Czytelnik obserwuje relacje dwojga ludzi, którzy spędzają ze sobą pół roku. I właściwie każdy tydzień ma swoje strony, autorka nie pomija nawet niewielkich akcji, które mogą wpłynąć na uczucia bohaterów. Czytelnik już wie, że oni się kochają, ale nie jest to wiedza, którą nabywamy od narratora, jest to wiedza jaką ma człowiek, który patrzy z boku na dwójkę znajomych i uśmiecha się pod nosem myśląc o tym co niedługo się między nimi zdarzy.

      Bohaterowie... polubiłam ich. I o ile zmiany w WIllu pod wpływem Lou można się było domyślić, to bardzo zafascynowała mnie zmiana, która zaszła w tej dziewczynie. Dodatkowo cała galeria postaci drugo i trzecioplanowych była dopełnieniem całego obrazu. Nie była dodatkiem, który musi pojawić się z książce, tylko właśnie uzupełnieniem, który również miał znaczenie dla całości.

     No i tematyka niepełnosprawności - nie wiem czy autorka ma doświadczenie osobiste czy wykonała kawał porządnej kopaniny w artykułach i innych możliwych dojściach do tematu, ale widać, że nie chciała potraktować tematu jako zwykłej przeszkoda dla zakochanych. Bycie przy osobie niepełnosprawnej i chęć pomocy jest właściwie równorzędną fabułą do uczuć i emocji. Przynajmniej ja, raczej laik w tym, jakże ważnym temacie, tak to odczułam.

    Nie wiem jak ta historia zostanie potraktowana w filmie, na forum filmu widziałam opinię, że może zostać zmienione zakończenie. Mam nadzieję, że tego nie zrobią.

     Wiem jednak, że lubię czytać książki, bo czasami mi się udaje  i trafiam na takie książki jak "Zanim się pojawiłeś". Śmieję się i płaczę. Zastanawiam nad historią i nad tym co dalej. A kiedy kończę czytać książkę, to kończą się tylko litery. Całość nadal jest we mnie, pytania, do zadania których popchnęła mnie autorka, emocje i przeżycia, które zafundowali mi bohaterowie. Wątpliwości. Uczucia. Treść.

 

7730927.3

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Zanim się pojawiłeś

Autor: Jojo Moyes

Wydawnictwo: Świat książki

Dla kogo: Kobiety czytajcie, mężczyźni spróbujcie :)

Okrutne zakończenie

wdm.dg

      Wyzwania czytelnicze to bardzo fajna sprawa. W poprzednim miesiącu dzięki nim przeczytałam powieść, na którą nigdy bym nie trafiła. W tym miesiącu znowu postanowiłam połączyć dwa wyzwania - tym razem HASŁO i Z PÓŁKI. Po raz kolejny akcja ma pozytywny wynik, ale nie dlatego, że trafiłam na super książkę - tym razem dzięki wyzwaniom na moich przeładowanych półkach będę miała miejsce na nową książkę.

      Po niezwykłym "Pamiętniku" i ślicznej "Jesiennej miłości" chętnie nabywałam kolejne pozycje Nicholasa Sparksa. Niestety ze względu na brak smoków ;) i duży napływ nowości zawsze myślałam o nich "przeczytam innym razem". Ten czas jednak jakoś nie nadchodził, aż w końcu musiałam przeczytać jakąś książkę, która w swojej treści zawierała LIST oraz została przeze mnie zakupiona i stała na półce. I tak zabrałam się za czytanie "I wciąż ja kocham".

     Książka opowiada o miłości Johna i Savannah, którzy zakochują się w sobie na jednej z wakacyjnych plaż. On podczas przepustki w wojsku odwiedza ojca, ona jest wolontariuszką budującą domy. Uczucie między nimi jest wielkie i szczere, obiecują sobie, że pomimo odległości uda im się wytrwać razem. Dziewczyna wiernie czeka i pisze listy, a John marzy o niej bez przerwy - niedługo wyjdzie z wojska i będą mogli się pobrać. Niestety, zamach z 11 września sprawia, że mężczyzna zostaje w wojsku dłużej i to kończy ich związek. Nie kończy to jednak miłości i nawet po latach rozłąki nasz bohater postanawia jeszcze raz spotkać ukochaną.

     Jest mi niesamowicie przykro, że muszę to napisać. Nie podobało mi się. Ładna historia, dobrze napisana, interesujące postaci, ale posiada dwa ogromne minusy, których nie mogłam przełknąć. Pierwszy to irytująca, słodka, nierealna Savannah. Jest jak wzięta z bajki o Kopciuszku - tak dobra, piękna, każdy ją kocha, przygarnia zwierzątka, buduje domy dla pokrzywdzonych, chce pracować z upośledzonymi dziećmi, ma najlepsze oceny, a codziennie rano ptaszki układają jej fryzurę, a jednorożce doradzają w co powinna się ubrać (te dwa ostatnie to oczywiście ironia). Podejrzewam, że na świecie naprawdę są takie osoby i cieszy mnie to. Jednak taka osoba nie pasuje na główną postać, jest mdła, przesłodzona i po prostu irytująca. Nie ma co się dziwić, że zakochany w niej John zdecydował się na pozostanie w wojsku - nasza miss dobroci powinna zaczekać. Jednak w tym momencie pojawia się ktoś kto jeszcze bardziej potrzebuje jej niezwykłego ciepła i John zostaje listownie rzucony.

     Drugim minusem jest zakończenie książki i jestem nim tak oburzona, że zdradzę go za chwilę - jeżeli ktoś nie czytał powieści niech pominie fragment napisany na zielono.

SPOILER

SPOILER

SPOLIER

     Wiele osób uważa, że książka nie ma happy endu. Kiedy John spotyka ponownie Savannah, ona jest już mężatką. Niestety jej mąż jest ciężko chory i pomóc mu może tylko bardzo kosztowne leczenie. John, który w spadku po ojcu otrzymał trochę dodatkowych pieniędzy przekazuje je anonimowo na leczenie Tima i w epilogu dowiadujemy się, że kuracja zadziałała i Savannah jest ze zdrowiejącym mężem, a główny bohater patrzy samotnie w księżyc i wspomina swoja wielką miłość. No dobra - bohaterowie nie kończą razem, ale mąż bohaterki, bardzo miły i dobry facet dostaje szansę na przeżycie. To nie jest happy end? Bardzo mi przykro, ale uważam, że autor kierując myśli czytelnika w stronę "niech mąż umrze, a oni będą razem" zrobił coś paskudnego.

     Nicholas Sparks zawsze potrafił grać na uczuciach czytelników. Tym razem jednak trochę przegiął i powieść wydaje mi się trochę sztuczna. Polecam ją jednak wszystkim, którzy lubią pochlipać nad książką. Ja, co prawda, wyjątkowo nie płakałam, ale może potrzebuję zmienić na jakiś czas typ książek...

i wciąż ją kocham nicholas sparks

 

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:

- Z PÓŁKI

- POD HASŁEM

 

Bajka dla dużych dziewczynek

wdm.dg

     W życiu zdarza się tak czasem, że trzeba się zatrzymać i zbliżające się święta to doskonała okazja. I jednocześnie pretekst, żeby szalone tempo jeszcze bardziej podkręcić. Owszem - czeka nas kolacja wigilijna, dwa dni świąt spędzone w ciszy, z rodziną... Zanim to jednak nastąpi nasze życie wygląda tak:

"Łomójbożeniemamjeszczeciastaaniprezentudlaciotki!

WujekMarianprzyjeżdżatrzebazamówićwięcejchleba!

Jakietowszystkodrogietrzebakupićnowebombki!

[oddech]

WRealujestpromocjanaszynkęjedźmynatychmiast!

Jakteosłyprowadząznowukorkiprzysupermarketach!

 

    Naprawdę czasami mam ochotę iść do supermarketu, kupić paczkę chipsów, siąść na ławce i przyglądać się ludziom - lepsze niż reality show. Ten obłęd w oczach, poszukiwanie promocji, przebijanie łokciami i szukanie czegoś dobrego i taniego na prezenty. Znacie to?

  

  Na szczęście:

 

Drogie Panie!

     Znalazłam dla was lekarstwo- książkę lekką, zabawną i na tyle fajną, że naprawdę szybko się ją czyta - "Kobiety z odzysku". Izabela Frączyk opowiada historia trzech przyjaciółek, z których każda ma trochę zwichrowany życiorys jest naprawdę doskonałą odskocznią od codziennej bieganiny.

     W przypadku tego typu książek nie trzeba streszczać fabuły - trzy kobiety - przyjaźnią się, wspierają, mają pokręcone życie. Czym więc ta konkretna powieść różni się od innych? Odpowiedź jest prosta - śmiechem i zaskoczeniem. Wiele razy podczas lektury zdarzyło mi się roześmiać na głos, a niektóre sytuacje - jak ta, w której Zośka poznaje egipską rodzinę swojego adoratora - były tak zaskakujące, że czytelnik nie daje rady - po prostu musi zrobić wielkie oczy, a potem wybuchnąć śmiechem (nie polecam czytania w autobusie :) )

    Jest tylko jedna zasada - kilometrowy dystans! Wszystko - od historii naszych bohaterek, przez ich reakcje na wydarzenia, aż do zakończenia - jest tak absolutnie nierealne, niemożliwe i niesamowite, że parę razy zastanowiłam się czy nie czytam jakiejś fantastyki. Jeżeli utrzymamy tę zasadę i popatrzymy na "Kobiety z odzysku" jak na bajkę dla dorosłych kobiet to poprawę humoru i odprężenie mamy gwarantowane.

      Zabiegana kobieto - zrób sobie prezent i przeczytaj "Kobiety z odzysku". Niewiele jest rzeczy, które zatrzymają Cie tak dobrze jak ta książka.

kobiety z odzysku frączyk izabela

Dar losu

wdm.dg

     Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Przekona się o tym Majka, bohaterka książki Magdaleny Kordel pod tytułem „ Uroczysko” .
     Tytuł ten „ zjadaczowi” współczesnej polskiej beletrystki, który nie tak dawno przecież gościł nad Rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej wyda się znajomy.
Przypadek czy skuteczny zabieg marketingowy autorki? Sięgając w głąb powieści, pisanej lekkim, nieskomplikowanym językiem, o przypadek będzie coraz trudniej.  Z drugiej jednak strony może wypadałoby postawić tezę, że tęsknota za wolnością natury, dla której tylko wschody i zachody słońca są wyznacznikiem czasu, pór roku dotyka coraz liczniejszych.
      A najbardziej tych uwikłanych w sidła cywilizacji, dla których kopniak od losu w przysłowiowe cztery litery, okazuje się jednak jego darem.
      Majka w podarunku otrzyma jeszcze nowe przyjaźnie, znachorkę Walerię i uroczego weterynarza. Bez obaw więc, z mazurskich klimatów Rozlewiska, można „udać się” w Sudety do Uroczyska, gdzie górski klimat w towarzystwie dobrego humoru, nietuzinkowych postaci tworzą uroczą scenerię, pochłaniającą czytelnika. Daje to możliwość oderwania się na chwilę od realizmu codzienności, bywa, że pisanego jedynie suchą prozą. 

K.  

uroczysko kordel

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w listopadowej edycji konkursu.

Przyznano wyróżnienie.



Przesłodzona

wdm.dg

    Jest taki skecz kabaretu "Ani mru mru" "Radna w ciemno" gdzie Marcin Wójcik gra mało rozgarniętnego Gienka, który na pytanie "co słychać?" odpowiada śpiewająco:

"Niiic ciekawegoooo"

     I moim zdaniem taka odpowiedź jest najlepszym komentarzem do książki Krystyny Mirek - "Prom do Kopenhagi". Jest to kolejna książka z gatunku ona piękna i mądra, on przystojny, biedny i pracowity, wszystko się psuje, żeby dotrzeć do szczęśliwego zakończenia. Lektura łatwa, lekka i przyjemna. Zwróciłam na nią uwagę, ze względu na bardzo dużo pochlebnych opinii. Nie wiem czy nie trafiła w moje gusta, a może po prostu mam przesyt powieści, gdzie idealni bohaterowie brną przez kłody rzucane przez los, aż do pierwszej, szczęśliwej, wzruszającej sceny. Trudy życia, które wszyscy znamy wydają się śmieszne kiedy zestawi się z tymi wspaniałymi bohaterami, bo niewiele (jeśli nie nikt) ludzi w prawdziwym życiu postąpi tak jak oni.

    Plusem tej powieści - jest jej autorka. Znalazłam na portalu "Lubimy czytać" opinię, że jest nauczycielką i ktoś ją przeczytał dlatego, że uważa za zaszczyt, że może mieć z nią lekcję. Bardzo miło jest przeczytać coś takiego. Niestety samej książce niewiele to daje. Jest po prostu zbyt schematyczna.

    Polecam czytelnikom, którzy lubią słodkie książki z gatunku i żyli długo i szczęśliwie.

prom do kopenhagi

Nie pójdę do kina!

wdm.dg

    Niedawno do kina wszedł film "Jeden dzień" na podstawie książki Davida Nichollsa o tym samym tytule. Film zwrócił moją uwagę ślicznym plakatem (pod tym wpisem dam okładkę książki właśnie z nim), dobrą obsadą (Anne Hathaway!) i ciekawym opisem. Pomyślałam, że warto przeczytać najpierw książkę, więc kupiłam ją i zaczęłam czytać.

    Nie była to książka jakiej się spodziewałam. Była o wiele, wiele lepsza.

    Głównymi bohaterami powieści są Emma i Dex. Poznają się w dość nietypowy sposób i od razu odkrywają jak bardzo się różnią. Nie przeszkadza im to jednak w przyjaźni, która sprawi, że będą się zawsze wspierać przez kolejne lata. Przez całą powieść czytelnik poznaje ich historię tylko z jednego dnia w roku - 15 lipca. Co wtedy robią? Czy spędzają czas ze sobą? Co jest tak niezwykłego między nimi, że trzymają kontakt będąc nawet po dwóch stronach świata? Jak potoczą się ich losy?

     Największa zaletą "Jednego dnia" są główni bohaterowie. Emma nie jest cukierkową paniusią, która zawsze robi wszystko perfekcyjnie, a Dex nie jest kolejnym plantem-lekkoduchem, który pod koniec powieści przeżywa wielka zmianę i staje się super wymarzonym facetem. Oboje mają swoje wady i zalety, są prawdziwymi ludźmi. Kiedy kończyłam czytać miałam wrażenie, że to moi znajomi, których znam już jakiś czas.

 

    Dodatkowym atutem książki są trzy zakończenia. I nie chodzi mi o to, że autor napisał trzy różne końcówki i można sobie wybrać. Co więc to znaczy? W pewnym momencie, około 70 stron do końca książki, nastąpiło zakończenie. Takie jak się spodziewałam od początku. Było to dla mnie dziwne, bo większość standardowych książek miała bym w tym miejscu historii ostatnie 2 kartki i już, a tu jeszcze 70 stron! Potem nastąpiło kolejne wydarzenie, które mogłoby książkę zakończyć. A tu nadal do "finiszu" jeszcze 40 stron. Co stanie się dalej?

    Ciężko mi tę moją teorię trzech zakończeń wyjaśnić. Myślę, że jak przeczytacie to zrozumiecie o co mi chodzi.

Książkę oczywiście polecam.

 

    Dlaczego nie pójdę do kina? No cóż - zdecydowanie jest to film, na którym kobiety płaczą. A ja będę płakać na pewno, a w kinie to jakoś wstyd ;)

jeden dzień

 

Niepotrzebne zamieszanie

wdm.dg

     W jaki sposób wybieramy powieści do przeczytania? Chyba każdy ma jakieś własne kryteria wyboru: zachęcająca okładka, ulubiony autor, świetny opis na okładce, tematyka czy głośna kampania reklamowa. No i oczywiście książki polecone przez znajomych lub takie, do których przeczytania popchnęła nas dobra recenzja lub ogromna popularność książki.

      Po powieść, o której teraz napiszę, sięgnęłam ze względu na jej popularność. Na jej okładce dumnie widniał napis "ponad 100 000 egzemplarzy sprzedanych w Polsce". Wiele też o niej słyszałam wcześniej, parę znajomych mi o niej mówiło, a w kinach wyświetlano film oparty na tej historii.

     Wypożyczyłam książkę, otworzyłam, zaczęłam czytać... i tak przeczytałam "Coś pożyczonego" Emily Griffin.

     I nie rozumiem. Naprawdę nie rozumiem tego całego BUM! wokół książek tej autorki.

     Bohaterką książki jest Rachel - urocza, młoda kobieta, w której posiadanie wchodzą:

  • toksyczna przyjaciółka
  • narzeczony toksycznej przyjaciółki, absolutny męski ideał, po którym od pierwszych stron widać, że do toksycznej przyjaciółki nie pasuje
  • drobni przyjaciele  i znajomi
  • dziwny koleś, który pojawia się jako "pocieszyciel"
  • inne osobliwości przewijające się przez książkę

     Akcja toczy się w okół faktu, że urocza bohaterka ląduje w łóżku z narzeczonym przyjaciółki. Nikt o tym nie wie, bohaterowie nie wiedzą co ze sobą począć, gubią się w swoich uczuciach i oczywiście wszystko się gmatwa. Zaczyna się ciekawa babska powieść. A potem autorka upraszcza sobie drogę do granic przyzwoitości.

    Okazuje się, że wspaniała przyjaciółka, tak naprawdę jest kłamczuchą i zazdrośnicą i już od dzieciństwa bardziej przeszkadza Rachel niż pomaga. Narzeczony był zakochany w Rachel od dawna, ale myślał, że ona go nie chce. Teraz się okazało, że jest inaczej, więc zaczynają się po kryjomu spotykać. I tak sobie płynie akcja, aż przychodzi Wielka Komplikacja, która gładko się rozwiązuje i prowadzi do szczęśliwego zakończenia.

    Jak widać "Coś pożyczonego" jest książką przyjemną i lekką. Szybko się czyta, a zakończenie jest szczęśliwe. Tylko skąd cały ten szum wokół powieści Emily Griffin? "Coś pożyczonego" nie wyróżnia się niczym szczególnym, powiem więcej - denerwowało mnie to, że autorka ciągle ułatwia sobie drogę. Kiedy czytałam tę powieść kibicowałam Rachel - miała przyjaciółkę zołzę, cudowny Deks chciał być z nią tylko Darcy go ukradła. Wszystko napisane tak, aby główną bohaterkę rozgrzeszyć. O ile byłaby to ciekawsza książka, gdyby przyjaciółka była dobrym człowiekiem, a miłość niespodziewana i nagła.

 

    Podsumowując - książka fajna, relaksująca, i mogę polecić na jesienne i zimowe wieczory, jednak zaznaczam, że jest zupełnie przeciętna i nie warta tego szumu, który wokół niej zrobiono.

 

coś pożyczonego griffin

    

Godna następczyni

wdm.dg

Czytelniczki bardzo często mają problem - skończyła im się Chmielewska. Ponad 50 ksiązek tej autorki mają juz wyczytane i teraz niecierpliwie czekają na wydanie kolejnej. W trakcie tego oczekiwania wracaja do przeczytanych już powieści, po raz kolejny śmiejąc się z "Harpii", "Studni przodków", "Lądowania w Garwolnie" i wielu innych. Sama pisząca te słowa miała przed swoimi oczami te ksiązki po kilka razy (ach ach "Boczne drogi" i "Wszystko czerwone":))

Ale nie samą Chmielewską człowiek żyje. Czasami musi przeczytać książki innych autorek, ale fajnie by było gdyby były chociaż trochę podobne, prawda?

Wiele razy natknęłam się na opis na okładce - "KOLEJNA CHMIELEWSKA", lub "JESLI LUBISZ CHMIELEWSKA TO POKOCHASZ..." i wiele razy sie zawidłam.

Aż pewnego dnia w moje ręce trafiła "Babska misja". Z opisu do książki nie krzyczały tym razem żadne porównania. Ksiązka okazała się strzałem w dziesiątkę. Zabawny, lekki krymianł  z romasowym wątkiem, polecany jako ksiązka na wakacje. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Nie wzorowany na Chmielewskiej, ale widać inspiracje tą pisarką.

Osobiście najbardziej polubiłam Monikę, ale wszyscy bohaterowie mają w sobie "to coś". No i oczywiście koleżanka Mariolki - aż żal, że nie pojawia się w książce więcej razy - jej "komórkowanie" jest jednym z najzabawniejszych tekstów powieści.

 

Zdecydowanie polecam!

babska misja

Na ploteczki do fryzjerki

wdm.dg

   Mężczyźni zarzucają kobietom, że lubią plotkować. Wiecie co Panowie? TAK, LUBIMY. Małe, nieszkodliwe ploteczki, które wielkiej krzywdy nie czynią między dwoma kolezankami są czymś tak naturalnym, że nikt nie powinien się oburzać. Zwłaszcza, że faceci dzielnie kobiety gonią i bardzo często są gorsi od nas.

    Dla osób, które lubią takie nieszkodliwe plotkowanie polecam książkę "Legalna fryzjerka". Historia młodej dziewczyny, która z małego miasteczka trafia do Nowego Jorku i zyskuje sławę jako śweitna stylistka. Bogate panie tygodniami czekają w kolejce, żeby ufarbowała im włosy, nastolatki marzą o spotkaniu, gwiazdy po cichu przemykają do niej, ukrywając się przed natrętnymi paparazzi. Nic dziwnego, bo na fotelu u Georgii można znależć spokój, wypić dobrą kawę, wygadać się z kłopotów, a w czasie czekania pozbierać plotki ze świata nowojorski elit. No i zyskać rewelacyjna fryzurę.

     Ksiązkę czyta się wyjątkowo przyjemnie, napisana jest w tak niesamowity sposób, że czytelnik naprawdę czuje sie jak na fotelu fryzjerskim i gada sobie z fryzjerką. Tylko może sobie kawę wypić i ruszać głową bez strachu, że ktoś mu ucho przytnie :)

legalna fryzjerka

Uroczo i spokojnie.

wdm.dg

       Jak wygląda spokojne popołudnie? Słoneczny dzień, na działce (lub balkonie, w ogródku, przy oknie), gorąca herbata na stoliku, pierniki w misce obok kubka. A w ręce książka (myslę, że skoro jesteście na blogu o książkach to się nie oburzacie :)). 

       Opcja deszczowa - siedzę w domu koło okna, żeby czasem spojrzeć na mokre szyby, gorąca herbata na stoliku, pierniki w misce obok kubka. A w ręce książka.

 

      Teraz nasuwa się pytanie - jaka ksiązka? Nowa, polecona przez kogoś? Moja odpowiedź jest jedna - nie ma mowy. Na takie popołudnie najlepsze są sprawdzone powieści - wyczytane milion razy, z ulubionymi bohaterami, ze znanym, szczęśliwym zakończeniem.

     Ja mam kilka takich książek, ale moimi faworytkami są dwie powieści. Obie należą do klasyki. Jedna została wydana po raz pierwszy w 1868r, druga w 1813r. Tytuły są znane prawie każdej czytelniczce (czytelnikom też) - "Duma i uprzedzenie" Jane Austen oraz "Małe kobietki" Louisy May Alcott. 

    Ksiązki te, które można określić jako powieści historyczne społeczno-obyczajowe (bardzo ładne określenie romansu :)), to przyjemne, urocze ksiązki opowiadające historię czterech sióstr. I chociaż bardzo ogólnie opisana fabuła jest do siebie podobna, to każda z tych książek ma swój niepowtarzaly klimat i czar, który sprawia, że można czytać je bez końca.

duma i uprzedzeniemałe kobietki

Dla niewiast ;) lubiących bardziej współczesne książki polecam ksiązki napisane przez Rosie Rushton, w których autorka "przenosi" ksiązki Jane Austen w czasy współczesne (Polecam również fankom Pani Austen - zawsze to ciekawe doświadczenie)

  • "Miłość, kłamstwa i Lizzie"  *"Duma i uprzedzenie"
  • "Śmiałe marzenie"  *"Emma"
  • "Lato tajemnic"  *"Opactwo Northanger"

lato tajemnicmiłość kłamstwa lizzieśmiałe marzenia

    

Jak się ktoś lubi wypłakać.

wdm.dg

Od czasu do czasu, kiedy odczuwam przesyt fantastyki, magii i różnych stwrów, lubie przeczytać sobie jakiąs typowo babską książkę. Koleżanka poleciła mi książki Nicholasa Sparksa, więc pełan dobrych przeczuć, postanowiłam jakąs przeczytać. Trafiło na "Pamiętnik". Ksiązka była tak piękna, urocza i pełna miłości, że okropnie się popłakałam na końcu.

W domu opieki starszy mężczyzna czyta kobiecie ciepiącej na chorobę Alzheimera książkę o miłości dwojga młodych ludzi. Ksiązka opowiada  o ich pierwszy spotkaniu, wspólnie spędzonym czasie, bolesnym rozstaniu i dalszym życiu bez siebie. Jakie były ich dalsze losy? I dlaczego ten straszy mężczyna czyta właśnie tę książkę?

 

Polecam tę wspaniałą, wzruszającą książkę. Jej ogromnym plusem jest fakt, ze autor nie używa tanich, wytartych chwytów, zeby poruszyć czytelnika.  Jego ksiązki są mayłmi, romansowymi arcydziełami poruszającymi serca.

 

Pisząca tę opnię nie ponosi odpowiedzialności za zniszczone makiajże w trakcie czytania książki!!!

 

pamiętnik

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci