Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Blisko książek

Liebster Blog Award

norsevia

A obiecałam sobie, że kolejny wpis będzie uczciwą recenzją. Jednak jeszcze jedna zabawa i wracam do oceniania :)

Zostałam nominowana przez Pabottyro do Liebster Blog Award i dziękuję jej za to :)

liebsterawards

Nie jestem najlepsza w tłumaczeniu (powinniście usłyszeć jak komuś tłumaczę drogę dojścia ;) ), dlatego skopiuję sobie od Patty:

 

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

 

1. Z jaką książkową postacią najbardziej się identyfikujesz?

Właściwie nigdy nad tym nie myślałam :) Jakbym jednak miała wybrać to byłaby to Madame Olimpia Maxime z Harrego Pottera. Ona jest półolbrzymem, a twierdzi, że ma duże kości. Ja się najadłam słodyczy i pizzy i też teraz mówię, że mam grube kości ;)

2. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia na czytanie książek?

Zanim urodziłam dzieci uwielbiałam czytać w deszczowe popołudnia. Na dworze zimno i mokro, a ja z herbatką i pod kocykiem. Teraz ulubiona pora na czytanie to wtedy, kiedy dzieci śpią. Jak podrosną to wrócę do deszczowych popołudni.

3. 5 najlepszych/ulubionych pozycji, jakie zdarzyło Ci się przeczytać?

  • Cała saga "Kroniki drugiego kręgu" - zawsze mój numer jeden
  • Kazimierz Nowak - "Rowerem i pieszo przez czarny ląd"
  • Monika Szwaja - "Stateczna i postrzelona"
  • Harry Potter!
  • "Kroniki żelaznego druida" - też saga

Wiem, że miały być książki, ale nie potrafiłabym wybrać w tych sagach swojej ulubionej części.

4. Najbardziej znienawidzona książka to…

"Chłopi" - bardzo przepraszam, wiem, że to klasyka, ale sama myśl o tym utworze sprawia, że mam dreszcze.

5. Najlepszą adaptacją książki jest…

Nie będę oryginalna - "Pamiętnik".

6. Najbardziej wkurzający bohater książkowy to…

Wszyscy cudowni, przystojni i zabójczo zakochani w głównych bohaterkach mężczyźni. Jak Cztery z "Niezgodnej" lub Bishop z "Misji Ivy". Autorki naprawdę przesadzają z poziomem cukierkowości. Pobijają nawet Matta Hidalfa, który był po prosu denerwujący.

7. Moje hobby to (oprócz książek)

Rysowanie, jazda na rowerze i ostatnio, o dziwo, gotowanie.

8. Ulubiony autor to…

Helena Bonham-Carter oraz Ioan Gruffudd

9. Czy masz książkę, do której wracasz?

Wszystkie z punktu 3 i wiele więcej. Lubię wracać do książek. Zwłaszcza kiedy potrzebuje odprężenia, a wiem, że książka mi się podobała i dobrze się kończy.

10. Od jak dawna czytasz, oraz kto/co Cię do tego skłonił.

Rodzice. W domu zawsze było dużo książek, a rodzice dużo czytali. No i czytali mi i bratu na dobranoc. Mama chichotała nad Chmielewską, a ja myślałam "Jakie to super". Jak tylko nauczyłam się czytać samodzielnie to już mnie nic nie odciągnęło.

11. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Praca. Jestem bibliotekarką, a blog miał być ułatwieniem dla czytelników. Nadal jest reklamowany na stronie mojej biblioteki, ale jest już całkowicie mój własny.

 

Ok. czas na nominacje:

  1. Aga z "Happy Books"
  2. Czytadełko
  3. Wystawa z książkami
  4. Patrycję z "Wiecznie zaczytana"
  5. Blue Kuba Books
  6. Zacisze literackie
  7. Z książką do łóżka
  8. Chaotyczna A.
  9. Każdy kto ma ochotę :)

I na razie tyle, bo widzę, że ten temat krąży już po blogosferze od jakiegoś czasu :)

Moje pytania:

1. Czy jest jakaś postać drugoplanowa, której osobne przygody chętnie byś przeczytał/a?

2. Czy czytasz komiksy? Jakie?

3. Zwracasz uwagę na zwierzaki? Jakiego "zwierzęcego bohatera" chciałabyś mieć w domu (stwory też się liczą)?

4. Spróbuj porównać swoje pierwsze wpisy z bloga z tymi ostatnimi. Jest duża różnica?

5. Po jaki typ książki nigdy nie sięgasz? Dlaczego?

6. W jaki sposób piszesz recenzję? Robisz notatki w czasie czytania czy dopiero po ukończeniu książki?

7. Jak będziesz miał/a dzieci lub jeśli już masz to czy jest jakaś książka, którą chciałbyś/chciałabyś, żeby przeczytały?

8. Kupujesz książki na prezenty?

9. Czy jest jakaś książka, którą przeczytałeś/łaś, bo zachwyciła cię okładka?

10.Dlaczego prowadzisz bloga?

11. Dlaczego czytasz? Przecież to podobno niemodne!

Pisarze, którzy złamali mi serce

norsevia

Autorzy książek mają wielką moc. Dobry pisarz potrafi sprawić, że czytelnik się śmieje, płacze, irytuje. Opisuje tak swoich bohaterów, że marzysz o tym, żeby ich spotkać, poznać, zaprosić na piwo. Czasami jednak ulubiony pisarz robi coś co łamie czytelnicze serce.

Oto moja lista pięciu autorów, którzy złamali mi serce:

1. Ewa Białołęcka. Złamała mi serce, bo przestała pisać. "Kroniki drugiego kręgu" są lepsze niż ciasta, lepsze niż "Harry Potter". Ulubione fragmenty czytam na poprawę humoru lub kiedy jestem chora, czytam kiedy odkrywam, że już chyba z miesiąc nie czytałam o przygodach Kamyka. Kiedy skończyłam czytać "Piołun i miód" przez 4 lata (!) miałam w ulubionych stronę zapowiedzianej kolejnej książki. Codziennie sprawdzałam czy przy "Czasie złych baśni" pojawi się data premiery. Wiele razy pojawiała się nadzieja - ktoś dał datę premiery (i co pół roku ją przesuwał), pojawiła się okładka, aż wreszcie autorka udostępniła fragment powieści. A potem się skończyło. Minęło ponad 10 lat. Wiem, że są małe szanse, żeby ta książka kiedykolwiek wyszła, ale chyba nigdy nie przestanę na nią czekać.

2. Eoin Colfer. Złamał mi serce, bo nie przestał pisać. A dokładniej nie przestał pisać "Artemisa Fowla". Kiedy pierwszy raz przeczytałam historię młodego przestępcy myślałam, że zostanie drugim Harrym. Nie został. Po trzeciej części, która jest świetna, coś zaczęło się psuć. Czwartą jakoś przepchnęłam. Piątej już się nią dało. A wydano chyba z osiem, których już nawet nie próbowałam czytać...

3. David Nichols. Złamał mi serce zakończenie "Jednego dnia". Zanim przeczytałam tę powieść byłam przekonana, że to zwykłe czytadło. Okazało się, że książka na dużo więcej do zaoferowania. Jedynie zakończenie... łamie serce!

4. J.K. Rowling. Złamała mi serce, bo zabiła Freda. Ok - na stronach "Harrego Pottera" zginęło wiele bohaterów. Po Zgredku czy Dumbledorze płakałam okropnie. A jak się już rozpędziła w uśmiercaniu postaci było właściwie pewne, że zginie któryś  z Weasleyów. Tylko zabicie jednego z bliźniaków było takie...okrutne! Tak jakby czytelnika miała pocieszyć myśl, że został ten drugi. Beznadzieja!

5. Joanna Chmielewska. Wzięła i umarła. Nie no spoko, każdemu wolno. Tylko ona umarła tak chmielewskowo - złośliwie! Miałam wrażenie, że zawsze będą wychodzić jej nowe książki, że to się nigdy nie zmieni. Kiedy dowiedziałam się, że umarła naprawdę płakałam. Jak po kimś bliskim i lubianym. Kiedyś z moją mamą (też fanka - to ona właściwie mnie namówiła na Chmielewską) powiedziałyśmy, że jak się pisarce zemrze to kupimy dobre wino i wypijemy za to, żeby w niebie miała kasyno i wyścigi konne..   A dlaczego umarła złośliwie? Bo byłam wtedy w ciąży. Na rocznicę śmierci karmiłam piersią. Na druga rocznicę - znowu ciąża. Do tej pory nie udało nam się siąść razem i uczcić pamięci Wielkiej Pisarki.

1363776580_Chmielewska_Joanna_924_1_Warszawa_2000_

Kiedy ja czytam?

norsevia

Od kiedy urodził się Mały Pędzik słyszę bardzo często jedno pytanie - "Kiedy ja mam czas czytać"? Mam naprawdę wrażenie, że to nie do pomyślenia - mieć jeszcze czas na jakieś tam czytanie kiedy ma się dziecko. Gdy pojawił się Słoneczny Filozof to chór "Nie będziesz mieć czasu na książki" znacznie się powiększył.

A tu proszę jaka niespodzianka - nie dość, że czytam to jeszcze reaktywowałam bloga! I piszę! A to już w ogóle twór przedziwny - musi być tak, że albo jestem superbohaterem albo zaniedbuję dzieci albo wiążę i chowam pod dywan. Oczywiście tak nie jest :)

Czytanie kiedy ma się dziecko to wcale nie jest coś wielkiego. A mając dwójkę - jest jeszcze łatwiejsze.

Przede wszystkim muszę przyznać, żeby nie było za różowo, że to wcale nie jest tak, że urodziłam dziecko i nic się nie zmieniło. Ba - czuję się czasem jak po praniu mózgu - system wartości się wywrócił do góry nogami, czas wolny drastycznie się skurczył, a rzeczy, na które normalnie człowiek nie zwraca uwagi - stały się czymś ważnym.

Są rzeczy, z których zrezygnowałam: gotuję proste potrawy, zamiast tych wymagających wielogodzinnego bycia w kuchni, rower widzi mnie tylko nocą, na krótkich przejażdżkach, gdy zasną dzieciaki, kostium kąpielowy pokrył gruby kurz. Telewizję przestałam oglądać - obecnie telewizor służy do wyświetlania bajek na YouTube (Mały Pędzik ogląda wyłącznie to co jest śpiewane, a w TV tego mało. Najśmieszniejsze, że przez to ogląda dużo piosenek po angielsku i ostatnio powiedział, że lizak jest "pink", a nie "różowy". Mały Filozof nie ogląda telewizji, bo jest za mały).

Wróćmy jednak do tematu - jak z tymi książkami? Kiedy czytam? Czytam ciągle!

- rano, jeśli obudzę się przed chłopakami

- kiedy po śniadanku bawimy się razem w pokoju i autka stają się ważniejsze niż mama

- kiedy obiad się gotuje, a chłopcy akurat się grzecznie bawią

- kiedy dzieci śpią, a ja już posprzątałam i wyprałam

- kiedy tatuś wraca z pracy, chwilkę odpocznie i przejmie opiekę

- wieczorami

- po obiadkach u babć, kiedy to dziadkowie zajmują się wnukami

- kiedy tylko się da

Dużo czytałam też w czasie karmienia - trzymałam książkę jedną ręką i czasami czytałam ją bobaskowi na głos. I tak jakoś wyszło, że pierwszą książką, którą przeczytałam Pędzikowi jest biografia Shaquille O'Neala, a Filozofowi rozmowy z kabaretem Ani Mru Mru ("O dwóch takich co było ich trzech")

Faktem jest, że zrezygnowałam na jakiś czas z czytania "trudniejszych" książek, bo jak widać mój czas na książkę to często ukradzione 10-15 minut. Powoli jednak wraca do formy, bo Mały Filozof jest już na tyle duży, że szkraby bawią się ze sobą, a mamusi dają spokój. Poza tym nigdy nie byłam i raczej nie będę "perfekcyjną panią domu" - w mieszkaniu ma być czysto, ale co tydzień okien myć nie będę :), a zwierzaka w domu (jeszcze) nie mamy, więc sierść też nie jest problemem. I czas, który traciłabym na przesadne latanie ze ścierą przeznaczam na .... tam tada dam: czytanie :)

Mamusie też muszą mieć w końcu jakąś chwilkę dla siebie ;)

czyniemowlakowiczytacksiazki

 

 

Oceny

wdm.dg

Jest wiele portali typu lubimyczytać, filmweb, biblionetka, na których możemy ocenić dany twór kultury. Logujemy się, znajdujemy dzieło i PYK - jednym kliknięciem wystawiamy mu notę. Osobiście uważam, że takie własne konto na danym portalu to fantastyczna sprawa. Tworzymy listy ulubionych książek lub filmów, zaznaczamy co mielibyśmy ochotę poznać, dostajemy, na podstawie własnych ocen, propozycje utworów, które mogłyby nam się spodobać.

Na blogu wystawiam książką oceny od niedawna - pod jedną z notatek zaproponowano mi, żebym je wprowadziła w recenzjach. Sprawę przemyślałam, wybrałam sobie 10-cio stopniową skalę i zaczęłam ją stosować.
Niedawno też zdałam sobie sprawę (a raczej brutalnie mnie uświadomiono), że poprzez nasze oceny też jesteśmy oceniani.
Żeby nie wyszukiwać ciągle synonimów słowa "utwór", będę pisała o filmach. Wiem, że mój blog jest o książkach, ale będzie mi wygodniej skupić się na jednej dziedzinie sztuki i  przykłady brać tylko "z jednego worka", a to właśnie na filmwebie uświadomiono mi, że przez pryzmat moich ocen, ktoś może osądzić mój poziom inteligencji... No i tak jak napisałam wcześniej co do książek nie stosowałam skali, więc byłoby kiepsko z przykładami.
Skoro jestem gadułą to nikogo to nie zdziwi, że lubię wypowiadać się na różnych forach. Pewnego dnia przeglądałam sobie na filmwebie stronę filmu, który mnie interesował. Na forum tegoż filmu toczyła się zażarta dyskusja napędzana przez pewnego arogatna, który "wie wszystko lepiej niż inni". Piszę "arogant", żeby nie użyć innego określenia, który bardziej pokazałby jakie mam zdanie o tamtym forumowiczu, ale musiałabym wtedy zmienić bloga na +18. Pan, święcie przekonany o swojej wyższości obrażał wszystkich, którzy ośmielili sie mieć własne zdanie. Na jego komentarze odpowiedziałam i ja. Grzecznie, używając rozsądnych argumentów wymieniłam z nim kilka wpisów. W pewnym momencie odpowiedział mi, że on nie będzie dyskutował z osobą, która oceniła "Pod słońcem Toskanii" na 10, a w obejrzanych nie ma "Listy Schindlera".
     Nie ukrywam - zamurowało mnie. Przejrzałam listę moich najwyżej ocenionych filmów i znalazłam tam dużo "kompromitujących" ocen :) Ale przecież system oceniania też jest sprawą indywidualną i odbiór filmu też. Jestem typowym "oglądaczem" - nie znam się na ocenianiu pracy kamery, reżyserii. Film jest dla mnie mądry lub głupi, ciekawy lub nudny. A w wielu przypadkach na ocenę wpływa moment oglądania. Pamiętam bardzo dobrze, dlaczego "Pod słońcem" dostało tak wysoką ocenę. Miałam bardzo stresujący okres w pracy, ciągle coś się działo. Pilnie potrzebowałam relaksu, ale przez to wszystko nie miałam nawet siły, żeby iść choćby na basen. Poskarżyłam się przyjaciółce, która zjawiła się u mnie z filmem i winem. To był sympatyczny, odprężający wieczór, a film spełnił swoje zadanie. Do tej pory lubię go czasem obejrzeć ponownie i mam z nim tak przyjemne skojarzenia, że w mojej prywatnej skali zasłużył na 10. A zestawianie go z "Wielkim kinem" jest dla mnie nieporozumieniem.
Co do "Listy Schindlera" naprawdę go nie obejrzałam i jest mi wstyd z tego powodu. Mogę się jedynie usprawiedliwiać tym, że kiedy on miał premierę ja nie byłam nawet nastolatką. Mam go na swojej liście "do obejrzenia", ale zawsze jakoś myślę - następnym razem.
Poza tym, ogólnie przyjęłam, że "Wielkiego Kina" nie oceniam. Nie mam po prostu do tego kompetencji, no i nie wyobrażam sobie zestawienia go z moimi "dziesiątkami". Jakby to wyglądało - "Kosmiczny mecz" 10 (pierwszy raz byłam w kinie z bratem, uwielbiałam koszykówkę i MJ, a film był po prostu spełnieniem moich dziecięcych marzeń), a obok klasyka też 10.
Porównajcie sobie kiedyś rożne filmy - np, zwycięzca Oscara "Jak zostać królem" ma ocenę na filmwebie 7,8, a "Pamiętnik" - 8,1. Widocznie każdy ma jakiś swój, nie zawsze sprawiedliwy dla wspaniałych filmów system oceniania.

Co do książek - myślę, że tutaj mam podobnie - bardzo wysoko "Harry Potter", a "Chłopi" na samym dnie (bardzo przepraszam wszystkich, ale ja nigdy nie potrafiłam pokochać tej książki). Tylko co to właściwie za porównanie?


A jak jest u Was? Pochwalcie się waszymi "kompromitującymi" ocenami.

gavelscalesjustice3

Negatywne recenzje

wdm.dg

Ostatnio spotkałam się z notatką o tym, że mało jest negatywnych recenzji i zaczęłam się zastanawiać czy to prawda. Już od dawna korciło mnie, żeby na blogu stworzyć nową kategorię - miejsce, gdzie będą pojawiały się nie recenzje, a notatki związane z książkami, więc pomyślałam, że można by poszperać w temacie "złych opinii" i założyć wreszcie dział "Blisko książek". Oto on :) Witam!

Ostatecznym impulsem do napisania była recenzja z Leona Zabookowca  (Tutaj) i komentarz pod nią "Jak miło czasem poczytać także i te zdecydowanie negatywne opinie". Czy niepochlebna opinia naprawdę jest czymś tak nietypowym? W notatce, o której wspomniałam wyżej (niestety nie mogę jej znaleźć w sieci, bo to było już ponad 2 tygodnie temu) autorka była zirytowana zachwytami przedpremierowymi, bo już nie raz się na nich zawiodła. A przecież wszyscy twierdzą, zwłaszcza blogerzy, że oceniają rzetelnie i piszą co czują, a ona sięgała po "rewelacyjną" książkę, a okazywała się przeciętna. Więc jak to jest blogosfero z tymi negatywnymi recenzjami?

W myśl zasady o zaczynaniu od siebie przejrzałam swojego bloga. I rzeczywiście - na OGRYZKACH bardzo rzadko krytykowałam całkowicie jakąś książkę, o pastwieniu się nad jakimś "stworem" literackim właściwie nie było mowy. A przecież, jak smoki kocham, nie raz trafiałam na potworki, po których rzygałam literkami. No i gdzie one są?

Po pierwsze - już od paru lat nie kończę książek, które mnie denerwują lub męczą. Kiedyś tak nie mogłam - zaczęłam to musiałam dokończyć. Aż doszłam do wniosku, że jest to absolutnie głupie. Przedzieram się przez jakąś pustynię fabularną, irytuję, a w tym czasie mogłabym przeczytać coś innego, co mnie będzie inspirowało! Proszę nie mylić pustyni literackiej z dżunglą (czyli literaturą ambitną). Tu ciężko i tu ciężko, ale na pustyni nic nie ma, a w dżungli - sami wiecie - trudne słowa z lian, słonie z metafor i ogólne przeżywanie. Dlaczego więc nie piszę o tych książkach? Po prostu - nie przeczytałam - nie oceniam. Wiele razy było tak, że powieść z topornym początkiem później okazywała się bardzo dobra. Po prostu czasami nie mam już siły czekać na to "dobre", ale nie mogę skreślić pozycji, której nie poznałam w całości.

 6979300166_tyle_ksiazek

Do drugie - nie zgadzam się z autorem i przez to moja ocena nie była by uczciwa. Świetnym przykładem tego jest książka "Kobieta dość doskonała" Sylwii Kubryńskiej. Ma wysoką ocenę, dużo osób się nią wprost zachwyca. Miałam wielki apetyt na tę pozycję i duże oczekiwania, a okazało się, że ja i autorka stoimy momentami po dwóch stronach barykady. Przeczytałam bardzo niewiele stron i co sobie pomyślałam to moje. Co ciekawe, czytałam sporo cytatów z tej książki i z wieloma się zgadzam, ale całość książki... no nie jest dla mnie.

Po trzecie - "boomy czytelnicze". Obserwowaliśmy to parę lat temu w czasie "Zmierzchu". Nastolatki tłumnie zaczęły czytać, a potem "mądre głowy" stwierdziły, że dno literackie, grafomaństwo. No i ze zmierzchomanii zrobił się obciach. Jeżeli coś sprawia, że nieczytający sięgają po książkę to jaka by ona nie była - siedzę cicho. Zwłaszcza jeśli chodzi o młodych czytelników. Małymi kroczkami: może taki "beniaminek" zacznie na wampirach, a skończy na "Mistrzu i Małgorzacie"?  Trzeba mieć nadzieję, nawet jeśli czyta, "o święty Barnabo, moja podświadomość tańczy!"

Po czwarte - zwyczajnie mi się nie chce. Jeśli jakaś książka mnie faktycznie oburzyła, albo zdenerwowała (jak np. "Matt Hidalf") to siadam i wrednie recenzuję. Ale jak coś przeczytałam i pomyślałam "no spoko" i zapomniałam prawie od razu? Było tak ze "Stalowym sercem". Nawet fajna, ale bez fajerwerków. To zdanie to właściwie wszystko co miałabym ochotę napisać o tej książce. Przeczytałam też drugą część i to samo. Może po trzeciej mi się zachce.

No i po piąte - są od tego specjaliści ;) np. nieodżałowany, zamknięty już blog Czarne Owce Literatury. Jakby ktoś znał podobny zapodajcie linka :)

A jak jest z Wami? Piszecie negatywne recenzje?

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci