Menu

Po co sięgnąć, co przeczytać

Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki - Ron Weasley

Biografie

Wojowniczka!

norsevia

Wiem co wszyscy ostatnio myślą - że recenzenci, którzy współpracują z wydawnictwami zawsze ogłaszają książki wybitnymi. Ta nie jest wybitna, ALE tak strasznie trafiła - nie wiem dokładnie czy w mój gust, czy w dobry czas, czy w oba, ale, kurczę, tak mi się ją dobrze czytało.

Zabawne, że Rondę Rousey, której biografię czytałam kojarzyłam bardziej z filmów ("Niezniszczalni" i "Ekipa") niż z jej sportowych osiągnięć. Przeczytałam wstęp i krótki, pierwszy rozdział i już wiedziałam. Podniosłam głowę i powiedziałam do męża - "To będzie dobra książka".

Ronda Rousey jest twarda. Waleczna. Fajna. Ma śliczny uśmiech. Ciekawe podejście do świata. Mamę, której sposób wychowywania dał mi do myślenia. I życie (oby jak najdłuższe), które naprawdę było warte opisania. Ma w swoim życiorysie traumatyczne przeżycia, ciężkie treningi, kontuzje, bolesne porażki i wspaniałe zwycięstwa. Z każdej życiowej lekcji wyciąga wnioski.
Mam wrażenie, że tak jest właśnie skonstruowana cała biografia judoczki, a potem zawodniczki MMA. Najpierw temat lekcji, potem krótka definicja i wreszcie wyjaśnienie. Sprawia to, że bardzo fajnie się czyta. Jeśli chcesz odpocząć, zrobić przerwę nie stracisz kontekstu. Jeśli masz ochotę pochłonąć książkę w jeden wieczór to proszę bardzo - nic Ci się nie pomiesza.

Język nie jest trudny, Ronda wypowiada się w pierwszej osobie "waląc prosto z mostu", a czasem nawet sobie przeklnie. Na pewno dodaje to wiarygodności całej historii.
Czy jest to sama prawda? Nie wiem. Nie od dzisiaj wiadomo, że biografie często są podkoloryzowane lub po prostu pisane od początku. Nie znam osobiście Rondy Rousey, a prawdopodobieństwo naszego spotkania jest równe temu, że zdobędę Nobla z fizyki. I wierzcie mi, że bardzo tego żałuję. Pierwszy raz w życiu, naprawdę mam ochotę poznać "papierową postać".

Bo widzicie - ja nie przepadam za biografiami. Zwłaszcza teraz, kiedy wydawane są masowo - ktoś się pojawił w telewizji na 5 minut i, pyk, już możemy przeczytać jego książkę. Przysięgam, że jeżeli ktoś wypuści na rynek biografię takiej, np Natalii Siwiec to nigdy więcej nie kupię nic tego wydawnictwa (a może już jest? Brrrr...). Rozumiem legendy muzyki, wielkich aktorów lub innych artystów, wybitnych sportowców, ale gwiazdka muzyki, która miała jeden hit? O tworach typu Kardishianowie nie wspomnę. Ciężko znaleźć w tym zalewie wszystkiego coś naprawdę dobrego.

Ja znalazłam. Biografia Rondy Rousey sprawia, że masz ochotę wstać z kanapy. Ruszyć tyłek. Walczyć. Przede wszystkim uwierzyć w siebie.

Czy książka spodoba się mężczyznom? Myślę, że tak. Świat Rousey to mimo wszystko bardziej "ich" świat - bitew, walk, krwi.

Młodym sportowcom powinno się przed treningami czytać fragmenty (i pokazywać zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej oponę), żeby zrozumieli czym jest poświęcenie się swojej dyscyplinie.

A kobiety? Uważam, że powinna ją przeczytać każda babka. Licealistki powinny mieć ją w lekturach obowiązkowych. Są aktywistki, które walczą o prawa kobiet, są gwiazdy, które krzyczą "girl power". Ronda nie musi walczyć i krzyczeć. Ronda cała jest "girl power"

Polecam, polecam, polecam!

rondarouseymoja

 

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Ronda Rousey. Moja walka / Twoja walka

Autor: Ronda Rousey

Dla kogo: Dla potrzebujących motywacji. Dla kobiet. Dla wszystkich

 

A tu na dokładkę zdjęcie Justyny Kowalczyk ciągnącej opnę (w Polsce też mamy wojowniczki!):

jk_z_opona

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

logo_sqn2

Rodman kontra O'Neal

wdm.dg

    Pierwszy wpis w kategorii "Pojedynki" będzie mocno wspomnieniowy - obie książki czytałam ponad dwa lata temu. Będzie krótko, ale, mam nadzieję, inaczej niż zwykle.

    Na czym właściwie będą polegały pojedynki? Będę czytała dwie książki podobne tematycznie i porównywała ze sobą, a potem ogłaszała zwycięzcę.

     Myślę, że w tej kategorii najlepiej będzie zacząć od świata sportu. Dwa lata temu w moje ręce trafiły dwie biografie koszykarzy - Dennisa Rodmana i Shaquilla O'Neala. Dwie gwiazdy NBA lat 90tych.

      Te dwie biografie wydane przez wydawnictwo Sine qua non na pewno były czymś co bardzo mnie interesowało - Rodman był moją wielką koszykarską miłością. Miałam z nim plakaty, koszulkę, bluzę, album z wycinkami i kasetę z filmem "Ryzykanci". Do tej pory mam w domu archiwalny numer pisma "Magic Basketball" poświęcony temu koszykarzowi (Nie sprzedam go). I wcale nie chodziło o jego wybryki lub włosy. Chodziło o to, że król zbiórek w pełni na swój tytuł zasługiwał. Oglądam mecz - "Robak" prawej strony boiska, któryś z koszykarzy rzuca, piłka odbija się od obręczy w lewo i... Rodman zbiera! Miał niesamowitą intuicję, magicznie wiedział wcześniej gdzie poleci piłka. To był wspaniałe. Shaq natomiast był równie barwną postacią i rewelacyjnym centrem. Wiadomo, że ze względu na Rodmana, no i Jordana, uwielbiałam Bullsów, ale nie sposób było nie interesować się kimś takim jak O'Neal.

      Jako pierwszą przeczytałam "Shaq. Bez cenzury". TEN WSTĘP! Nie mogę teraz znaleźć informacji kto napisał tekst wstępu do polskiego wydania, ale był to świetny sentymentalno- wspomnieniowy tekst o erze NBA w latach 90tych. Czytałam go i myślałam "racja, dokładnie tak". Ach! To było coś. Budziliśmy się nawzajem z bratem, żeby oglądać o 1 w nocy mecz, a następnego dnia na boisku co lepsi próbowali powtarzać ciekawe zagrania. Kiedy była nocna transmisja pół osiedla wstawało dopiero po 11 i zbierało się pod blokiem, żeby przeżywać :D 

      I ten wspaniały wstęp przypomniał mi to wszystko! Potem książka już "poleciała". Dobrze napisana, ciekawa, pełna anegdotek z życia O'Neala. Była dokładnie tym czego chciałam - historia drogi do sławy, od samego początku. Niejednokrotnie czułam się zaproszona za kulisy tego niezwykłego koszykarskiego świata, Shaq często opowiadał o relacjach z innymi sławami boiska. To też była dla mnie gratka - przypomnieć sobie te wszystkie wielkie nazwiska. Wspaniale!

       A potem... no cóż - spotkało mnie ogromne rozczarowanie. Po niesamowitej biografii Shaqa, książka "Dennis Rodman. Powinienem być już martwy" była niczym kubeł zimnej wody. Wydaje mi się, że to trochę moja wina. Powinnam się była spodziewać, że historia Rodmana bardziej skupi się na jego szalonym życiu, a nie na jego koszykarskiej karierze. Z pewnym niesmakiem czytałam o jego wyczynach, podbojach, imprezach. Nie tego chciałam. Może na tym zakończę. Jest mi po prostu przykro.

 

Nie trudno się domyślić, że pojedynek wygrała książka:

"Shaq bez cenzury"

 

shaq dr_powinien_byc_martwy

Och! Ryszard!

wdm.dg

     Jakiś czas temu odczulam przesyt fantastyki. Żadna książka, nawet któregoś z moich ulubionych autorów, nie potrafiła mnie zainteresować. Postanowiłam na jakiś czas zmienić tematykę i poczytać o prawdziwych ludziach. Wymyśliłam sobie, żeby każda z tych książek przedstawiała historię człowieka z innej branży. Skończyłam już wspomnienia Julii Child (kucharki) i Roberta Górskiego (kabareciarza), a dosłownie parę minut temu obróciłam ostatnią kartkę książki Ryszarda Kalisza. Pierwsza dwójka doczeka się jeszcze swojej notatki, natomiast w tej skupię się na naszym polityku.

     Swego czasu Ryszard Kalisz był wszędzie. Ilekroć włączałam telewizor i "skakałam" po kanałach zawsze gdzieś na niego trafiłam. Przynajmniej takie miałam wrażenie - w telewizjach informacyjnych 24h, w programach publicystycznych, wywiady, debaty, wiadomości, oraz różnego rodzaju programy, nawet te plotkarskie czy śniadaniowe. Nie przeszkadzało mi to szczególnie - chce, niech się lansuje, w końcu jest politykiem - musi się pokazywać. Dodatkowo, bez względu na jego poglądy, zawsze ładnie się wypowiada, ciężko go wyprowadzić równowagi, więc przynajmniej nie można mu zarzucić, że pcha się do telewizji znając zaledwie kilkanaście słów i po to, żeby robić widowisko. Z tego względu zdecydowałam się na jego książkę, mając nadzieję, że będzie czymś więcej niż obrzucaniem błotem politycznych przeciwników.

      "Ryszard i kobiety" jest pozycją bardzo nietypową. Polityk podkreśla już we wstępie, że nie będzie chodziło o "jego kobiety" , tylko o sposób w jaki on postrzega płeć przeciwną, jej prawa oraz rolę w życiu prywatnym i publicznym . To bardzo niebezpieczny temat dla mężczyzny - jedno złe słowo i zostanie on rozszarpany przez organizacje feministyczne. Po przeczytaniu jednak stwierdzam, że Pan Kalisz wiedział co robi. Oj, bardzo dobrze wiedział.

      Z pewnego względu, o którym napiszę za chwilkę byłam raczej negatywnie nastawiona do tej książki. Podejrzewałam, że cała publikacja będzie przesiąknięta lizusostwem, a z każda strona będzie krzyczeć: "Kocham was kobiety! Głosujcie na mnie!". No cóż, można chwilami mieć takie wrażenie, ale na szczęście autor uniknął przesady i słodkości. Tak naprawdę odczuwałam coś takiego jedynie w momentach kiedy pisał o jakiejś znanej kobiecie i zwracał uwagę, że gdzieś w swoim postępowaniu popełniła jakiś błąd, po czym chronił się za stwierdzeniem - "za bardzo jej nie wychodziło, chociaż jest niezwykle mądrą i inteligentną kobietą". (s. 57)

     Ryszard Kalisz po prostu opisuje kobiety ze swojego punktu widzenia. Robi to niezwykle taktownie, nie krytykuje i bardzo podkreśla swój ogromny szacunek do płci przeciwnej. W jego książce znajdziemy zarówno zdarzenia z jego prywatnego życia, jak i przemyślenia dotyczące znanych, silnych kobiety z Polski i z całego świata. I to jest chyba największa zaleta tej książki - nie jest to książka o autorze, nie ma w niej politycznej propagandy (poza chwilami kiedy następuje atak na polityków, którzy nie potrafią spojrzeć na kobietę jak na równorzędnego partnera), a jest dużo wsparcia dla dyskryminowanych kobiet i chęć udowodnienia, że nie każdy mężczyzna to szowinista.

     Dlaczego jednak ta książka wywarła na mnie początkowo negatywne odczucie? Bardziej ze względu na sposób jej wydania niż na autora. Kiedy na nią patrzę przypomina mi się wypracowanie w szkole średniej - nauczyciel kazał napisać referat na 10 stron - no to dawało się czcionkę 20, kilkanaście zdjęć i wychodziło 10 stron, chociaż tekstu może na 4. "Ryszard i kobiety" ma podobnie: 138 stron, ogromna czcionka, mnóstwo zdjęć, koniec rozdziału oznacza, że następna strona będzie pusta, za zdjęciem również pusta strona,  a wśród tekstu pojawiają się w ramkach cytaty, które dodatkowo zajmują sporo miejsca. Najlepszym przykładem są strony od 59 do 63. Na stronie 59 są cztery zdania kończące rozdział, 60 jest pusta, 61 to zdjęcie, więc 62 również jest bez tekstu. Dopiero na 63 zaczyna się nowy rozdział. Do tego twarda okładka i wychodzi nam elegancko wydana publikacja, której cena to 49,90! Dla mnie to po prostu przesada i naciąganie na kasę.

      Ciekawa jest reakcji mężczyzn na książkę Ryszarda Kalisza. Osobiście na pewno polecam ją wszystkim Paniom - bardzo miło jest przeczytać jak to facet stwierdza, że jesteśmy silne, mądrzejsze i wszystko potrafimy.

 

ryszard kalisz ryszrad i kobiety

   

20 wieczorów. Każdy z inną kobietą ;)

wdm.dg

     W jaki sposób książka trafia do ręki czytelnika? Najczęściej reklama, polecenie, dobra recenzja sprawiają, że chcemy przeczytać jakąś powieść. Ta, o której teraz napiszę trafiła mi się za sprawą przypadku.

      Najpierw był film "Amelia" z Hilary Swank, który po raz pierwszy pokazał mi kto to była ta Amelia Earhart, o której tu i ówdzie można było usłyszeć. Postać pilotki zainteresowała mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać informacji na jej temat. Znalazłam parę artykułów, wzmianek w książkach, ale nic bardziej konkretnego. Z pewnym zdziwieniem odkryłam, że w Polsce nie została wydana żadna biografia tej odważnej kobiety, nie ma także dostępu do jej twórczości. A przynajmniej ja nie trafiłam na dostęp do takich pozycji.

    Poszukiwania doprowadziły mnie książki "Niepokorne. Kobiety, które zmieniały świat". Autorka, włoska dziennikarka, zebrała w niej historie dwudziestu kobiet, które ze względu na swoje pasje zasłużyły na to by świat o nich nie zapomniał.

     Ze wstydem przyznaję, że początkowo chciałam przeczytać tylko o Amelii i zwrócić książkę. Nazwiska innych bohaterek były mi zupełnie obce. Dopiero po chwili pomyślałam, że o nudnych ludziach to właściwie nikt nie pisze, a kobiety, których historie zostały umieszczone w książce chyba w jakiś sposób na to zasługiwały. Postanowiłam, że przeczytam najpierw o nich, a Amelia będzie takim moim deserem w myśl zasady "jak nie zjesz obiadu to nie dostaniesz podwieczorku". Skąd miałam wiedzieć, że "Niepokorne" to zbiór samych deserów - niekoniecznie słodkich, ale za to wyjątkowych i pełnych czaru?

     Zaczęłam spędzać każdy wieczór z jedną z nich. Czytałam przed zaśnięciem jeden rozdział i zasypiałam myśląc o postaci, którą przed chwilą poznałam. Nie ukrywam, że niektóre fascynowały mnie bardziej, inne mniej. Czasem więcej myślałam o ich pasjach niż o życiu. Jednej (nie powiem której) nie polubiłam i zastanawiałam się czy to wina opisu czy jej sposobu działania.

    Minusem tej książki jest brak zdjęć. Jest niewielki portret każdej z Pań i to wszystko. Nie twierdzę, że książka powinna być kolorowym albumem, ale jeżeli autorka opowiada historię fotografki lub światowej sławy dekoratora wnętrz to warto by dodać chociaż jedną fotografię pokazującą jej pracę.

    Drugim minusem, niezależnym od książki, jest brak dalszych informacji na temat opisywanych postaci. Wydaje się, że zamysłem autorki było przedstawienie każdej z kobiet, sprawienie, by czytelnik nabrał apetytu i poszukał samodzielnie wiadomości o tych, które chciałby lepiej poznać. W Polsce takiej możliwości nie ma, czasem jest brak nawet jakichkolwiek artykułów. Internet pozwala uzupełnić swoją wiedzę o wizualną twórczość (np. wspomniane fotografie), ale biografie, które znajdziemy są jeszcze bardziej skąpe niż przedstawione w książce.

    Niezależnie od tego, muszę przyznać, że  książka Cristiny De Stefano sprawiła, że spędziłam 20 niezwykłych wieczorów poznając historie Niepokornych. Książka ta rozbudziła moją ciekawość i teraz zamiast o jednej Amelii Earhart szukam informacji o jeszcze paru innych postaciach. Zwłaszcza Berenice Abbott - jej sposób robienia zdjęć portretowych niezwykle przypadł mi do gustu (chociaż oczywiście znana jest przede wszystkim z fotografii Nowego Jorku). Teraz, chociaż od czasu skończenia tej książki już mięło parę dni, przed zaśnięciem nadal brakuje mi historii tych kobiet.

niepokorne cristina de stefano

 

Zdjęcie wykonane przez B. Abbott w 1925r. "Tylia Perlmutter Paris"

berenice abbott

Życie piłkarza

wdm.dg

     Ostatnio miałem sposobność przeczytać autobiografię Andrzeja Iwana pt. "Spalony". Wybrałem tę książkę, ponieważ jestem fanem piłki nożnej i chciałem zobaczyć jak wygląda świat piłkarski w oczach byłego zawodnika.

     Powieść przedstawia znane i mniej znane kulisy życia piłkarza Andrzeja Iwana, jego dzieciństwo, karierę oraz życie po zakończeniu kariery.

     Podobało mi się, że książka ukazuje prawdziwe życie piłkarzy w Polsce oraz za granicą - ich nawyki, styl życia, skłonności do nałogów czy korupcję.

      Ostatnio biografie piłkarzy są bardzo popularne - można przeczytać o życiu takich sław jak m.in. Christiano Ronaldo, Wayne Rooney czy Kazimierz Deyna.  Jednak "Spalony" jest jedną z lepszych pozycji, ponieważ ukazuje całą prawdę o tym świecie i ludziach z nim związanych. Czytając nie miałem wrażenia, że coś jest koloryzowane czy ukrywane.

    Ta pozycja jest wręcz obowiązkową lekturą dla wszystkich interesujących się piłką i sportem. Warto polecić też osobom "niewtajemniczonym", gdyż jest to bardzo dobrze napisana książka, która z każdym rozdziałem wciąga coraz bardziej.

Mateusz

 

spalony andrzej iwan

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w grudniowej edycji konkursu.

Lubię Adele, ale bez przesady

wdm.dg

     Na rynku muzycznym od paru lat świeci nowa, wielka gwiazda - Adele. Osobiście jestem jej fanką - "Chasing pavements" na stałe wpisana została w folder "Ulubione", jak zresztą wiele innych utworów angielskiej piosenkarki. Kiedy w moje ręce trafiła jej biografia "Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat" pomyślałam, że czas się przełamać. Przełamać, ponieważ zawsze trzymałam się z daleka od wszelkich książek o młodych idolach. "No, ale to jest o Adele - może być fajne" przemknęło mi przez myśl i zaczęłam czytać.

    Już po kilkunastu stronach moje obawy, niestety, potwierdziły się. Książka przypomina bowiem rozciągnięte do granic niemożliwości zachwyty nad Adele. Z jednej strony stwierdzenia takie jak "przez wiele lat" lub "w młodości" sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, że czyta o 80-latce. Z drugiej fakty z życia piosenkarki przekazywane są w taki sposób, żeby wydały się ciekawe, intrygujące, a sama gwiazda dojrzałym geniuszem. Może i jest genialna - temu nie zaprzeczę, ale opis jej dzieciństwa, zachwytów nad muzyką miały chyba za zadanie uzmysłowić, że tylko nadzwyczajne osobistości są w stanie słuchać starego jazzu będąc dzieckiem. Wszystko jest po prostu wyolbrzymione - kiedy na początku opisywane są jej relacje z ojcem to myślałam, że stała się jakaś wielka tragedia - tak to zostało czytelnikowi przekazane. Tymczasem okazało się, że jej rodzice rozwiedli się, właściwie w zgodzie i ojciec zamieszkał dalej i Adele za nim tęskniła. Nie chodzi o to, że życzę komukolwiek epickich tragedii lub uważam, że rozwody nie są czymś złym,  ale rozdmuchanie tego wątku było aż niesmaczne - napięcie, oczekiwanie - pyk - mała dziewczynka tęskni za tatusiem.

    Jednym słowem książka Chasa Newkey-Burdena jest po prostu nudna. To taka książkowa reklama, która ma pokazać, że Adele to zwykły człowiek, ale i tak ją kochamy. Przykro mi to powiedzieć, ale już ciekawszymi pozycjami o idolach są książki z cyklu "Me & You" gdzie fan (nastoletni) otrzymuje dużo zdjęć i ciekawostek w kolorowej oprawie. Młode gwiazdy naprawdę nie potrzebują Wielkich Biografii - na taką trzeba sobie zasłużyć czymś więcej niż piosenkami i głosem - do bycia bohaterem biografii trzeba mieć jeszcze kawał ciekawego życia, który zafascynuje czytelników, a 22-latka mimo całego swojego talentu takiego jeszcze nie ma.

     O dziwo, pomimo wszystkich moich zarzutów do tej książki, to po jej lekturze polubiłam Adele jeszcze bardziej. Wypowiedzi piosenkarki są jasną stroną tej publikacji, a mnie bardzo podoba się jej czasem ironiczne, a czasem rozsądne podejście do życia. Dodatkowym plusem są zdjęcia w środku.

    Kochajcie Adele, podziwiajcie jej głos, ale dajcie sobie spokój z jej biografią dopóki nie będzie miała 60 lat.

adele

Wojciech Mann

wdm.dg

    Chętnie sięgam po biografie ludzi, których osiągnięcia, ciekawa osobowość lub cechy charakteru mnie interesują. Kiedy w księgarniach pojawiła się książka Wojciecha Manna "Rockmann, Czyli Jak nie Zostałem Saksofonistą" chętnie ją przeczytałam.

     Znany dziennikarz, konferansjer, showman i redaktor opisuje od lat 50-tych (swojego dzieciństwa) aż do lat 90-tych swoją drogę, która doprowadziła go do pozycji i renomy, którą obecnie może się pochwalić.

     Podobało mi się, że książka napisana z typowym dla Pana Wojciecha humorem zawiera wiele anegdot. Dało się zauważyć dystans autora do samego siebie, a wiele sytuacji opisanych jest bardzo dowcipnie bez "nadęcia". Dodatkowym atutem jest szata graficzna i dużo zdjęć obrazujących przedstawione sytuacje. Czyta się bardzo szybko, dużo zapamiętuje i bardzo dobrze bawi.

    Niestety książka, jak dla mnie, za szybko się kończy. Choć nie jestem fanką kontynuacji, bardzo chętnie przeczytałabym kolejną część opowieści Pana Wojtka.

    Polecam książkę każdemu - w końcu niewiele osób w Polsce nie wie kim jest Wojciech Mann :)

 

Renata

 

rockmann

 

Recenzja czytelnika biorąca udział w kwietniowej edycji konkursu. Przyznano wyróżnienie.

Napisz recenzję

wdm.dg

Zapraszamy do udziału w comiesięcznym konkursie na recenzję książki!

Konkurs trwa cały rok - co miesiąc wybieramy jednego zwycięzcę.


Recenzję dowolnej książki można wysłać na adres :

czytelnia@biblioteka-dg.pl

lub przynieść do Czytelni Biblioteki Głównej
lub Centrum Informacji Europejskiej


Każdy może wziąć udział - nie ma ograniczenia wiekowego.


W przypadku dużej liczby zgłoszonych prac zostaną one podzielone na kategorie (np. wiekowe) i wtedy będzie więcej zwycięzców.

 

Każda recenzja zostanie umieszczona na naszym blogu z recenzjami - ogryzki.blox.pl

 

Zastrzegamy sobie prawo do wprowadzania poprawek w publikowanych pracach!!!

ogryzki logo

Ikona

wdm.dg

Audrey Hepburn jest legendą. Aktorka, modelka, działaczka humanitarna jest uznawana za jedną z najwspanialszych kobiet świata. Jaka była w oczach najbliższych?

 "Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji" jest biografią aktorki napisaną przez jej syna Seana Hepburn Ferrera. Książka naprawdę robi wrażenie - jest wciągająca i wiarygodna. Napisana w bardzo ciekawy sposób - życie gwiazdy z punktu widzenia jej syna, który stara się być obiektywny w swoim opisie. Stwarza niesamowity obraz tej kobiety - skromnej i eleganckiej, która udowadniała, że styl to nie tylko ubiór. W jakiś sposób czytający może odczuć całą magię tej niesamowitej postaci.

Wielkim plusem całej książki jest duża ilość zdjęć - prywatnych i służbowych. Cudownie jest móc przekonać się, że cały zachwyt, który budziła Hepburn to nie tylko zasługa aparatu i kamery, ale po prostu Ona.

 

Książka nie jest pozycją tylko dla kobiet - nie jest to typowo babska literatura. Jest po prostu historią fascynującego człowieka.

audrey

 

Notatka postała przy pomocy Gruseli

© Po co sięgnąć, co przeczytać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci